poniedziałek, 3 czerwca 2019

Tajemnice (na)tchnienia

“Virion. Adept” Andrzej Ziemiański


“Virion. Adept” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka ©
Pierwszy architekt polskiej fantastyki, a przynajmniej świata Achai, potrafi nakreślić postacie pełne kantów i krzywych kilkoma kreskami. Dobitne dialogi, dosadne dowcipy i działania, których często racjonalnie wytłumaczyć się nie da, dodają trzeciej części przygód Viriona więcej wigoru, niż jest w stanie wykrzesać z siebie najbardziej natchniony szermierz przy najjaśniejszym umyśle. Choć może to wcale nie o świadomość chodzi…? W końcu trudno wygrać na miecze, bijąc się tylko z myślami. Niemniej jednak można też wyjść ze starcia zwycięsko, nie sięgając po oręż… Wariacji na temat walk i broni w powieści “Virion. Adept” pod dostatkiem. A tajemnica natchnienia to nie jedyna zagadka, którą rozgrzebuje Ziemiański.
 

Ci, którzy z twórczością tego autora już się zaznajomili, wiedzą, że umie on wpleść w przedstawione wydarzenia rzeczy nie z tego świata. Zawsze znajdzie jakąś niezamkniętą zasuwę, a jak nie, to wywarzy drzwi. Chwil, w których czytelnik czuje się kompletnie skołowanym, pełen jest i ten tom.

Skrzyżowania i rozstaje


rewelacyjne ilustracje, tym razem Vladimira Nenova, “Virion. Adept” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka ©
Nie zawodzą postacie, które zapowiadały się obiecująco w poprzednich częściach, a sam Virion… no cóż. Musi czasem wyłączyć myślenie, bo się chłopak z(a)męczy. Towarzysząca mu banda bohaterów, którzy stanęli na tej samej ścieżce z przeznaczeniu tylko znanych powodów, celowo czy też nie, dba o rozładowanie napięcia od początku ich wspólnej, dalszej drogi. Cztery równolegle toczące się wątki cechuje ciągłe podążanie do celu, który albo jest zbyt tajny, żeby mówić o nim wprost, albo możliwy do wyczucia, ale już nie do określenia. Wszystko kręci się wokół tajemnic - tajnego Zakonu, kontrwywiadu Zamku i “zdarzeń”, które mają bezpośredni wpływ na manewry tych dwóch sił. Mistrzowie mogą próbować wytyczyć drogę, ale ich żądni wiedzy (i czynów) adepci koniecznie chcą zerwać się ze smyczy.

Nie po raz pierwszy Ziemiański tworzy spójny świat - powiedzmy, że na modłę starożytną - i w pewnym momencie wywleka z niego historię, która, jak się okazuje, sięga zarania dziejów. W dodatku w całej swej abstrakcji wkomponowuje się ona w przedstawioną rzeczywistość bez uszczerbku dla fabuły, a wręcz przynosi jej korzyści. Gdzieś pojawi się jakiś ślad, ktoś dotrze do jakiegoś przekazu, i zaczyna się przeplatanie - nieznana przeszłość otwiera nową przyszłość. 

oświecenie, czyli już po... “Virion. Adept” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka ©

(Prze)Błysk


Czytelnik może sobie gdybać, bo wyobraźnię tego autora trudno przeskoczyć - nawet, jak podaje coś na tacy, to tak to upstrzy, że można nie zauważyć (dla mnie kunszt najwyższej klasy). A że rozmach w powieściach Ziemiańskiego jest na porządku dziennym, “Virion. Adept” wymaga wysokiego stopnia wtajemniczenia. Czytając tę powieść dla rozrywki, łatwo przeoczyć albo nie zinterpretować faktów, które wnikliwy obserwator połączyłby zawczasu. 

Ja czytam serię o Virionie właśnie po to, żeby rozerwać się w gronie wątpliwych wybranków losu i świecie, który kupiłam już w pierwszej Achai. Na szczęście zawsze, prędzej czy później, trafi się coś, co popchnie moją pamięć we właściwą stronę. Choć szermierka - nie tylko słowna - satysfakcjonuje niezależnie od tego.

+

  • przewrotne koleje losu,
  • kłótnie mentalne, 
  • wykorzystany potencjał postaci, zwłaszcza Niki,
  • refleks i specyficzne poczucie humoru, które rozkłada za każdym razem, o ile trafi w gust,
  • jak zawsze - ilustracje!


-

  • bezwzględni siepacze, a co za tym idzie kilka drastycznych scen,
  • zaślepiony mistrz, i to nie alkoholem, choć i opój swoje mankamenty ma ;)


Komu polecam?
Mimo że Ziemiański nie każe długo czekać na kolejne części, cykl o Virionie chyba najlepiej będzie przeczytać w komplecie, żeby umknęło jak najmniej istotnych szczegółów. Powieść jak znalazł dla wielbicieli wyjątkowo utalentowanych postaci, budzących się do życia. “Virion. Adept” nie nadaje się dla tych, którzy nie przepadają za śledzeniem kilku skomplikowanych wątków jednocześnie, chociaż autor dba o to, żeby przerwy pomiędzy nimi nie były nieznośnie. Dla mnie jako fanki uniwersum Achai pozycja obowiązkowa, plasująca się w moim prywatnym rankingu powieści Ziemiańskiego powoli na drugim miejscu, tuż za “Pomnikiem…”.


A może też...

“Virion. Wyrocznia” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka © “Virion. Obława” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka ©

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz