sobota, 20 maja 2017

Wyparte wspomnienia

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins


Czas zapomnieć o "Dziewczynie z pociągu" - bez względu na to, jak komu się (nie) podobała. Paula Hawkins wraca w wielkim stylu, co tym razem nie powinno być kwestionowane. "Zapisane w wodzie" to skomplikowany thriller w rytmie nurtu płynącej rzeki: startuje z drzemiącą gdzieś pod powierzchnią siłą i nabiera rozmachu, po to tylko, żeby zaraz podmyć grunt pod nogami i niespodziewanie zmienić bieg, albo przejść w odcinek podejrzanie spokojny, a w rezultacie wciągnąć w wir. Historia małego miasteczka i jego utopionych tajemnic; kobiet, które wiedziały więcej, i mężczyzn, którzy nie umieli stawić im czoła, wielbiąc własne ideały. Jest jak haust życiodajnego powietrza po wypłynięciu na powierzchnię… Polecam to za mało powiedziane. 


Z perspektywy czasu muszę przyznać, że chyba zbyt byłam zaaferowana "Dziewczyną z pociągu". Przymknęłam oko na alkoholowy umór i różnoboczne trójkąty związkowe, satysfakcjonują się zaledwie stonowaną, niestresującą akcją i podanym na tacy rozwiązaniem. Bez względu na ocenę końcową, irytacje wzbudziła we mnie spotykana w sieci dwubiegunowość: najpierw peany, później pejcze. Zostanę przy zdaniu, że opinię każdy powinien wyrobić sam. A kto przez doświadczenie ze wspomnianą "Dziewczyną…" zrezygnuje z nowej powieści Hawkins, sam będzie sobie winny.

Nawet, jeśli na "Zapisane w wodzie" nie czekało się niecierpliwie, łatwo skusić się na lekturę chociażby przez powyższe kontrowersje, nie mówiąc już o wyjątkowo dobrych recenzjach niektórych blogerów. Książkę czyta się dosłownie nabierając powietrza w płuca i dając długie nury, aż kolejne kwestie zostaną wyjaśnione. Thriller właściwie na jeden wieczór, pełen wrażeń

Topielisko tajemnic 


Beckford to małe angielskie miasteczko, gdzie każdy zna każdego, i to pokolenia wstecz. Niechlubnie słynie z miejsca samobójstw kilku kobiet na przestrzeni ostatnich dekad, gdzie przed wiekami pławiono 'czarownice'. Tutaj skupienie kłopotliwych kobiet na metr kwadratowy jest ponadprzeciętne… 

Któregoś ranka do londyńskiego mieszkania Jules puka policja. Takie wizyty nigdy nie wróżą nic dobrego, jednak samobójstwo starszej siostry, z którą od lat nie było się nawet w poprawnych stosunkach, musi być wyjątkowym wstrząsem. Ze spokojnego życia jedna z głównych bohaterek zostaje wyrwana siłą. Zmuszona jest wrócić do Beckford - "porąbanego miasta", przykrych wspomnień i zabliźnionych krzywd, które niekwestionowanie kojarzą się ze starszą, popularniejszą i ogólnie lepszą we wszystkim Nel. Ta z kolei na punkcie Topieliska miała lekką obsesją. Sama jako przyjezdna, wypytywała miejscowych o co się dało, po czym nie potrafiła utrzymać języka za zębami. Zbierała materiały na książkę, fotografowała urwisko, pisała swoją wersję wydarzeń, drążyła, nie odpuszczała, załaziła za skórę. Choć śladów przemocy nie ma, śledztwa wcale nie da się zamknąć tak szybko, jak co poniektórzy by sobie życzyli. Którzy? I dlaczego? Kolejna topielica kryje więcej, niż wszystkie podobne śmierci razem wzięte. I tyle o fabule wystarczy. Jej misterna detaliczność imponuje. 

Jacy ludzie, takie miejsce


Zainteresowanie czytelnika rośnie jeśli nie już od rozpaczliwej wiadomości na automatycznej sekretarce, to na pewno od pierwszego, banalnego "Nie po tym, co zrobiłem/zrobiłam". Hawkins dopuszcza do głosu różne postacie: te bezpośrednio związane ze zmarłą, i obce, które nie zamieniły z nią nawet słowa. O głos upomina się każdy, a przecież ile zaangażowanych, tyle wersji, więc historia żyje własną niespójnością. Dzięki retrospekcjom do głosu zaczyna dochodzić nawet przeszłość, którą nie wszyscy zamknęli. Dawne przekleństwa, urazy, emocje i uczucia ujrzą światło dzienne, rzucając cień na dzisiaj, tu i teraz. Siostry miały do siebie specyficzny stosunek nie bez powodu, dobrymi ludźmi i ich przykładnymi rodzinami rządzą tylko im znane zasady, obcym rzucane są ochłapy prawd takich, które inni uznają za nieszkodliwe. Dziwne? Biedne Beckford…

Niby zwykłe miasteczko, które mogłoby leżeć w różnych innych zakątkach świata, a skupiło mieszkańców nietypowych, przynajmniej kilku bohaterów zastanawiających i interesujących. Mimo, że Hawkins porusza popularne dość zagadnienia moralne czy problemy przemocy domowej, a także temat małomiasteczkowości i najskrytszych obsesji (obłędów?), jej bohaterowie je komplikują. Każdy ma tajemnice i każdy czuje się winny, ale autorka nie podaje gotowego rozwiązania na tacy, niektóre kwestie w ogóle topi w domysłach. Co więcej, udaje jej się skłonić trybiki w mózgu odbiorcy do intensywnej pracy, momentami nawet autorefleksji. Tylko co w dzisiejszych czasach jest wyznacznikiem dziwności…? Kiedy ktoś przekracza granice respektowane przez ogół i dlaczego akurat to jest nienormalne? Która prawda jest prawdziwsza? Jaką wagę (wartość?) mają wspomnienia? Potęga mózgu, pragnień i żądz jest niezbadana. 

"Zapisane w wodzie" to historia niezwykle angażująca, prosząca się o ujawnienie jednoznacznego zakończenia i skupiająca uwagę czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Osobiście jest to dla mnie jeden z lepszych thrillerów 2017, a akurat w tym roku kilka hitów już przeczytałam. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się przekląć przy książce z wrażenia - poprzednie wykrzykiwanie było kalibru "Nie wierzę!" albo "Wiedziałam!" - ani kiedy przez samo ostatnie zdanie opadła mi szczęka (mimo, że przeczytałam je w pierwszej kolejności, jak zwykle). Pauli Hawkins tym razem ten wyczyn się udał i wątpię, żebym kiedyś zmieniła zdanie, bo nastrój mam już raczej stonowany. No chyba, że jej trzecia powieść pobije tegoroczną na głowę, a życzę autorce utrzymania tendencji wzrostowej. 


+

  • dedykacja,
  • bardzo emocjonalny, wgryzający się w mózg język,
  • sytuacje opisane z perspektywy kilku bohaterów (i imię narratora na górze strony - pomocne w orientacji, zwłaszcza na początku),
  • cliffhangers
  • moment, kiedy puszczają nerwy i wypsnie się przekleństwo,
  • ostatnie zdanie,


  • kotka,
  • nieobliczalna nastolata,
  • publiczne wywlekanie brudów i obłuda,
  • "Nie marnowała czasu na telewizję i książki (...)" ?!?!?! - bez komentarza.


Komu polecam? 

Najbardziej polecam starszym siostrom z nie całkiem czystym sumieniem, póki nie jest za późno, albo młodszym, które wolą się domyślać niż spytać. I kobietom kłopotliwym oczywiście. Jeśli komuś podobała się już "Dziewczyna z pociągu", to dopiero wciągnie go "Zapisane w wodzie" - spodoba się też amatorom dziwnych miasteczek, misternych śmierci, tajemnic wyciąganych po latach na światło dzienne i przenikliwym obserwatorom kłopotliwych sytuacji. Nie polecam komuś, kto Paulę Hawkins skreślił i żałuje dać jej drugą szansę - bo zamiast skupić się na historii, będzie szukał dziury w całym, a to chyba żadna przyjemność. Nie jest to też najlepsza lektura dla panicznie bojących się wody lub słyszących głosy - za często by się wzdrygali. Ja żałuję tylko, że nie miałam dwóch wolnych wieczorów, żeby przeczytać i podzielić się wrażeniami od razu. Wyboru nie żałuję, a nazwisko Hawkins prędzej podkreślę na liście autorów godnych uwagi niż je z niej skreślę. 


A może też...



Salem miastem tolerancji - sny, schizy i inne dysonanse



"Wróżby z koronek" Brunonia Barry






Niezliczone razy

"Czarownice z Pirenejów" Luz Gabás


10 komentarzy:

  1. Widzę, że spodobało Ci się Zapisane w wodzie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Teraz to "Dziewczyna.." się nawet nie umywa..

      Usuń
    2. Już nikt nie powinien marudzić, że Hawkins jest słabą pisarką. Moim zdaniem pokazała na co ją stać. Mimo, że moja ocena jest trochę niższa uznaje ją za dobrą książkę. Autorka zadbała o to, żeby postacie były wyraziste. Fabuła była wciągająca, a zakończenie mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło.

      Usuń
    3. Zgadzam się. Niektóre postacie dość dziwne, a mnie prędzej 'normalność' przeraża ;) Ciekawe, jaki wyjdzie film, i co Hawkins wymyśli następne..

      Usuń
    4. Tak mówi klapka tylnej okładki.. "Dziewczyny z pociągu" raczej nie obejrzę, ale "Zapisane w wodzie" chętnie :D

      Usuń
    5. Z przyjemnością obejrzę. Bo Dziewczyna z pociągu była tak słabym filmem, że nie dotrwałam do końca, mogłabym nawet napisać, że ekranizacja była gorsza od książki.

      Usuń
    6. To tym bardziej poprzestanę na zwiastunie "Dziewczyny..." ;) oby druga ekranizacja chociaż w przybliżeniu wciągała tak jak książka

      Usuń
  2. Czytałam "Zapisane w wodzie", powieść trafiła idealnie w mój gust!

    OdpowiedzUsuń