środa, 10 października 2018

(Za)Maas(kowany) fenomen fae, cz. 1

“Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas


Mojej Madzi..

“Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©
W ostatnich latach popularność Sarah J. Maas rośnie z tomu na tom - i to niezależnie od tego, czy jest on kontynuacją serii “Szklany tron”, czy kolejną częścią “Dworu cierni i róż”. Ta amerykańska autorka pisze o czymś, co niby może żyć jedynie w naszej wyobraźni, ale jednocześnie pobrzmiewa tym, co tak naprawdę jest w nas głęboko zakorzenione, z czymś nam się kojarzy. Maas ewidentnie inspiruje się rozmaitymi tekstami kultury współczesnej, ale ich nie kopiuje ani nie stara się wydać w lepszej wersji. Ona zwyczajnie dorzuca swoje tajne składniki do przepastnego kotła, jakim jest gatunek fantasy. Pierwszy tom “Dworu cierni i róż” porywa czytelników do Prythianu, gdzie rządzą różnice, magiczne moce i istoty niepojęcie potężne. Sięgając po tę serię, trzeba liczyć się z grożącym zatraceniem, bo po kilku stronach wiadomo, że nie spocznie się aż do finału…


…a na ten trzeba jeszcze czekać, bo na dzień dzisiejszy już wiadomo, że czwarta część nie jest ostatnią. Cóż, zarzekałam się, że nie sięgnę po niedokończoną serię, bo nie raz dostałam nauczkę (“Pieśń Lodu i Ognia”, Akta Dresdena, Achaja…). Jakiś czas byłam twarda, ale pod namową pewnej fanatyczki fantasy* się ugięłam. Kiedyś dzięki tej samej osobie skusiłam się na “Strzałę Kusziela”, co wspominam do dziś i jeszcze kiedyś przeczytam. Maas już po pierwszym tomie “Dworu cierni i róż” trafia do tego samego, niezapomnianego worka.

Coś więcej niż człeczyna


Prythian, “Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©
19-letnia Feyra od lat jest żywicielką rodziny. Mimo młodego wieku sztukę polowania opanowała do perfekcji, jednak któregoś razu wystrzela o jedną strzałę za dużo. Ratując najbliższych, wyrusza z żądnym zemsty potworem za Mur, do krainy rządzonej przez znienawidzonych nieśmiertelnych. Brzmi znajomo…? Niech ludzkie zmysły Was nie zwiodą…

Panami Prythianu, podzielonego na siedem Dworów, są fae wysokiego rodu. Ich wyjątkowe zdolności związane są z Dworem, z którego się wywodzą, przy czym od ludzi różnią się właściwie wszystkim. Są piękniejsze, mądrzejsze, mogą żyć wiecznie. Jedynie lepsze nie są, bo potworów nie brak po żadnej stronie barykady. Maas, przeciwstawiając sobie obie rasy w osobach głównych bohaterów, nie żąda od odbiorcy opowiedzenia się za którąkolwiek ze stron, przynajmniej na początku. Pokazując Feyrze prawdziwy Prythian, obala mity, uprzedzenia, podważa wiarygodność ‘faktów’ przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dając bohaterce wolną rękę, autorka adaptuje samego czytelnika do świata przedstawionego - i to do tego stopnia, że nagle pochłania on 3/4 książki, a ostatni wątek czyta bez wytchnienia. 

Przysięgi, klątwy, słowa


tom pierwszy, “Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©
Pierwszoosobowa narracja Feyry nie pozostawia większego wyboru niż zgodę na jej bezpośrednie towarzystwo. Trudno tę bohaterkę polubić od razu, jako ‘człeczyna’ na jednym z Dworów fae jest jednak elementem wyróżniającym się i interesującym - nawet jeśli nie zawsze zainteresowanym… W wątłym ciele skrywa nieprawdopodobnie twardy charakter, który zaskoczy niejedną czarodziejską istotę. A ich jest u Sarah J. Maas co niemiara; od pięknych po paskudne, od przyciągających po przerażające. Poznając obcy świat, w którym w najgorszych koszmarach nie śniło jej się żyć, Feyra poddawana jest różnego rodzaju próbom. I tu bohaterka zaskakuje kręgosłupem moralnym, który z naturalną kruchością człowieka nie ma nic wspólnego. Nie wszystkie jej wybory są racjonalne, decyzje rozsądne, a kroki mądre. Jeśli jednak działa, to z pełnego przekonania. Jeśli daje słowo, dotrzymuje go bez względu na okoliczności. A te autorka przygotowała obezwładniające…  

Aż sama się sobie dziwię, że jestem tak zachwycona. Bezdyskusyjne 10/10. Absolutny must dla fanów fantasy, zwłaszcza płci pięknej. Maas pisze wyjątkowo żywo - jej powieść przepełniona jest barwami i światłem, emanują z niej uczucia i emocje, a napięcie przenika czytelnika do szpiku kości, powodując szarżę szarych komórek w prawej półkuli mózgu oraz wspomniane na wstępie zatracenie. Nie pamiętam, kiedy tak żałowałam, że piszę recenzję, zamiast czytać kolejny tom. Wiem, że gdybym teraz nie napisała, byłabym stracona, ale wrażeniami, którymi można się dzielić, wygrywa się podwójnie. 

+

  • ‘porwanie’, a potem już tylko pęd akcji,
  • fae, istoty fantastyczne w obu tego słowa znaczeniach, 
  • gabinet, 
  • więcej niż małżeństwo, 
  • barwa orchidei i inne - barwy, światła, obrazy (zapewne zasługa zarówno autorki jak tłumacza),
  • pierwszy finał - fenomenalny, a nadzieja na następne nieopisana,


-

  • zobowiązania rodzinne zamiast więzów,
  • zacietrzewienie Feyry na początku,
  • nienawiść do książek i kreślenie po nich - bez komentarza,
  • wszystko to, co doprowadza do strzępów serca,
  • okrucieństwa i sceny tak brutalne, że zbiera się na wymioty (ale warto zagryźć zęby, żeby wiedzieć, co dalej).


Komu polecam? 
Polecam wszystkim, którzy w światach fantasy znajdują swoje domy. Podejrzewam, że “Dwór cierni i róż” w szczególności porwie moje pokolenie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Maas zachwyciła też młodsze i starsze. Jeśli ktoś wspomina “Piękną i Bestię”, “Władcę Pierścieni” czy nawet “Harry’ego Pottera” albo "Igrzyska śmierci", to w świecie stworzonym przez Sarah J. Maas poczuje się jak w domu. Nie wiem, komu odradzić, bo nawet wrażliwi zatną się tak, żeby przetrwać potworne momenty - dla Feyry, Tamlina i plejady postaci zagnieżdżających się w czytelniczej pamięci na zawsze. Dla mnie już lektura niezapomniana


*Bo nasza przyjaźń została zapisana nie tylko w gwiazdach, ale także na kartkach każdej książki, którą razem przeżywamy, bez względu na miejsce i czas <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz