sobota, 16 maja 2015

Bezprawie Barcelony

"Jaśnie pan" Jaume Cabré


O "Wyznaję" Cabré słyszałam superlatywy, dlatego od kilku miesięcy cierpliwie czeka na półce na kilka dni urlopu, podczas których będę mogła poświęcić tej powieści całą uwagę. Na początku maja ukazało się polskie wydanie "Jaśnie pana", więc będąc łakoma na wszystko, co ma związek z Barceloną, skusiłam się - żeby poznać kolejnego Katalończyka piszącego podobno tak, że książki kończyć się nie chce, a artystyczny język zachwyca. Niestety, końca "Jaśnie pana" doczekać się nie mogłam, z tym że nie ze względu na niezrozumiały kunszt autora, a przez moralną zgniliznę barcelończyków schyłku XVIII w., którą Jaume Cabré obrazowo, wręcz obscenicznie zademonstrował. Teraz, kiedy przebrnęłam, widzę, jak wyborną ironią jest sam tytuł. I pocieszę się myślą o "Wyznaję", bo przecież "Gra anioła" Zafóna też nie zachwyciła mnie ani trochę tak, jak niezapomniany "Cień wiatru"… 


Cabré napisał "Jaśnie pana" już w 1991 roku, czyli na chwilę obecną to najstarsza powieść tego katalońskiego autora, wydana w Polsce. Ilość (głównie katalońskich) nagród za tę książkę jest imponująca. Sam autor, rodowity barcelończyk, w 2010 roku uhonorowany został nagrodą dla najlepszego pisarza katalońskiego

Panie i panowie, czyli barcelońskie błoto


Opis na okładce zwraca naszą uwagę na rytualne morderstwo frywolnej śpiewaczki operowej, ale moim zdaniem efektem tego skupienia będą tylko niespełnione oczekiwania. Nie sklasyfikuję "Jaśnie pana" jako kryminału, bo o wiele bardziej zajmujący wydał mi się obraz najwyższej klasy społecznej stolicy Katalonii. Skłaniam się uznać tę powieść za psychologiczne studium postaci, wykazujące wierność historycznym realiom. Odnalezienie się w przedstawionym okresie ułatwia czytelnikowi wprowadzenie tłumaczki, Anny Sawickiej, zręcznie zarysowującej kontekst kulturowy rzeczywistości, która zainspirowała Cabré. 

Głównym bohaterem powieści, obnażającej prawdę historyczną i machiny rządzące XVIII-wieczną barcelońską arystokracją, jest Don Rafel Massó i Pujades - cywilny prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie, inaczej sędzia. Człowiek, który wprawdzie nie może się poszczycić błękitną krwią, ale zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby zdobyć pozycję gwarantującą mu uznanie i przynależność do barcelońskiej śmietanki towarzyskiej. Co oczywiście nie znaczy, że szczególnie różni się ona od półświatka mrocznych zaułków. Massó po skończeniu prawa, szybko przejrzał mechanizmy napędzające arystokratyczną machinę, poznając, kogo trzeba, i zapamiętując, kto mu jest winny przysługę. Czytelnik poznaje go w momencie, w którym może i ma już za sobą czasy świetności, ale za to piastuje urząd, dla którego kilku nie wahałoby się zabić - zwłaszcza jego.

Don Rafel wraz z dewocyjną żoną obraca się w wyższych sferach, gdzie żaden uśmiech nie jest szczery, a każde spojrzenie niejednoznaczne. Spotkania towarzyskie są jedynie pretekstem do afiszowania się bogactwem albo prania brudów innych, najlepiej akurat nieobecnych. Moralność upadła, idei brak. Liczy się tylko, kto komu z kim przyprawia rogi, którędy tak naprawdę czerpie zyski albo gdzie powinien się pokazać. Wypełnianie zawodowych powinności równe jest spełnianiu życzeń przełożonego, pilnowaniu zgodności w dokumentach i dotrzymywaniu terminów. Prawda? Szczerość? Ideały? Nie ten świat. 

Idealiści z przekonania albo są wyrzutkami społeczeństwa, których nie traktuje się poważnie i wyśmiewa za plecami, albo młodymi, naiwnymi myślicielami, poetami, muzykami, których cechuje talent do pojawiania się w złym miejscu o złym czasie, lub też nie pojawiania się, kiedy trzeba. Świat "Jaśnie pana" kręci się wokół obleśnych bogaczy i sprzedawczyków, nachalnie wgapiających się w dekolty cudzych żonek, żyjących obok własnych, jakby dzieliła ich dźwiękoszczelna ściana. Jaume Cabré nie przebiera w środkach i dobitnie nazywa rzeczy imieniu, odzwierciedlając wulgaryzmami plugastwo charakterów przedstawionych bohaterów. Zdarzają się zarówno zdania tak obrazowe, że aż obrzydzające, jaki i natłoki epitetów na kilka(naście) linijek, przez które po drodze gubi się sedno. A opisy? Niejednokrotnie zawierają zaskakujące wtrącenie, które pozwala czytelnikowi delektować się sarkazmem, tudzież przynajmniej zmusza go do kręcenia głową. 

