sobota, 23 listopada 2019

Medycyna pod mikroskopem

“Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?” Paulina Łopatniuk


“Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?” Paulina Łopatniuk, fot. paratexterka ©
Wyłączając tych, którzy medycyną zajmują się na co dzień, niewielu może być gotowych na to, co szykują “Patolodzy”. Autorka poraża wiedzą i doświadczeniem, co rusz rzucającymi wyzwania wyobraźni czytelnika. Trzeba się uzbroić w grubą skórę, żeby nie poddać się na wstępie. Od podstawowych pytań o prawdziwy zakres pracy lekarzy wcale nie ostatniego kontaktu, przez kazusy z ksiąg i dziejów medycyny, aż po nieprawdopodobnie skrupulatne prezentacje szczególnych przypadków - Łopatniuk dzieli się swoją pasją, którą wprawdzie niełatwo się zarazić, jednakże wrażeń lekturze odmówić się nie da.

Gdyby podstawowa wiedza o zawodzie patomorfologa była powszechna, po książkę Pauliny Łopatniuk nie sięgaliby ci, którzy spodziewają się wzdrygających relacji z sekcji zwłok i przypadków rodem z “CSI: Kryminalne zagadki…”. Tylko kto powiedział, że popularne choroby - gdyby przyjrzeć im się pod mikroskopem - nie przyprawiają o ciarki? Nie zdziwią się ewentualnie czytelnicy śledzący blog autorki “Patolodzy na klatce”*, choć książka nie jest jedynie zbiorem tekstów z niego. 

Wieje chłodem, czyli chleb powszedni


trochę turkusiku, czyli o glonach i im podobnych, “Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?” Paulina Łopatniuk, fot. paratexterka ©
Jeszcze zanim “Patolodzy” rozkręcą się na dobre, autorka wyjaśnia czytelnikowi, z czym będzie miał do czynienia. Od razu wiadomo, że książka przesączona będzie cierpieniem, choć wpada w oko i wyjątkowy ton, a właściwie usposobienie Łopatniuk. Tu i ówdzie przebija się (zdrowy?) dystans, błyszczy oryginalne poczucie humoru, włączając w to nawiązania do kanonu fantasy. Po niepozostawiającym wątpliwości wyjaśnieniu przedmiotu swojej pracy, autorka przechodzi do opowieści. Gwiazdorzy oczywiście rak i rozmaite nowotwory, ścigane przez makabryczne potworniaki, goszczące w człowieku pasożyty i przerażające patologie ciąży - dla czytelnika nierzadko szokujące, dla patomorfologa żadne ewenementy.

“Patolodzy” to podróż po terenie nieznanym, niedostępnym ‘zwykłym śmiertelnikom’, często zagadkowym nawet dla kogoś, kto patologią zajmuje się od lat - bo przecież mimo imponującego postępu w medycynie nadal wiele pozostaje do zgłębienia. Każdego dnia na stół patomorfologa może trafić coś, co za jego sprawą w literaturze czy pismach specjalistycznych dopiero się pojawi. Paulina Łopatniuk jest niezwykle rzetelnym, otwartym i przede wszystkim empatycznym przewodnikiem po świecie, do którego co najwyżej trafi jakiś wycinek (z) nas. Nawet jeśli momentami fakty przytoczone jej książce przytłaczają czy wręcz przerażają, autorka nie pozostawi czytelników samych sobie. 

Skomplikowane to…


róże, fiolety i inne fantazyjne odcienie, których nie powinno być, trochę turkusiku, czyli o glonach i im podobnych, “Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?” Paulina Łopatniuk, fot. paratexterka ©Na lekturze skorzysta ten, kto sam już ma ponadprzeciętną wiedzę medyczną. I nie - nie wystarczy przebywanie w towarzystwie lekarzy, choćby od lat byli nimi najbliżsi. Dopóki Łopatniuk sięga do historii albo opowiada anegdoty ze swojej codziennej pracy, nadąży za nią każdy. Fragmenty czysto medyczne są dla laika ciężkie - do tego stopnia, że kiedy robi się zbyt skomplikowanie, uwaga ucieka i dopiero po dłuższej chwili można się zorientować, że może i oczy czytały, ale my na pewno nie. Ja miałam tak nie raz i się tego nie wstydzę, bo “Patolodzy” okazali się lekturą nie dla mnie

Dowiedziałam się multum rzeczy, przyglądałam zdjęciom i widziałam obrazy w głowie. Przeczytałam, bo się uparłam (wyzwanie lubimyczytac.pl, ale o tym innym razem). Podczas lektury czułam potrzebę dzielenia się wrażeniami i wątpliwościami z innymi, ale kto by chciał o tym słuchać (tak, próbowałam)… Zastanawiam się, ile przeciętny, ‘niewtajemniczony’ czytelnik zapamięta z tej książki na dłuższy czas? Mnie w pamięci utkwi autorka - kobieta z pasją i przepastnym mózgiem, wyobrażająca sobie wzory pośród chaosu, głodna wiedzy, ambitna, dociekliwa, zdająca sobie sprawę i z odpowiedzialności, i z nadziei, jaką niesie swoją pracą. Za to należą jej się wyrazy najwyższego szacunku

  • dedykacja,
  • instrukcja obsługi i wstępne wyjaśnienia,
  • podejście i poczucie humoru, którego nazwanie specyficznym byłoby jawnym niedopowiedzeniem - wystarczy przejrzeć tytuły podrozdziałów,
  • ciekawostki z innych dziedzin,
  • fragmenty mniej naukowe,
  • zamiłowanie autorki do fantastyki,

  • koszty/wrażenia estetyczne, co czyni książkę lekturą nie dla każdego,
  • im bardziej szczegółowo, tym trudniej zrozumieć, jeśli nie ma się wykształcenia medycznego,
  • “już wiecie”, “pamiętacie?” - krępujące, jeśli w głowie nie odpowiada się twierdząco,
  • nota bene: większość zdjęć mi się nie wyświetliła, choć może to i dobrze…

Komu polecam?

“Patolodzy” najlepiej nadają się dla czytelników ze środowisk medycznych albo pasjonatów medycyny o ponadprzeciętnej wiedzy. Polecam tym, którzy chcą wiedzieć więcej, nie tylko o zawodzie patomorfologa, ale o przypadkach, których sami mogliby się w medycznych knagach nie doszukać. Nie polecam osobom złaknionym kryminalnych wrażeń z prosektorium, hipochondrykom ani tym, którym się robi słabo na samą myśl o wycinaniu, wysysaniu albo wyskrobywaniu czegokolwiek z ludzkiego ciała. 



*Celowo nie podlinkowałam od razu - zdjęcia obrazujące omawiane przypadki mogą się niektórym wydać drastyczne, dlatego blog odwiedzać proszę na własną odpowiedzialność. Ja pozostaję pod wrażeniem, mimo obrazów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz