niedziela, 8 lipca 2018

Wiecznie winna

“Siostra” Louise Jensen


”Siostra” Louise Jensen, fot. by paratexterka ©
“Zrobiłam coś strasznego.” Kto nie pokusiłby się o odkrycie prawdy…? Debiut Jensen wciąga, choć pewnie nie każdy da się ponieść od pierwszych stron. Najlepsze przyjaciółki rozdzielone na zawsze i niedopowiedzenie, które trudno wyjaśnić, skoro jedna z nich nie żyje - brzmi jak coś, co pozwoli dłużej pozostać przy życiu tej, której już nie ma. A że trudno iść dalej, nie mogąc się pogodzić z przeszłością… Wokół niejasnego wyznania autorka zbudowała historię, która pokazuje, jak wiele krzywd potrafią wyrządzić przemilczane prawdy, nawet po latach. Piórem niedomagającym się uwagi prowadzi czytelnika przez mętliki myśli, ożywiające “Siostrę”. Nieźle jej to wyszło.


Spodziewałam się thrillera, który co jakiś czas będzie podnosił mi puls, i dostałam, czego chciałam. Nie przypuszczałam tylko, że chwilę po lekturze mimowolnie zacznę się zastanawiać, co te bohaterki musiały mieć w środku, żeby zrobić to, co zrobiły, bo chyba żadna z nich nie jest bez winy. Louise Jensen stworzyła wiarygodne portrety psychologiczne, jednak sumienie nie pozwala mi przemilczeć na wstępie, że cierpiących psychicznie kobiet w “Siostrze” jest zdecydowanie za dużo na metr kwadratowy, zwłaszcza pod koniec. Kto jednak weźmie na swe czytelnicze barki ten ciężar, pozna psychiki pełne ludzkich odruchów. 

Kondukt pozostawionych 


Uwielbiana przez wszystkich Charlie umiera nagle w wieku niespełna 25 lat. Grace, jej najlepsza przyjaciółka, żyje jak w traumie miesiące po pogrzebie, z którego - notabene - została wyrzucona. Jej związek wisi na włosku, w pracy udaje, że sobie radzi, a w domu zagląda do kieliszka, spędzając wieczory w towarzystwie kota. Któregoś dnia wykopuje pudełko, które kiedyś z Charlie zakopały w lesie. Jest jasne, że dopóki nie dowie się, co zrobiła przyjaciółka, Grace nie wróci do życia. Pasmo wyrzutów sumienia, odizolowania i stagnacji przerywa pojawienie się Anny, siostry Charlie. Nie trudno się domyślić, że zaproszenie jej pod własny dach na ‘kilka dni’ prędzej czy później skończy się katastrofą - i to z siłą rażenia daleko w przeszłość. 

Jensen w żadnym wypadku nie uważa swoich czytelników za naiwniaków. Sposób, w jaki wprowadza Annę do historii, z daleka śmierdzi podstępem. Mimo to jest jedynie jak zapach spalenizny, który czuć z daleka, jednak trudno jednoznacznie określić jego źródło. Po pierwszych kilku rozdziałach nie można pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak, że z którejś strony nadejdzie atak. Najgorsze, że nie nadchodzi, ale to wcale nie usypia czujności - ani bohaterów, ani czytelnika. 

lektura lekko stresująca, ”Siostra” Louise Jensen, fot. by paratexterka ©
Głównymi bohaterkami są kobiety, ale też inni, którzy znali Charlie od zawsze i mniej lub bardziej intensywnie odczuwają jej nieobecność. Może to niesprawiedliwe, ale wszystko skupia się na Grace. Nie znaczy to oczywiście, że inne bohaterki nie dają się we znaki, jednak Jensen tak udało się szkicować sytuacje, że inni zdają się znajdować niżej w hierarchii pozostawionych i nie okazują swoich uczuć tak dotkliwie, jak to czyni Grace. Choć jej mimowolnie najłatwiej okazać empatię…

To skomplikowane…


Jeśli kobiety z natury są skomplikowane, to co z tymi, które przeżyły osobistą tragedię i muszą żyć dalej, zadręczając się myślami o tym, co mogły zrobić, a na co się nie zdobyły z różnych względów…? Grace od dziewiątego roku życia obwinia się o tragiczną śmierć ojca, Lexie, matka Charlie, zapija smutki do nieprzytomności, nie rozmawiając z nikim, a Anna… Anna sporadycznie wybucha płaczem, opowiadając nieszczęśliwe historie sieroty, samotnej kobiety, molestowanej pracowniczki. Dużo tego. A wszystko ma zawiązek z Charlie… I jak tu skupić się na poszczególnych problemach, skoro wszystko w “Siostrze” zmierza do ujawnienia sekretu, który zmarła dziewczyna zabrała ze sobą do grobu? A może nie? Może nie tylko jej dotyczył? Myśli nie biorą się z niczego. Skoro się pojawiają, rozwijają, wpływają na stan psychiczny (i fizyczny), to muszą mieć źródło. Dlaczego nie sumienie? Czy poczucie winy jest uzasadnione? Czy przemilczenie może wyrządzić większą krzywdę niż kłamstwo? Kto skłamał i dlaczego?!

Jak już w głowie pojawią się pytania, to nie sposób przerwać ani ich, ani lektury “Siostry”. Z jednej strony to dobry znak, bo autorka wyraźnie coś zdziałała. Z drugiej, gdyby tak się głębiej zastanowić, to cała ta historia jest tak strasznie smutna i nieszczęśliwa… Skomplikowana to za mało powiedziane. Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Podobała mi się jednak intryga Jensen, paralele do przeszłości i te znikome, subtelne wskazówki, które podstawiała po nos. Jeśli kiedyś któraś książka tej autorki stanie mi na drodze, chętnie poznam, co jeszcze wykombinowała. 

+

  • wspomnienia, jakie można dzielić tylko z najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa,
  • obraz(y) ojca,
  • rady: babcia kontra Lexie,
  • Dziadkowie,
  • drugie szanse, 
  • list od autorki, z czymś się takim jeszcze chyba nie spotkałam,


-

  • lęk przed stratą, 
  • oddalenie i otumanienie,
  • cierpiący niewinni. 


Komu polecam? 
“Siostrę” polecam wszystkim, którym niestraszne są paranoiczne bohaterki, usypiające jedynie w towarzystwie alkoholu albo proszków. Mnie ten thriller nie porwał (od razu), ale w końcu i musiałam się dowiedzieć, jak było naprawdę. “Siostra” tworzy w głowie obrazy (a u czytelniczek zapewne wywoła kilka wspomnień z dzieciństwa) i spodoba się komuś, kto nie da się zwieść oczywistościom. Nie polecam tym, którzy za często oglądają się za siebie albo nie lubią zostawać sami w domu, a szukają czegoś, żeby dłużący wieczór szybciej minął - bo mogą mieć za dużo myśli. 


A może też...

W cieniu 

"Genialna przyjaciółka" Elena Ferrante










egzemplarz recenzencki "Martwa jesteś piękna" Belinda Bauer, fot. by paratexterka ©

Medialny danse macabre

“Martwa jesteś piękna” Belinda Bauer







Fatalny fart

"Ocalałe" Riley Sager









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz