wtorek, 12 maja 2020

Zimna Zocha, cz. 1

“Kółko się pani urwało” Jacek Galiński, fot. paratexterka © “Kółko się pani urwało” Jacek Galiński


Komedia kryminalna Galińskiego przyciąga gwiazdą niespotykanego kalibru oraz niewiarygodnie niefortunnym, wręcz feralnym rozwojem wypadków. Co zapowiada się zabawnie, zapewne już w pierwszym rozdziale podzieli odbiorców na dwa obozy: tych, którzy panią Zofię koniecznie będą chcieli poznać, i innych, omijających ją odtąd szerokim łukiem. Historia niczego sobie, z tym że przez pryzmat tej postaci nie każdy da radę patrzeć.


“Kółko się pani urwało” to pierwsza część serii o bohaterce bezsprzecznie robiącej wrażenie, ale w żadnym wypadku takie, jak aktorka, z którą sama się utożsamia. Żadne okulary nie pozwolą dojrzeć w Zofii Wilkońskiej sprytnej staruszki z umysłem jak brzytwa, za to pierwsze słowa rzucone przez nią rozwiewają wszelkie wątpliwości odnośnie do tego, z kim mamy do czynienia. 

Po trupach do celu


część pierwsza i dla mnie ostatnia, czyli “Kółko się pani urwało” Jacek Galiński, fot. paratexterka ©
Blurb aż nadto wprowadza w fabułę, a pierwsza przejażdżka autobusem z panią Zofią to proroctwo na dalszą podróż. Bohaterka nie pozostawia złudzeń co do własnej natury. Co gorsza, jest jej w pełni świadoma, ba, nawet duma z tego, jaka jest. A jaka jest…? Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć. Na język cisną się same pejoratywne epitety, choć główna (nie)zainteresowana zgasiłaby komentatora bez mrugnięcia okiem, bez skrupułów, poszanowania jakichkolwiek ogólnie przyjętych norm społecznych czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Ta kobieta mnie rozniosła. Myśląc o tej książce, (niestety) nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, bo pani Zofia wpycha się na pierwszy plan i tkwi tam po ostatnią stronę, choć trzeba przyznać, że ktoś przynajmniej postarał się ukraść jej show. Współczuję autorowi, bo stworzona przez niego postać wykreśla go ze scenariusza. Pomysł Galińskiego na książkę jest przyciągający, akcja rodem z filmu, spostrzegawczość dostrzegalna… a wszystkie okrzyki zgarnia paskudna sekutnica. Widownia wyje, oburzona. Choć może niektórych to śmieszy?

Obiecałam sobie pisać zwięźle o lekturach, które mi się nie spodobały. W przypadku “Kółko się pani urwało” nawet nie chodzi o samą książkę, tylko postać tak piekielną, że nawet ja – względnie wrażliwa – ledwo pomyślałam o współczuciu jej, a już dostawałam jak obuchem, i to z pierwszej ręki. Niezła lektura, ale zupełnie nie dla mnie. Z dalszych części rezygnuję…

  • wyrazistość wykreowanej postaci i prawdziwość jej (nie)doli,
  • “dobry” glina, choć osobiście wolałabym więcej Colombo,
  • zaskoczenie na zakończenie, duży plus!

  • Zofia Wilkońska – i zero empatii, współczucia albo jakichkolwiek choćby letnich uczuć,
  • bezkarna bezczelność pod przykrywką “mówienia do słuchu”, już nie wspomnę o kwiecistych wiązankach, które wprowadziłyby w konsternację nawet kogoś przyzwyczajonego do przeklinania – w takim wydaniu sobie nie wyobrażam,
  • nie zaśmiałam się ani razu… choć to wcale nie musi świadczyć o książce.

Komu polecam?

Nie potrafię polecić książki, która nie przypadła mi do gustu. Może spodoba się komuś, kto ma poczucie humoru (zupełnie inne niż ja), tudzież posiadł wyższy stopień wtajemniczenia z wredności i nikczemności. Tylko wtedy chyba większa frajda z praktykowania niż czytania o tym…

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza