wtorek, 22 listopada 2016

Do nastu razy sztuka

"Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" Claire North


Największą tajemnicą tytułowego bohatera jest data jego urodzenia. To informacja, którą Harry August chroni do tego stopnia, że każde kolejne życie - poza kilkoma pierwszymi latami - rożni się od poprzedniego nie do poznania. Niemożliwością jest ustalić jego prawdziwe pochodzenie, nawet kiedy spotyka kogoś równego sobie, obdarzonego pamięcią absolutną. Claire North, a właściwie brytyjska pisarka Catherine Webb, rzuca czytelnika na głęboką wodę. Chaos początku nie dorasta do pięt komplikacji końcowej części poplątanych i przeplatanych historii. "Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" to lektura dla wymagających czytelników, którym technologia i historia nie są obce, i których umysły są na tyle otwarte, żeby wyprzedzić współczesność o dziesięciolecia, choćby w wyobraźni. 


Kolejny kompletnie wyimaginowany Harry wzburzający uczucia… Biedak czekał, aż konotacje związane z jego imieniem znikną gdzieś w mojej pamięci, i to chyba podziałało na jego niekorzyść. Powieść napisana jest świetnie, ale męcząco chaotycznie, a to, co w końcu w fabule się zdarza, chyba nie rekompensuje wysiłku poświęconego lekturze. Bo przecież każdy człowiek z racji swojej natury - wyjątkowej czy nie - musi mieć jakiś słaby punkt. 

Ouroboranie, kalaczakrzy i Bractwo Kronosa


Życie Harry'ego Augusta powtarza się - póki co - w nieskończoność. Rodzi się on na początku XX w. jako bękart, zostaje zabrany z 'rodzinnego' domu, przeżywa obie wojny i przełomy następnych dziesięcioleci, dożywając maksymalnie 2003 roku. Jak każdy zwykły człowiek szuka wytłumaczenia własnego istnienia w religii, później nauce, aż w końcu godzi się z losem, rezygnuje z samobójstw i próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o dziedzinach, które we wcześniejszych żywotach go nie interesowały, a mogą wpłynąć na losy świata. Aż któregoś dnia staje mu na drodze tajemne Bractwo Kronosa, zrzeszające jemu podobnych, pomagającym sobie wzajemnie - żyjącym luksusowo, spokojnie, z dala od ludzkich tragedii, nie ingerujących w wydarzenia kształtujące losy świata. To późny, ale wreszcie jakiś początek.

Wcześniej czytelnikowi grozi oczopląs bądź rozmnożenie jaźni. Pierwszoosobowy narrator skacze po życiach i znaczących wydarzeniach, jakby wspominał ze starym znajomym wspólnie przeżyte chwile. Sęk w tym, że jest to monolog, w którym odbiorca usilnie próbuje znaleźć jakąś myśl przewodnią, głębszy sens, ba, logikę? Na próżno. Czytelnik tonie, a autorka stoi na dziobie luksusowego jachtu, zabawiając się kołem ratunkowym. Można nawet próbować uporządkować poszczególne żywoty dla własnej orientacji, ale w końcu i tak lepiej się poddać, bo nic poza powyższym z lektury się nie wyniesie. 

Od momentu pojawienia się pierwszego poważnego czarnego charakteru zaczyna być jasne, że nie wszyscy ouroboranie - czyli ludzie powtarzający swoje życie w nieskończoność, z tym, że ich losy mogą być różne - są poplecznikami Bractwa Kronosa. Już wieki temu jeden z jego członków próbował zmienić bieg dziejów, co tylko przyśpieszyło koniec świata, tzn. jednego ze światów. W XX w. ktoś znowu zaczyna krzyżować szyki… 

Póki czas


"Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" to dla mnie powieść o łapczywości i wiecznym ludzkim niedocenieniu tego, co się ma, póki na to czas. Bez względu na to, jakie zawody wykonywali bohaterowie i ile wiedzy zdobyli, nie mogą nie szarpnąć się na próbę rozwiązania wszystkich zagadek wszechświata, postawienia się na równi z Bogiem (czy jakkolwiek zwać siłę najwyższą). Każdy z przedstawionych ouroboran prędzej czy później przeholuje - niektórzy nawet do tego stopnia, że zażyczą sobie amnezji, czyli gorszej wersji śmierci. 

Wartościowe we wszystkich przedstawionych rozterkach kilkusetlatków - od rodziny, przez miłość, przyjaźń, karierę (a raczej potęgę), ogólnie pojęty sens istnienia - jest to, że momentami czytelnik bije się sam ze sobą. Gdyby tak mieć możliwość powtarzania życia, którędy by się poszło? O czyje dobro dbało? Zgodziło z losem, czy próbowało zmienić bieg historii, licząc się z nieodwracalnymi konsekwencjami? Mając pamięć absolutną przez setki lat, jak by się ją wykorzystało? Dla własnego dobra, dla bliskich czy ludzkości? Mimo przytłaczającej akcji warto się zatrzymać na chwilę oddechu, a może i być wdzięcznym za to jedno swoje życie, z całym bagażem, potencjałem, ze wszystkimi nadziejami i (nie)możliwościami. I docenić, co się ma.

+

  • precyzyjny i obrazowy język
  • wyzywające eksperymenty myślowe Harry'ego i Vincenta (+ inne intelektualne wyzwania popularnonaukowe),
  • brak monotonii mimo powtarzalności, 
  • pęd akcji i nieprzewidywalność,
  • tajne bractwo - zawsze dodatkowy bodziec, 
  • (piękne wydanie! takie do dotykania.. ;),


-

  • dezorientacja wynikająca za skakania po życiach, zwłaszcza na początku, 
  • "Piętnaście lat wcześniej, kilka wieków później..." i tym podobne określenia czasu akcji,
  • zło, cierpienie, tortury, zimnokrwiste morderstwa w imię 'wyższego dobra' i inne takie w ludzkości najgorsze.


Komu polecam?

Ciężki orzech do zgryzienia, bo wprawdzie pamiętam, jak się na powieść Claire North łasiłam, jednak książka w mój gust niestety nie trafiła. Polecam miłośnikom podróży nieprzewidywalnych, po różnych miejscach w podobnych czasach i alternatywnych światach, w towarzystwie nieczystych charakterów. Nie polecam zwolennikom linearnego postrzegania czasu, perfekcjonistom i osobom uporządkowanym oraz czytelnikom, którzy lubią systematycznie docierać do sedna, a wizje przyszłości pozostawiają specjalistom. Nawet jeśli mnie "Piętnaście pierwszych…" nie przekonało, to jestem w stanie zrozumieć zachwyt innych. Cierpliwym i zmotywowanym polecam przetestować na sobie.


A może też...

Vis verbum i Klub Trzynastu


"Głosy przeszłości" Elia Barceló










Kiedy czas (nie) znaczy

"Żona podróżnika w czasie" Audrey Niffenegger

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz