sobota, 20 lutego 2021

Pomoc (z) przeznaczenia

“Zakochany przez przypadek” Yoav Blum, fot. paratexterka ©
“Zakochany przez przypadek” Yoav Blum


Gdyby przeznaczenia chciało zagrać w ping-ponga, po drugiej stronie stołu pewnie chętnie stanąłby izraelski pisarz (i programista!) Yoav Blum. Jego powieść jest tak pogodna, że wspomnienie lektury wywołuje wewnętrzne ciepło, choć nie ma w niej nic z przesłodzonej cukierkowatości. Autor w oryginalny sposób przypomina, że szczęściu czasem można, a nawet trzeba pomóc. Kiedy historia się zapętla, czytelnik czuje, jakby to jemu los spłatał figla. Cudnie!


O czym jest “Zakochany przez przypadek”?


Trójka przyjaciół, absolwentów szkolenia dla kreatorów przypadku, dostaje zadania pozornie nie do wykonania, których realizację muszą dokładnie zaplanować, żeby osiągnąć określony cel – oczywiści sprawiający wrażenie zbiegu okoliczności. Wpływając na świat innych, zapominają o sobie, ale czy przeznaczenie też o nich nie pamięta? Powieść otula od samego początku, wzbudzając właściwie same pozytywne emocje, przy czym nie tak łatwo przewidzieć, co autor ma w programie. 


Dlaczego ta książka?


Sięgnęłam po nią, bo czerwony przyciąga mnie zawsze i wszędzie, a że zbliżały się Walentynki, pasowało połknąć coś o zakochaniu. Nawet nie musiałam doczytać blurba do końca, żeby wiedzieć, że to lektura dla mnie. Kiedyś miałam słabość do aranżowania przypadków i rozczuliło mnie, że ktoś zrobił z tego zawód, choćby fikcyjny.


z cyklu: Baton też (z przypadku), “Zakochany przez przypadek” Yoav Blum, fot. paratexterka ©
W moim guście


Dawno nie czytałam czegoś tak przyjemnego, podbudowującego i rozczulającego. Pomysł Bluma na świat tkaczy snów, wymyślonych przyjaciół i kreatorów przypadków, nie do końca oderwany od rzeczywistości, uważam za czarujący. Czytanie szło jak z płatka (jak ja za tym tęskniłam!), a finał mnie rozbroił, choć przy większym skupieniu można go przewidzieć. Wątpię, że zepsułoby to lekturę. Jestem niezmiernie rada, że trafiłam na tę książczynę – przez przypadek, ma się rozumieć.


Albo i nie (dla mnie)


Nie wiem, dlaczego autor uparł się na fragmenty ‘teoretyczne’. Chyba były zbyt powierzchowne, żeby w pełni wszystko zrozumieć, ale przynajmniej nie na tyle obszerne, żeby odstraszać. Wydaje mi się, że nawet bez nich część obyczajowa skradłaby serca czytelników. 


Komu polecam?


“Zakochanego przez przypadek” polecam na lekturę dodającą otuchy komuś, kto jest rozczarowany rzeczywistością, może nawet przybity albo zwyczajnie smutny i zmęczony. Ta książka to taki promyk nadziei, uchwycony na kartkach papieru. Odradzam, jeśli ktoś nie wierzy w zrządzenia losu, szczęśliwe trafy i przypadki, ani nigdy nie wyobrażał sobie, żeby stało się coś, na co nie ma wpływu, a czego skrycie pragnie – i nie mam tu na myśli wielkich gestów, ale małe, piękne szczęścia.



A może też…


"Bez słowa", czyli “The Man Who Didn’t Call”, wydanie niemieckie - ”Ohne in einziges Wort”  Rosie Walsh, fot. by paratexterka © 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza