wtorek, 4 lipca 2017

Trud rozumu

"Misja: Encyklopedia" Arturo Pérez-Reverte


Książki o książkach przyciągają nieodparcie, a Pérez-Reverte - maestro roztaczania czaru wokół wielbionej przez niego literatury - jest marką samą w sobie. "Misja: Encyklopedia" już samym tytułem zapowiada wyzwanie, jednak niekoniecznie takie, jakiego można by się spodziewać. To lektura najwyższych lotów literackich, wymagająca, momentami nawet wyczerpująca, jak całość wynagradzająca jednak trudy podróży przez tę nietypową powieść. Tym razem w roli głównej Wielka Encyklopedia Francuska - ukoronowanie rozumu, duszy i myśli Oświecenia. Napisano stosy prac naukowych i powieści opartych w takim samym stopniu na faktach, co domniemaniach. Legenda żyje do dziś, a Pérez-Reverte dopowiada swoje. 


Dopiero półmetek, a ja z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem niepoprawnego bibliofila uznaję "Misję; Encyklopedię" za jedną z najbardziej wartościowych premier tego roku. Ma w sobie to coś. Nie mogę zdecydować, czy wynika to z nowatorskiego pomysłu autora na większą część treści, z jego niekwestionowanej erudycji, z talentu językowego, pracowitości czy zaangażowania. A może zwyczajnie mojej fascynacji filozofami epoki Oświecenia i tej aury, którą wytworzyli wokół Wielkiej Encyklopedii Francuskiej? Żałuję, że jedna z moich ulubionych powieści ("Die Philosophin" Petera Prange) do dzisiaj nie została przełożona na język polski (są chociaż "Złodzieje nieba"!), ale może Arturo Pérez-Reverte otworzy jej furtkę… Hiszpański pisarz skrzętnie i zapalczywie, pięknym piórem rysuje przed czytelnikiem świat, w którym rozum musiał walczyć o rację bytu, a dla zdobycia niektórych ksiąg wielu ryzykowało życie. Cóż to musiały być za czasy… 

Złe dobrego początki


"Misja: Encyklopedia" to wyzwanie intelektualne, któremu trudno się oprzeć, a łatwo poddać. Kto nie skusi się na pełną niebezpieczeństw misję, której celem jest zdobycie nie dość, że zakazanego, to jeszcze prawie niemożliwego do namierzenia, pierwszego wydania Wielkiej Encyklopedii Francuskiej, owocu ludzkiego intelektu, rosnącego do rangi nieobliczalnej broni, godzącej w monarchię i Kościół, ku wolności (mądrości?) jednostki? Już sama zapowiedź wzbudza dreszczyk emocji. Na ową misję pod koniec XVIII w. wyrusza dwóch starszych panów, wieloletnich członków Hiszpańskiej Akademii Królewskiej, która z kolei ustanawia eleganckie normy dla języka katalońskiego. W tamtych czasach nawet pozwolenie podpisane przez króla nie jest gwarantem przed przeciwnościami losu, a co dopiero zawistnymi pseudopatriotami o sparciałych poglądach. I to właściwie wszystko, co o treści wiedzieć się powinno. 

Zupełnie niewytłumaczalne może wydawać się na początku przeplatanie fabuły z rzeczywistością, mimo, że to musi być przecież zabieg dokładnie przemyślany przez Pérez-Reverte. Z jednej strony kiełkująca na oczach czytelnika powieść, dyskutowana i planowana podróż, realia sprzed wieków, a z drugiej - zapalony literat, akademik i powieściopisarz, zgłębiający inspirujący go temat, żyjący historią, która ni stąd, ni zowąd pojawiła się w jego wyobraźni. Dwie bezapelacyjnie konkurujące ze sobą rzeczy. Kiedy w pierwszą chce się wgłębić, pojawia się druga niczym intruz, po to tylko, żeby zainteresować, a następnie wrzucić w wir wyimaginowanych wydarzeń. Nie lada wyzwanie. Stopki czy przypisy na końcu powieści na pewno nie zrobiłyby takiego samego wrażenia… Czytelnikowi nie pozostaje więc nic innego, jak znaleźć swój złoty środek na dawkowanie uwagi. Bo obie części są jej warte. Ale czy umiałyby istnieć odosobnione? Trudno powiedzieć w przypadku tego złośliwie wręcz powiązanego ze sobą przeciwieństwa. 

Godni mężowie


Pérez-Reverte ma charakter(y)… Jego postacie są mocno zarysowane, zdecydowane nawet w swoich słabościach i niepewnościach, co umożliwiają im cechy charakteru, którymi obdarował je autor. I tu znów dwojakość: dobroduszny aż do naiwności, z sercem na dłoni, skromny i roztargniony bibliotekarz don Hermógenes Molina zostaje wybrany na towarzysza podróż byłego brygadiera floty hiszpańskiej, obieżyświata, chłodnego i powściągliwego admirała Pedra Zárate, którego - zdaje się - nic nie jest w stanie wyprowadzić ze stoickiego spokoju. Cóż za kombinacja! Zmuszeni do nietypowej w och wieku intymności, wymuszonej przez wspólna podróż, nawiązują nić porozumienia. Piękna męska przyjaźń ewoluuje w podskakującej berlinie, podejrzanych zajazdach i zakamarkach Paryża znanych tylko wtajemniczonym. 

Dwóch głównych bohaterów, zwłaszcza nieugięty admirał, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać w kryzysowej sytuacji, to filary, ale nie wszystkie wspory "Misji: Encyklopedii". Arturo Pérez-Reverte stawia na ich drodze postacie barwne, specyficzne i urozmaicające przebieg wydarzeń, który początkowo mozolnie się rozwija. Powieść wreszcie nabiera jednak pędu, a to za sprawą radykalnego kleryka Bringasa i - co nie dziwi - Paryża XVIII w. 

Paryski czar, szyk i kaprys


Stolica w Francji w przededniu rewolucji nie mogłaby się chyba bardziej różnić o katolickiej, konserwatywnej i bezkompromisowej Hiszpanii, gdzie każdy wie, kto rządzi, i podporządkowuje się temu mimo potajemnego narzekania i niezadowolenia. Paryż to inny świat, trącający wolnością, swawolą, kombinatorstwem, kumoterstwem, wielkimi wizjami i żywiołowymi marzeniami, przed spełnieniem których nie powstrzyma ani władza, ani Kościół. Pérez-Reverte poznaje swoich bohaterów z osobistościami Oświecenia, wprowadza ich na paryskie salony i sadza w owianych sławą kawiarniach, gdzie nie dyskutuje się o niczym. Rozmowy prowadzone są w dobrym tonie, z podtekstem, pasją i żywiołowością, jakiej można pozazdrościć. W poszukiwaniu Wielkiej Encyklopedii można się napatoczyć i na straganiarzy na nadbrzeżu Sekwany, specjalizujących się w książkach nie do dostania, i szemranych handlarzy 'literatury filozoficznej'. Przed akademikami drzwi do swoich olśniewających bibliotek, wypełnionych oczywiście po brzegi, otwierają bibliofile z krwi i kości, którym zazdrości się każdej przeczytanej pozycji. Czy takie postacie przetrwały po dziś dzień…?

Skłamałabym twierdząc, że powieść wciąga od pierwszych stron, wyrywa ze współczesności, od razu dodaje intelektualnej otuchy czy dowartościowuje. Możliwe, że wręcz przeciwnie. Sama misja jednak jest jak marzenie, a Paryż porywa bez pamięci - serce, duszę i rozum. I chyba to jest w "Misji: Encyklopedii" najpiękniejsze, te nieustannie walczące ze sobą przeciwieństwa, wyższe cele, ideały, szara rzeczywistość tamtych czasów i wyobrażenia sprowadzone do pionu. To wszędobylskie uwielbienie dla literatury, te cytaty warte odnotowania i przemyślenia, te nieokiełznane wartości, które symbolizuje sama Wielka Encyklopedia Francuska, a których nie zrozumie ten, kto w książkach się nie zakochał. "Misja: Encyklopedia" to dla mnie powieść trudna, zajmująca i czasem niezrozumiała, ale przyciągając tak, że właściwie od pewnego momentu obawia się jej końca - zamknięcia fabuły i samej książki. Lektura ta to przeżycie wzbudzające podziw i szacunek, a dla mnie prywatnie dodatkowo stawiająca Arturo Pérez-Reverte obok dwóch innych wielkich, współczesnych hiszpańskich twórców - Zafóna i Falconesa


+

  • wyzwanie intelektualne,
  • rzeczywiste wydarzenia jako inspiracja,
  • erudycja, czyli cóż za język! (wichrzycielskie wolnomyślicielstwo, poczuć pod palcami pulsowanie szalonego serca nowego świata, barbarzyństwo ograniczonego pospólstwa, publiczność przyzwyczajona go głupstw, impertynencja spowodowana intymnością, stopień sarkazmu komentarza, niezastąpiony nonsens, zwyczajowa zdystansowana, niemal nieobecna uprzejmość… można sypać przykładami bez końca),
  • sprawa rozporka i inne anegdoty, 
  • humor a la "Jakoś małymi literami pan to mówi.",
  • człowiek, który mebluje świat książkami,
  • to jedno zdanie, które ujawnia wszystko, 


-

  • długi i (za) spokojny start
  • nietypowa konstrukcja, która przerywa płynność właściwej historii - może nie przypaść do gustu, może lepiej wypadłoby rozdzielenie faktów i fikcji, albo przynajmniej przypisy - pozostawiam indywidualnej ocenie każdego,
  • brak tłumaczeń francuskich zwrotów, 
  • paryska impertynencja, literatura filozoficzna i inne odsłony żałosnej obłudy


Komu polecam?

Polecam poszukiwaczom przygód, które zmuszają mózg do wytężonej pracy, ale jednocześnie takim, którzy zdolni są przyznać, że coś ich przerasta, że czasami trzeba się czegoś dowiedzieć, coś nadrobić czy uznać swoją porażkę, żeby wyciągnąć z tego lekcję. "Misja: Encyklopedia" jest dla wyznawców rozumu, których nie krępują popędy duszy, którzy pragną koegzystencji serca i rozumu. Nie polecam czytelnikom żądnym przygód, wrażeń na każdym kroku, walki do ostatniej kropli krwi czy jawnego heroizmu. U Pérez-Reverte piękno tkwi w szczególe, słowie, zdaniu, trzeba otworzyć literackie oko. Bo w tytule akcent nie powinien padać na misję… 

2 komentarze:

  1. Zapowiada się bardzo fascynująca lektura :). Na pewno niebawem po tę książkę sięgnę.

    OdpowiedzUsuń