niedziela, 7 kwietnia 2019

Just like... labirynty raju

“Raj” Marta Guzowska


“Raj” Marta Guzowska, fot. paratexterka ©
Wypad do “Raju”* z Martą Guzowską jest zdecydowanie lepszym zajęciem, niż sobotnia wizyta w galerii handlowej, która dla niektórych urasta do rangi rytuału. Oprócz umiejętnie podsycanego napięcia i emocjonalności, charakterystycznych dla tego gatunku, autorka pokusiła się w swoim thrillerze do sportretowania pewnego rodzaju piekła dzisiejszych czasów. Jej postacie niczym szczególnym się nie wyróżniają, są takie jak my, nasi znajomi albo sąsiedzi. Spotkać je można w każdym mieście. A jednak dobitnie demonstrują, co w naszym świecie idzie nie tak. “Raj” to rozrywka, w której czuć swąd fejmu, egoizmu, ślepoty i materializmu. Tylko czy autorka nie porywa się z motyką na słońce?


Czy nie jesteśmy na najlepszej drodze do piekła, które sami sobie z(a)gotowaliśmy? W szlajaniu się po sklepach niby nie ma nic strasznego, tylko co, jeśli przebywanie w miejscach i posiadanie rzeczy staje się wyznacznikiem czyjejś wartości? Kiedy idzie się po trupach do celu, czy to po pozycję, kasę czy followersów? Scenariusz Guzowskiej jest ekstremalny, ale wcale nie tak abstrakcyjny.

Czasy luksusu i nadmiaru


o popieprzonych miastach, w których nie ma gdzie stanąć, “Raj” Marta Guzowska, fot. paratexterka ©
Bywa, że otwarcie nowej galerii zakrawa na wydarzenie miesiąca. Nawet jeśli jest to piąte centrum handlowe w mieście, pełne sklepów, które w każdym miejscu na świecie wyglądają tak samo. Do tytułowego Raju - z różnych powodów - wybiera się corpo-człowiek od wszystkiego, dwóch dilerów, złodziej z wysokimi ambicjami i dwie panienki, z których jedna jest nieudaną kopią drugiej. Znajdzie się też matka-psycholożka, nieumiejąca dotrzeć do własnego, nastoletniego dziecka mimo 20-letniego doświadczenia. Parada stereotypów, seria szpil wbijanych w naszą codzienność. Polskie partactwo, rosyjska buta, nastoletnia nieprzewidywalność i rodzicielskie zaślepienie szybko doprowadzają do sytuacji, nad którą nikt nie sprawuje kontroli

Zanim rozpęta się piekło, autorka używa sobie na zjawiskach, które otaczają nas na co dzień. Guzowska jest spostrzegawcza i sarkastyczna, dzięki czemu rajskie sobotnie popołudnie zaczyna się zabawnie. Wybierając sobie przypadkowych ludzi z tłumu, zdecydowanie portretuje ogół, z którym nikt dobrowolnie się nie zidentyfikuje, ale przedstawicieli którego każdy wskaże bez wahania. W czasach, kiedy konsumpcjonizm staje się (jedynie dla niektórych, miejmy nadzieję) filozofią życiową, a zbytek sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, tyle że na kredyt, rzadko kto w lustrze widzi więcej niż własny tyłek, przepraszam, wizerunek. Liczy się to, jak nas widzą inni, co powiedzą i jak zostaniemy sklasyfikowani. Mieć znaczy być. Do momentu, aż autorka zabiera bohaterom wszystko, co zapewnia ich funkcjonowaniu równowagę.  

Kiedy plany spalają na panewce


przesyłka od Wydawnictwa Marginesy - ekotorba gratis ;) “Raj” Marta Guzowska, fot. paratexterka ©Ciekawe, że każda z postaci, udających się na otwarcie Raju, działa z wcześniej wydumanym planem. Każdy ma własne pobudki, ale jednak wszyscy chcą zachować twarz - pracownika roku, biznesmena, popularnej youtuberki, najlepszej przyjaciółki czy matki na czasie. Egoistyczne podejście pozwala im ignorować najpierw ewentualne, a potem jawne niebezpieczeństwo. Nic nie idzie po niczyjej myśli. Zawodzą plany awaryjne, a przypuszczenia i domniemania prowadzą dokładnie tam, gdzie bohaterowie nie chcieliby się znaleźć. Gra Guzowskiej sieje zwątpienie w postaciach, a czytelnika fiksuje na zrozumieniu, co się właściwie dzieje i jak to się skończy. Kto wyciągnie sensowne wnioski?

To pierwsza książka Marty Guzowskiej, nie licząc jej wkładu w “Pod podszewką”, która pojawiła się na mojej czytelniczej drodze. Wystarczył blurb, żebym chciała wiedzieć więcej. Wprawdzie dorosłam i galerie handlowe omijam szerokim łukiem, ale do Raju udać się musiałam. Znając niektóre sytuacje z autopsji, szybko złapałam przynętę. Przeskakiwanie w narracji w żadnym wypadku nie oddziaływało negatywnie na płynność lektury. Wbrew obawom - moim zdaniem - zasupłana akcja nie sprawiała autorce najmniejszych trudności. Guzowska stała się mistrzynią gry, która potrafi zdobyć zaufanie czytelnika, dostarczyć mu spodziewanych wrażeń i pozwolić wyjść z tego starcia zwycięsko. Wyciągnęłam wnioski i współczuję tym, w których życie ta książka nic nie wniesie. W “Raju”, na przekór tytułowi, smutny jest ten świat… Ale każdy z nas może się choć trochę postarać, nie? 

+

spostrzegawczość i poczucie humoru autorki,
zasupłanie i tempo akcji,
dobranie i wiarygodne nakreślenie postaci o skrajnie różnych charakterach,
mocne zakończenie,
lektura dająca do myślenia,

-

oblech widzący kobiety jedynie jako c*** albo s***, fu,
“najlepsza przyjaciółka”, ale chyba każda nastolatka ma taką na swoim koncie, 
wzmacnianie zaimków osobowych imieniem - tego zabiegu nie rozumiem.

Komu polecam?
“Raj” nadaje się na alternatywną sobotę w galerii handlowej albo majówkę, a na pewno na zawiły wieczór. Polecam amatorom thrillerów, których nie odrzucą krwawienia o różnej obfitości, a także czytelnikom, którzy naprawianie świata zaczynają od siebie. Książka nie nadaje się dla tych, którzy zrobią sobie z nią selfie, zanim sprawdzą, o czym jest, a podczas lektury liczyć będą lajki. Dla tych, których życie toczy się głównie online, “Raj” będzie piekłem.


* Dziękuję za propozycję, Wydawnictwo Marginesy!



A może też... 

“Pod podszewką” Sylwia Stano, Zofia Karaszewska, fot. paratexterka © "Hashtag" Remigiusz Mróz, fot. paratexterka © "#To o nas" Piotr C.,  fot. paratexterka ©



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz