środa, 18 lipca 2018

Do ut des

“Komisarz” Paulina Świst


”Komisarz” Paulina Świst, fot. by paratexterka ©
Pozostając w sferze gwiezdnego chwytu marketingowego z okładki pierwszej części serii Świst, można stwierdzić, że “Prokurator” był petardą. Nad kontynuacjami od zarania dziejów wisi ta sama klątwa: co dalej? Czy następna część będzie równie dobra? Podobne pytania stawiają sobie zapewne i czytelnicy, i autorzy. A później ciąg dalszy następuje i różnie to bywa… “Komisarz” zbija z pantałyku i wodzi za nos od pierwszych stron. Skąd ta kwaśna mina i niechciane déjà vu?! Nie tak miało być. I nie tak będzie: autorka szybko udowadnia, że wcale nie potrzebuje napalonej pary, żeby zainicjować nieuchwytny upływ czasu. Seks się sprzedaje, to i Świst zaczęła od d…rugiej strony. Niech będzie jej wybaczone, bo gra jest warta świeczki.

I niech wybaczone będzie wszystkim, którzy najpierw się zachwycili, a później zwątpili. Choć, odfiltrowując naturę autorki z jej dotychczasowych powieści, można było się domyślić, że prędzej czy później utrze nosa. “Komisarz” znajdzie się i “Prokurator”, i pewne ekscentryczne przebłyski, ale całość podąża w inną stronę, niż niektórzy psioczą. 

Wszyscy ludzie prokuratora


Tytułowym tajniakiem jest nie kto inny, niż Wyrwa, słynący z celnych uwag, niedziałających hamulców towarzysko-moralnych i działań tak zorientowanych na cel, że trupów nie warto liczyć. Jest starym wygą, a przy okazji jednym z najbardziej zaufanych ludzi Zimnickiego - a to mówi samo za siebie. Wyrwa ma za zadanie wkupienie się w łaski biznesmena posądzanego o szemrane interesy - handel młodymi Ukrainkami, piecza nad burdelami najgorszego sortu, plugastwo z najniższej półki. Kartą przetargową staje się córka Kadziewicza, która nawet nie wie, z kim się zadaje. Decyzje naglą, bo szykuje się gruba akcja pod przykrywką zjazdu prawniczego światka. Paka wcale nie odcisnęła piętna na “Szarym”, tylko go nakręca. 

Nie warto dać się zmylić pierwszym pozorom. Wyrwa to nie Zimy, Zuzanna to nie Błońska, to po prostu inna historia. Pomijając rosnącą intensywność doznań seksualnych, w “Komisarzu” niespostrzeżenie robi się miejsce na wspomnienia z dzieciństwa i wyznania, które akurat dla kryminału typowe nie są. Tym lepiej, bo sklasyfikowanie książek Świst wcale nie jest takie łatwe. Nagle bohaterowie - oprócz ciał - zaczynają mieć dusze, piętna i blizny. Zaczynają coś tam o nich pobąkiwać, pokerowa twarz drga, robi się ciekawe(j). I wtedy kolejny prztyczek, bo akcja kryminalna zaczyna się jak z bicza strzelił, leci po linii bliżej nieokreślonej. Plusem jest to, że na niektóre rzeczy można wpaść samemu, a jeszcze większym, że kartki “Komisarza” przewraca się jedna za drugą, bo zaabsorbowanie wyklucza głębsze zastanowienie. Czy to źle…?

Paulina Świst po raz drugi, czyli ”Komisarz”, fot. by paratexterka ©

Sprzeciw


Odkąd mignęła mi gdzieś w necie opinia o modelu czytelnika, dla którego nada się seria Świst, nie wychodzi mi to z głowy, bo nie zabrzmiała ona pozytywnie. Ale o gustach się przecież nie dyskutuje. Komu spodobał się “Prokurator”, znajdzie w “Komisarzu” rozrywkę w tym samym stylu - szybką, mocną i efektowną. Świst można wyczuć, ale nie można się z nią nudzić.  
  
Swoją drogą nie wierzę, że ktoś sięgnie po serię o prokuratorze, licząc na wrażenia w stylu Grey’a albo Grishama. Jeśli już, to sam jest sobie winny. Po co popadać w skrajności? Mierzyć jakąś miarką? Nie siedzę w głowie autorki, ale odnoszę wrażenie, że ona już sobie dokładnie obmyśliła strategię i wie, co jej jest do potrzebne, żeby wygrać kolejną sprawę. Mnie wciągnęły pomysłowość, refleks i dowcip. Nie ukrywam początkowego rozczarowania (bo jakoś wolałam, żeby pierwsze skrzypce nadal grali Zimny i cholera), ale na wybuchy śmiechu nie musiałam (za) długo czekać. Kto ma poczucie humoru podobne do Świst, przepadnie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio dzwoniłam do kogoś, żeby zacytować książkę, dusząc się ze śmiechu. A skoro coś potrafi rozbawić osobę postronną, niemającą pojęcia o “Prokuratorze”, to chyba coś w tym jest? Dla mnie tak, i w nosie mam to, że nie jestem obiektywna. 

+

  • dedykacja,
  • Radosław vel Misiu, czyli tytułowy tajniak,
  • analizy i (nad)interpretacje, np. “Zmierzch”,
  • gierki kontra porozumiewanie się bez słów,
  • “uważaj na głowę” itp. - leżałam,


-

  • rozmyślania przerwane przez ich obiekt, foch tysiąclecia, wyjaśnione relacje, brat z kryminału… to już było, 
  • decyzja i zgoda, 
  • szczere wyznanie i przeniesienie go w czas przeszły po kilku dniach - no pani(enko)…


Komu polecam? 
“Komisarz” spodoba się amatorom prawniczych potyczek i porachunków rodem z polskiego półświatka. Nie polecam komuś, kto skreślił Świst na wstępie do poprzedniej części, bo to już stracony przypadek. To seria z tych, które albo od razu trafią w nasz świat, albo nie ma co dywagować. Jeśli kogoś bawią moje komentarze, to oczywiści polecam ;)


A może też...

”Prokurator” Paulina Świst, fot. by paratexterka ©Zimny jak cholera

“Prokurator” Paulina Świst











Paulina Świst po raz trzeci, czyli ”Podejrzany”, fot. by paratexterka ©

Bracia i siostra

“Podejrzany” Paulina Świst 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz