środa, 18 lipca 2018

Do ut des

“Komisarz” Paulina Świst


”Komisarz” Paulina Świst, fot. by paratexterka ©
Pozostając w sferze gwiezdnego chwytu marketingowego z okładki pierwszej części serii Świst, można stwierdzić, że “Prokurator” był petardą. Nad kontynuacjami od zarania dziejów wisi ta sama klątwa: co dalej? Czy następna część będzie równie dobra? Podobne pytania stawiają sobie zapewne i czytelnicy, i autorzy. A później ciąg dalszy następuje i różnie to bywa… “Komisarz” zbija z pantałyku i wodzi za nos od pierwszych stron. Skąd ta kwaśna mina i niechciane déjà vu?! Nie tak miało być. I nie tak będzie: autorka szybko udowadnia, że wcale nie potrzebuje napalonej pary, żeby zainicjować nieuchwytny upływ czasu. Seks się sprzedaje, to i Świst zaczęła od d…rugiej strony. Niech będzie jej wybaczone, bo gra jest warta świeczki.
"(...) sprecyzowane plany to chyba nie jest najlepszy pomysł. Pewnych kwestii nie da się przewidzieć."

niedziela, 15 lipca 2018

Zimny jak cholera

“Prokurator” Paulina Świst


”Prokurator” Paulina Świst, fot. by paratexterka ©‘Ostry’ to nie bez powodu pierwszy epitet, który przychodzi na myśl po przewróceniu kilku stron pierwszej powieści Pauliny Świst. “Prokurator” bez pardonu przenosi w prawniczy (pół)światek Śląska, nie oszczędzając ani nerwów, ani poczucia przyzwoitości czytelnika. Wprawdzie szybko można by zaszufladkować “Prokuratora” jak erotyk pomiędzy paragrafami kodeksu karnego, ale szkoda by było, bo dzikie seks sceny to tylko jeden ze składników przepisu na sukces Świst. Komu ten aspekt nie leży, szybko może przelecieć owe sceny, skupiając się na dialogach, których uczestnicy (do)słownie leją się po pyskach, i akcji, dzięki którym antyterroryści lądują w ogólnopolskich mediach. Rewelacyjny start.

środa, 11 lipca 2018

„Wychodząc od jednej myśli, umysł potrafi stworzyć wiele scenariuszy, tyle że większość z nich będzie nieprawdziwa.”

niedziela, 8 lipca 2018

Wiecznie winna

“Siostra” Louise Jensen


”Siostra” Louise Jensen, fot. by paratexterka ©
“Zrobiłam coś strasznego.” Kto nie pokusiłby się o odkrycie prawdy…? Debiut Jensen wciąga, choć pewnie nie każdy da się ponieść od pierwszych stron. Najlepsze przyjaciółki rozdzielone na zawsze i niedopowiedzenie, które trudno wyjaśnić, skoro jedna z nich nie żyje - brzmi jak coś, co pozwoli dłużej pozostać przy życiu tej, której już nie ma. A że trudno iść dalej, nie mogąc się pogodzić z przeszłością… Wokół niejasnego wyznania autorka zbudowała historię, która pokazuje, jak wiele krzywd potrafią wyrządzić przemilczane prawdy, nawet po latach. Piórem niedomagającym się uwagi prowadzi czytelnika przez mętliki myśli, ożywiające “Siostrę”. Nieźle jej to wyszło.

niedziela, 1 lipca 2018

Zmora milczenia

"Ohne ein einziges Wort" (org. “The Man Who Didn’t Call”) Rosie Walsh


“The Man Who Didn’t Call”, wydanie niemieckie - ”Ohne in einziges Wort”  Rosie Walsh, fot. by paratexterka ©
Poznajesz kogoś i w mgnieniu oka zapominasz o reszcie świata. Nie możecie się nagadać, nie chcecie rozstać. Spędzacie razem - jak zgodnie stwierdzacie - najpiękniejszy tydzień w życiu. Aż nadchodzi nieuchronne rozstanie… Obiecujecie się odzywać, zanim nie wymyślicie planu na wspólne jutro. Lecz jedno nawala. Nie dotrzymuje słowa, nie daje znaku życia. Zapada się jak kamień w wodę… Powieść Rosie Walsh jest tak samo współczesna, jak ponadczasowa. Niesłuszne byłoby zaszufladkowanie jej jako wakacyjny romans. Całkiem poważnie opowiada wyjątkową, choć przewrotną historię dwojga ludzi, którzy z różnych powodów nie powinni stanąć na swojej drodze. “The Man Who Didn’t Call” podbiła już światowe listy bestsellerów. Tylko patrzeć, jak zrobi furorę w Polsce. 
"Dlaczego nikt ci nie powie, że życie pozostaje skomplikowane, nawet po tym jak postąpiło się właściwie?" 


[tłumaczenie własne, org.:
"Wieso sagt einem niemand, dass das Leben kompliziert bleibt, auch nachdem man das Richtige getan hat."]

niedziela, 24 czerwca 2018

Traumy Terpsychory

“Patrz, jak tańczę” Sari Wilson


”Patrz, jak tańczę” Sari Wilson, fot. by paratexterka ©
Ciekawe, czy w dzisiejszych czasach dziewczynki jeszcze marzą o zostaniu tancerką albo księżniczką? Baletnica ucieleśnia je obie, podobnie jak balet klasyczny od zawsze uosabiał wysublimowane piękno. Subtelne, precyzyjne ruchy, lekkość jak nie z tego świata, choreografia opowiadająca romantyczną historię, muzyka grająca na emocjach… Perfekcyjna powierzchnia nie zdradza nic z katorżniczej pracy, jaka leży u jej podstaw, ani nie dopuszcza do głosu psychiki, która nierzadko cierpi bardziej niż ciało; piękno wszystko inne spycha na dalszy plan. “Patrz, jak tańczę” krzyczy o uwagę, przekrzykując ostrzeżenie skrzętnie ukryte na okładce. Sari Wilson przenosi bowiem czytelnika w świat baletu - jego blaski, ale głównie cie(rpie)nie. Obdzierając piękno z czaru, bez pardonu pokazuje to, co nie każdy chce dostrzec.