poniedziałek, 2 czerwca 2014

Weekend w Grandzie

"Grand" Janusz Leon Wiśniewski

 

http://paratexterka.blogspot.com/2014/06/weekend-w-grandzie.html
Życie pisze czasem książkowe historie i wtedy, niestety, czytanie trzeba odłożyć na później. Nawet te najbardziej wyczekane premiery. Planowałam opowiadanie Zafóna, ale nie zdążyłam, a że najnowszego Wiśniewskiego nigdy nie odpuszczę, to "Grand" miał bezdyskusyjne pierwszeństwo. Do tego obiektywnie trzeba zauważyć, że powieść promowana była intensywniej niż inne książki tego autora. Choć trudno się dziwić, skoro Grand Hotel w Sopocie prosperuje do dzisiaj. I to, co 'zrobił' dla niego Wiśniewski, zapewne już w ciągu ostatnich dni wpisało się w jego imponującą historię.

W przeddzień premiery dopytywałam się w księgarni o szczegóły dostawy. Następnego ranka ja, 'sowa', byłam za wcześnie. Ale za trzecim razem zdobyłam! I podejrzewam, że nie ja jedyna tak niecierpliwe czekałam. W końcu od wydania "Miłości i innych dysonansów" minęły już prawie dwa lata.

Obnażające hotelowe historie


Chyba częściej czytam mężczyzn. Wśród nich Wiśniewskiego ubóstwiam prawie tak samo, jak go przeklinam. Wzruszam się z radości tylko po to, żeby zaraz ronić łzy z bezsilności albo zaciskać zęby ze złości. Przez ostatnich naście lat zdążyłam się do tego przyzwyczaić, a mimo to ciągle czekam na zakończenia zupełnie nie w jego stylu. Nie wiem, czy on 'tylko' ma talent, czy rozumie kobiety albo zauważa więcej niż inni, nawet piszący mężczyźni. Ale jakie to właściwie ma znaczenie? Liczy się efekt. A mnie (wz)rusza - jeżeli nie każdą kartką, to na pewno każdą historią.

"Grand" rozgrywa się w dzisiejszym Sopocie, chociaż opowiedziane w nim historie sięgają też czasów przedwojennych. Pomysł przedni, bo hotel jest murem w podwójnym tego słowa znaczeniu - granicą od codzienności, przyzwyczajeń, samego siebie, innych. Numer pokoju, zamknięte drzwi, recepcjonistka udająca, że nic nie widzi, albo pokojówka milcząco wykonująca swoją pracę. Pozory? Ludzie z dala od swoich światów są zaskakująco inni lub przerażająco naturalni. Wiśniewskiemu wystarczył weekend na podglądanie ludzkich ciał i opowiedzenie dusz. Bezwstydnie obnażone zostaje nie tylko to, co hotele jako enklawy zapewniają swoim gościom. Sama nieraz czułam się naga, i to nie przez (zwykle niedopowiedziane) sceny intymne, ale przez to, co czarno na białym: Zdarzało się, że bohaterki Wiśniewskiego mówiły moimi myślami albo powielały podobne wzorce, rozpamiętywały, szukały nonsensownych tłumaczeń, chciały, czekały. To takie niekomfortowe, takie obnażające - widzieć siebie oczami kogoś innego i śledzić to, co stworzył z tego autor…

Polska nie Polaków


Wiśniewski pisze głównie o miłości. Pisze też o tych, którzy mają wszystko, a są głęboko nieszczęśliwi; o pozornie podziwianych, a prywatnie zdegenerowanych; o idealistach, którym życie rzuca kłody pod nogi; o naiwnie dobrych i doszczętnie zepsutych. O dysonansach. Co jednak szczególnie charakterystyczne, pisze pięknie o Polsce. Jako Polak mieszkający od lat w Niemczech i podróżujący po całym świecie, Janusz L. Wiśniewski widzi naszą ojczyznę szeroko otwartymi oczami. Pomimo, a może właśnie z racji dystansu, patrzy z różnych perspektyw. Nie boi się wypunktować krępujących uprzedzeń czy przypomnieć wartości wpajanych pokoleniom w najcięższych okresach historycznych. Widzi i grzmi, ale kocha, budząc podziw. Przynajmniej ja to tak odbieram. Obok zagmatwanych historii rodzinnych, przemawiają do mnie przyjazdy i powroty. Nawet, jeżeli większość to fikcja literacka, to wiem, że tacy ludzie żyli i żyją. Polska przyciąga i 'swoich', i 'obcych', a ci ostatni z biegiem czasu wżywają się w polską codzienność i swoja nieudawaną polskością z pewnością mogliby zawstydzić niejednego z nas. Bo nie warto spisywać Polski na straty. Tu też można być szczęśliwym.

"Grand" obejmuje zaledwie jeden letni weekend, podczas którego dni zlewają się z nocami, a chwile łączą dziesięciolecia. Zaszufladkowany kloszard, wnuk volksdeutscha; znana dziennikarka, która obudziła się w nowej rzeczywistości; niepogodzony ze swoim losem niemiecki duchowny; Rosjanie zakochani w Polsce i SS-mani z ludzkimi odruchami; mężowie i żony, którzy kochają i zdradzają; jest i arcynarcystyczny żigolak, i chorobliwie ambitny profesor - postacie wykreowane przez Wiśniewskiego nigdy nie są jednoznaczne. Oddzielają ich hotelowe ściany, mijają się na korytarzach, spotykają w barze. Ludzie tak różni, że nawet nie zwracają na siebie uwagi. Ale niektórych z nich zwykłe pytania i niezwykłe odpowiedzi połączą na zawsze. Z zakończeniem niezupełnie w stylu Wiśniewskiego - dziękuję za "12 miesięcy później…".


+

  • wysoki współczynnik wzruszenia,
  • historie, które mogły się wydarzyć (albo mogą),
  • powieść o pozorach, które pękają jak bańka mydlana, jeżeli tylko przełamie się własne opory… bo czasem wystarczy tylko odważyć się odezwać,
  • postacie dalekie od ideałów, które mimo to zmieniają światy na lepsze (i to nie tylko swoje),
  • szczypta historii, trochę nauki, rozwiązujące języki butelki rozmaitych alkoholi, wyszukana bielizna, szczegółowo dopracowana sceneria - aura w najpyszniejszym stylu Wiśniewskiego,
  • aż wreszcie wydanie: poczynając od czerwonej sukienki na okładce, na wymownych zdjęcia do rozdziałów kończąc,

-

  • zaledwie 316 stron,
  • błędy w d ruku (ale to drobiazg - najważniejsze, że została wydana na czas!).

Komu polecam?

Kobietom. Chociaż skoro mężczyzna napisał coś takiego, to dlaczego mężczyźni nie mieliby przeczytać i się choć trochę zachwycać…? O ile nie są mizoginami, megalomanami i egoistami bez śladu empatii. I nie uważają Wiśniewskiego za grafomana. Wielbicielom jego twórczości polecam, bo "Grand" zostawia po sobie jeszcze jaśniejsze światełko niż "Miłość i inne dysonanse"… Warto było czekać.


A może też...

Kobiety kapital(istycz)ne


"Suki" Krystyna Kofta









Bez tematu


"Ości" Ignacy Karpowicz










2 komentarze:

  1. Recenzja książki jest naprawdę dobra, dużo trafnych spostrzeżeń, super pomysł z linkiem umożliwiającym obejrzenie zdjęć dawnego Sopotu! Dzięki temu można było jeszcze na chwilkę przenieść się do miasta, w którym mieszkali bohaterzy książki Wiśniewskiego..

    Tak jak zaskakująco wiele odczuć, opinii i emocji opisanych w Grandzie powielało się z moimi, tak tyle przemyśleń tej recenzji zgadza się z moimi odczuciami na temat tej książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mnie cieszy pozytywna opinia o recenzji, dziekuję :)
      a z Wiśniewskim to już tak jest - on jak coś przemyśli i napisze, to czasami odczuwa się to aż za bardzo.. i za to go ubóstwiam.

      Usuń