poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Moryskie meandry

"Ręka Fatimy" Ildefonso Flacones


Powieść historyczna o morysku rozdartym między muzułmańskim wyznaniem wiary a codziennością w zapalczywie chrześcijańskiej Hiszpanii XVI/XVII wieku to prawie 1000 stron podróży, podczas której obawa o brzemienne w skutkach następstwo zdarzeń nie opuszcza czytelnika nawet o krok. Przy "Ręce Fatimy" serce bije szybciej, a czas mija niespostrzeżenie - historyczne detale chłonie się, dzieląc z głównym bohaterem bezmiar krzywd i niesprawiedliwości, niepewność jutra, dylematy moralne, choć czasem też przebłyski szczęścia, spokoju i satysfakcji. Falcones nie daje odpocząć i nie pozwala się oderwać, trzyma nas w garści i nie wypuszcza, z prawniczym zapałem dowodząc prawd ponadczasowych. Nie trzeba być miłośnikiem historii ani nawet Hiszpanii, żeby sięgnąć po "Rękę Fatimy" i z wrażenia wstrzymać oddech.

"Katedra w Barcelonie", "Ręka Fatimy" i "Bosonoga królowa" to trzy niezależne powieści historyczne Katalończyka, który z zawodu jest adwokatem, a z zamiłowania para się powieściopisarstwem i jeździectwem. Nie udało mi się chronologicznie, choć to właściwie bez znaczenia, ale z przykrością muszę stwierdzić, że o czwartej powieści Falconesa nie wiadomo jeszcze nic…  Kto go już zna, zmuszony jest czekać, kto nie - proponuję poznać

Moriscos z Juviles 


Trzynastoletni Hernando Ruiz należy to muzułmańskiej mniejszości, która pod presją hiszpańskich królów katolickich przeszła na chrześcijaństwo. Oczywiście tylko pozornie, bo prawdziwy muzułmanin nigdy nie wyrzeknie się islamu i jedynego Boga, Allaha. Jak na ironię losu, chłopiec jest niebieskookim synem katolickiego księdza, którego nigdy nie poznał, i muzułmanki Aiszy, ofiary gwałtu. Podczas gdy ojczym akceptuje jego obecność chłopca wyłącznie przy poganianiu mułów, matka zmuszona jest trzymać dystans i faworyzować pierworodne dzieci Brahima. Zgodnie z postanowieniami panujących, Hernando pobiera nauki u chrześcijańskiego proboszcza; jako jeden z nielicznych potrafi czytać i pisać. Żaden chrześcijanin nie wie jednak, co dzieje się w moryskich domach po zmroku. Drzwi - mimo że otwarte - są granicą między światami i wyznaniami; progiem, którego innowierca nie przekroczy dobrowolnie. Muzułmańska społeczność bez względu na otoczenie rządzi się własnymi prawami, szariatem. Potajemne spotkania głównego bohatera z fakihem Hamidem, na cześć którego Hernando przyjmie imię Hamid Ibn Hamid, przepełnione są nie tylko głęboką wiarą, ale przede wszystkim wiedzą przekazywaną z pokolenia na pokolenie i mądrością życiową potomka Nasrydów, strzegącego szabli Proroka - szczerość, która animuje do głębszego zastanowienia się.

W 1569 roku w Sierra Nevada wybucha powstanie morysków, które obdziera rzeczywistość z jakichkolwiek złudzeń. Okrucieństw, które nawet w czytelniku powodują mdłości, dopuszczają się zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie. Zarzynają się z taką samą zapalczywością, zaślepieni własną wiarą, niezdolni do wysłuchania racji drugiej strony, nie mówiąc już o tolerancji. Swąd palonych ciał i zaschniętej krwi zdążył już znieczulić nozdrza, przenikliwe zimno zaśnieżonych szczytów Sierra Nevada paraliżuje ciało. Hernando wraz z rodziną zmuszony jest opuścić rodzinne strony, kiedy chrześcijanie tropią muzułmanów jak zwierzynę. Spora część powieści to właśnie historie wojen, niewoli i wygnania, zwieńczone exodusem granadyjskich morysków do Kordoby. 

Wiara, miłość, nadzieja


Falcones nie byłby sobą, gdyby w swoją powieść nie wplótł wątku uczuciowego. I tak na drodze Hernanda pojawia się Fatima, nastoletnia wdowa z niemowlęciem przy piersi, przypadkiem uratowana z rzezi zgotowanej muzułmanom przez chrześcijan. Nawet poślubiona podłemu ojczymowi, staje się dla Hernanda jedną z dwóch największych miłości w życiu, dzięki której zarówno porwie się na czyny godne podziwu, jak i ściągnie na siebie nieszczęścia, których nie życzy się wrogom. Druga połowa powieści to pasmo wyzwań w życiu dorosłego już Hernanda, przerywane skrzyżowaniami dróg głównego bohatera z losami ludzi, którzy odcisnęli piętno na jego przeszłości. To nieustanna walka mniejszości muzułmańskiej o prawo do życia w pokoju, obok chrześcijan, bez wzajemnej nienawiści. Z jeden strony głęboka wiara, potajemne działania na rzecz jej szerzenia, sumienna praca i rodzinna oaza, z drugiej nasilające się nakazy i ograniczenia, dwulicowość, chciwość, zdrada, brak zaufania, wyobcowanie - wieczna oscylacja między jedną religią a drugą, mająca na celu je zbliżyć i uzasadnić rację bytu każdej z nich.  

Ildefonso Falcones po raz kolejny pisze o pasjach i miłościach, wierze we własne wyznanie i wytrwałości w postanowieniach. Nie omieszka się jednak wyeksponować chwil zwątpienia, słabości i rezygnacji. Ale czy nie boryka się z tym każdy z nas, bez względu na wyznanie lub filozofię życiową? Żyć nadzieją, czy zacząć nowe życie? Uwierzyć i zaryzykować, czy poddać się mniejszemu złu? Jak, którędy - mimo wszystko, czy właśnie dlatego? 

Historia w historiach


"Ręka Fatimy" jest kopalnią wiedzy z dziedzin skrajnie różnych. Kataloński pisarz-prawnik znowu imponuje rzetelnym researchem. Siłą rzeczy fabuła daje wgląd w muzułmańskie praktyki oparte na pięciu filarach wiary, w sposoby organizacji lokalnych mniejszości, zasady kontaktowania się i przenikania chrześcijańskich struktur, a wszystko to równolegle do uczestnictwa w niedzielnych mszach, jedzenia "ciastka" albo wołania się hiszpańskimi imionami. Niezwykle szczegółowo przedstawiona jest codzienność ówczesnej Andaluzji, wykraczająca poza aspekty religijne. Ścieżki górskie, którymi kluczą mulnicy, rysują się przed oczami, podobnie jak bielone domki z nieskazitelnym porządkiem czy przepych kordobańskiego meczetu przerobionego na katedrę. Nie sposób pominąć corridy, a przede wszystkim części akcji, rozgrywającej się w osławionych stajniach królewskich, gdzie na życzenie króla Filipa II starano się wyhodować osławioną rasę dostojnych koni hiszpańskich. Nawet laik w kwestii jeździectwa zauważy biegłość autora w tym temacie, a może i podzieli zachwyt nad wierzchowcami tak wyjątkowymi jak Azirat… 

Myślę, że sięgając po "Rękę Fatimy" czytelnikowi trudno spodziewać się wrażeń, które po setkach stron rozproszył Falcones. Nie wyobrażam sobie też odłożyć tej książki przed poznaniem końca. To jedna z tych powieści historycznych, które nie dość, że rzutują na czasy współczesne, to z bohaterów dalszego planu nieraz robią tych, przy których wspomnieniu serce wzlatuje

+

  • ciągłość akcji, zaledwie kilka razy przerwana wtrąceniami spoza głównej areny zdarzeń, 
  • balans między prawdą historyczną a fikcją literacką, 
  • szarości - urozmaicające życie i dowodzące, że my, oni, świat, wszystko jest różnobarwne i rzadko jednoznaczne, wystarczy się przyjrzeć albo na te inności otworzyć, 
  • Hamid i Miguel - tak różni, a tak imponujący i godni podziwu, że mogą wzruszyć do łez,
  • konie - od pierwszych dni w stajni do szczególnego miejsca na dworach europejskich monarchów; towarzysze na wojnie, w codzienności i podczas ostatniej przejażdżki,
  • miłość, która wszystko przecierpi, i nadzieja stająca śmierci na drodze,


-

  • drastyczne sceny, brutalność, bezwzględność i bestialstwo,
  • postacie, którym chętnie poderżnęłoby się gardło własnoręcznie,
  • koniec, przez który trudno zdecydować, czy miało być tak czy inaczej… 


Komu polecam?
"Ręki Fatimy" nie mogą sobie odpuścić wielbiciele powieści Falconesa i literatury historycznej, która obok wiarygodnych bohaterów, rozmachu i nieprzewidywalnej akcji, zajmuje umysł faktami historycznymi w świecie naszkicowanym z taką precyzją, jakby autor widział go na własne oczy. Polecam osobom, którzy wiedzą, jakie wartości prowadzą ich przez życie, a przede wszystkim tym, którzy (nie) rozumieją, że inni mogą myśleć inaczej. Książka ta to w dużej mierze krucjata ku współistnieniu, która stawia pytania, na jakie albo nie mamy czasu w pędzie życia codziennego, albo przychodzą nam do głowy dopiero w obliczu zagrożenia życia. Bo czy naprawdę musi do tego jeszcze dochodzić, w XXI wieku…? Falcones faszeruje faktami, ale recepcji powieści nie przeszkodzi przerwanie i doczytanie. Nie polecam "Ręki Fatimy" zagorzalcom, którzy za jedyne dopuszczalne prawdy uznają wyznawane przez siebie wartości, i nie mam tu na myśli wyłącznie religii. Do tego powieść może wstrząsnąć delikatnymi duszami, bo nie tylko śmierć ma różne oblicza, ale też potworność kata. Mnie Ildefonso Falcones ujmuje każdą powieścią, a w moim prywatnym rankingu "Ręka Fatimy" depcze "Bosonogiej królowej" po piętach. Bardzo polecam, obie!

A może też...

Cante - Cyganki bos(k)iej czas

"Bosonoga królowa" Ildefonso Falcones








Bezprawie Barcelony

"Jaśnie pan" Jaume Cabré













"Cień eunucha" Jaume Carbé

2 komentarze: