piątek, 20 maja 2016

Z horroru rodem

"Dowody winy" Jim Butcher


Zdecydowanie jedna z lepszych części całej (dotychczas wydanej) serii. Można by się obawiać, że im bardziej wżyło się w przedstawiony świat, tym mniej może zaskoczyć, albo że w końcu nastanie nuda i postacie będą przewidywalne, ale u Butchera nic z tych rzeczy! W "Dowodach winy" co kilka kroków któraś postać - nawet jeśli lubiana, to siłą rzeczy dawno już zaszufladkowana - odsłania kawałek osobowości, o którą nie posądziłby jej sam Dresden. Nie wspominając już o hollywoodzkim rozmachu à la Kosiarz, Strach Na Wróble czy Młotoręki, wychodzących z kinowego ekranu i zarzynających kogo popadnie. Co tu dużo mówić? Butcher i Dresden to duet doskonały.

Albo komuś momentalnie przypadnie do gustu kąśliwy, pełen wad i irracjonalnej rycerskości mag, konfrontowany co rusz z kawalkadą większych i mniejszych katastrof, albo skwituje się tę serię jako blockbuster na papierze, w którym ilość tłumi jakość. Nie zamierzam nikogo przekonywać do tego, co te Akta Dresdena właściwie w sobie mają, bo po ośmiu częściach jestem zatracona i absolutnie nieobiektywna...

Jak w filmie


Sama Biała Rada węszy za zdrajcą we własnych szeregach, wojna z wampirami z Czerwonego Dworu zbiera żniwa, elfia Królowa Zimy oszalała i jakby tego było mało, Dresdenowi też ktoś ewidentnie depcze po piętach. Ten jednak nie ma kiedy się nad tym zastanawiać, skoro koszmary wychowanków amerykańskich horrorów nabierają realnych kształtów. Granica z Nigdynigdy po raz kolejny zostaje naruszona. Konwent fanów horrorów zalewają fobofagi - ucieleśnienia lęków, fobii i grozy ofiary, karmiące się jej przerażeniem - tyle że z krwi i kości; z samej ofiary po konfrontacji rzadko rozpoznać można chociaż tyle... WDS wzywa Harry’ego Dresdena, żeby ten skrupulatnie poskładał fakty, w których mieszają postacie o wiele bardziej potężne niż amatorzy czarnej magii. „Dowody winy” ścinają na początku, nie tracąc uwagi czytelnika przez całą poplątaną akcję. Mimo znacznej objętości, rozpęd przedstawionych wydarzeń nie męczy, a dzięki kilku starym znajomym przyznających się do ukrywanych 'ja' oczy wychodzą z orbit. Oj działo się i dziać będzie.


Przybrana córka


Los zdaje się kpić z Dresdena, a historia powtarzać. (Wreszcie!) Na scenę wkracza córka jego najlepszego przyjaciela, Molly Carpenter. Wchodzi w życie Harrego z brudnymi butami, kolorowymi pasemkami, tatuażami i kolczykami w miejscach, o których istnieniu przykładne panienki z dobrego domu (a w szczególności pierworodna córka wierzącego Rycerza Krzyża) powinny dowiedzieć się znacznie później. Na jaw wychodzą tajemnice, które główni bohaterowie skrzętnie ukrywali przez lata. Ale od czego ma się przyjaciół...? Butcher udowadnia, że ma jeszcze sporo w zanadrzu. A kto niecierpliwy, niech spotka dorosłą Molly w „Niebezpiecznych kobietach” („Bombowe laski”, spojler gratis...).


+

  • tempo akcji i wyrafinowane poczucie humoru,
  • psychiczna kuweta, magiczne miny przeciwpiechotne, solowe wypady i inne kreatywne porównania,
  • pokora i sztuka wybaczania,
  • Myszek,
  • przedostatnia scena (!),

-


  • Dresden i Murphy... (jeszcze) jakoś nieprzekonywująco w takiej kombinacji,
  • zbyt wyraziste obraz straumatyzowanych ciał i dusz w Wejrzeniu, aż wzdryga.


Komu polecam?
Polecam tym, którzy wiedzą jak to jest poczuć się jak w domu, sięgając po kolejne tomy serii, bez względy na to, ile czasu minęło od przeczytania poprzedniego. Nie polecam czytelnikom z tendencją do idealizowania bohaterów o nadprzyrodzonych skłonnościach albo zbyt szybko klasyfikujących na Dobro i Zło. Na wielbicielach Akt Dresdena "Dowody winy" zrobią podobnie mocne wrażenie jak "Krwawe rytuały". A teraz, z całym szacunkiem, koniec cierpliwości: przede mną wyczekany "Pomnik Cesarzowej Achai. Tom V"…! 


4 komentarze:

  1. 7 część zdecydowanie najlepsza jak dotąd - jak ma byc jeszcze lepiej - to czekam..:-) Zresztą - może Miszka mi opowie co i jak
    :_*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię książek gdzie są wampiry. To nie dla mnie.
    Zapraszam: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja lubię konstruktywną krytykę.

      Usuń