Podziw należy się Cabré za sportretowanie Barcelony tamtych czasów - niby żadnych zachwytów nad architekturą i 'artystyczną' duszą, żadnego blasku i bogactwa samego miasta, do tego prawie nieustający deszcz i wszędobylskie błoto, a jednak ona tam jest, gdzieś w tle, pod okazyjnie czystym niebem, dumnie wzniesiona stolica Katalonii…
  

Prawo jako wymysł profesjonalistów 


Zanim zamknięta zostanie sprawa wspomnianego morderstwa, czytelnik ma już za sobą z grubsza połowę książki. Ciekawe, czy tylko ja co rusz zastanawiałam się, czy coś się wreszcie zacznie dziać… Może podeszłam do lektury ze złym nastawieniem? Jeżeli "Jaśnie pan" dla większości to kryminał, to chyba mocno nietypowy. Dobrze, że dywagacje sprośnego tłuściocha bez kręgosłupa moralnego albo młokosa uganiającego się za kształtnymi wieśniaczkami przerywają kilka razy astronomiczne spostrzeżenia uczonego Dalmasesa, bo ten natłok umizgów, szemranych interesów, fałszu i potu pod perukami bywał męczący i zniechęcający. Jako niecierpliwy czytelnik cieszę się jednak, że niespodziewana prawda zaczęła wychodzić na jaw, zanim kompletnie straciłam zainteresowanie. Ostatnią, trzecią częścią powieści autor mnie sobie zjednał. 

Za najbardziej wartościowy uważam dialog sędziego z pewnym bohaterem nawet nie drugiego planu - z poczciwym franciszkaninem, poświęconym własnym ideom w kościółku, który aż do opisanej konfrontacji leżał w bezpiecznej odległości od moralnego bankructwa Barcelony. Ta rozmowa to apogeum; ostatnie ruchy pędzla na portrecie sędziego postawionego przed tym, co jako stróż prawa powinien przestrzegać. To naga prawda o wyroczni, której wypowiedzi nijak mają się do rzeczywistości. I to wszystko przeciwstawione głębokiej wierze w prawa, które powinny rządzić światem, szczerości i nieudawanemu zdumieniu. Pisarsko jak najbardziej profesjonalne

Teraz nie mogę się doczekać "Wyznaję" Jaume Cabré, okrzykiwanego nawet arcydziełem


+

  • portret Barcelony, ze wszystkim, co czyha w jej labiryntach,
  • pióro i zabiegi literackie - bo Cabré pisze, jakby nie potrafił przestać, jakby żył w każdym słowie,


-

  • niesmak, a nawet obrzydzenie towarzyszące lekturze, bo trudno doszukać się pozytywnych bohaterów, o prawych postaciach nie wspomnę,
  • czekanie na rozpęd przez ponad 200 stron to wyzwanie,
  • (nie)sprawiedliwość…


Komu polecam? 
Nie wiem, jak polecić, bo nie byłam zachwycona i nie delektowałam się lekturą, mimo barcelońskich scenerii. Podejrzewam, że w "Jaśnie panu" więcej niż ja wyczytają wielbiciele powieści historycznych, szczególnie katalońskiej historii i schyłku XVIII w., a także ci, którzy czerpią satysfakcję z tego, że prawda wychodzi na jaw - nawet, jeśli na sprawiedliwość bywa za późno. Nie polecam komuś, kto spodziewa się literatury relaksującej czy łatwej do przełknięcia, bo język jest wyszukany i dopracowany w szczegółach, co z drugiej strony rekompensuje tempo akcji. Myślę, że Jaume Cabré bezsprzecznie zasługuje na uwagę, tylko mnie sam "Jaśnie pan" nie wystarcza. Za jakiś czas zmierzę się z "Wyznaję" i zdecyduję, czy zmieni się ranking moich ulubionych hiszpańskich twórców. Nadzieję mam dużą…





A może też...

Cante - Cyganki bos(k)iej czas

"Bosonoga królowa" Ildefonso Falcones










O narodzinach Cmentarza Zaginionych...

"Książę Parnasu" Carlos Ruiz Zafón










Moryskie meandry

"Ręka Fatimy" Ildefonso Falcones












"Cień eunucha" Jaume Carbé

2 komentarze:

  1. Właśnie jestem w trakcie lektury "Jaśnie Pana" - ale dla mnie Cabre to już jeden z ulubionych twórców. Bardziej niż "Wyznaję" polecam "Głosy Pamano", które osobiście podobały mi się bardziej i okrutnie mnie wciągnęły. Dzięki za recenzję! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja dziękuję za uwagę! możliwe, że Cabre zaczełam poznawać w złej kolejności, ale i tak coś czuję, że nie tylko "Wyznaję" przeczytam... odzdrawiam ;)

      Usuń