niedziela, 14 marca 2021

Zbyt dobra

“Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” Robert Matzen, fot. paratexterka ©
“Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” Robert Matzen


Żaden z filmów, w którym zagrała Audrey Hepburn, nie może się równać z niesamowitą historią, jaką zgotował jej los. Robert Matzen z niezwykłą wprawą przenosi czytelnika w świat holenderskiej dziewczyny, która nadal jest kochana i podziwiana, choć prywatności – w tym wielu wątków z przeszłości swojej rodziny – nieustępliwie strzegła. Najnowsza biografia nie rzuca cienia na Hepburn, wręcz przeciwnie: pozwala tej gwieździe rozbłysnąć jeszcze bardziej onieśmielającym światłem niż to, które już zachwyciło pokolenia.


O czym jest “Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu”?


Matzen skupia się na przybliżeniu historii Audrey Hepburn i jej najbliższych w czasach II wojny światowej, ich życia w holenderskim Arnhem i Velp za okupacji niemieckiej. Opierając się na niezliczonych wywiadach, dokumentach, biografiach i rozmowach z ludźmi, których rodziny podzielił losy rodu van Heemstra, autor przedstawia skrytą, holenderską dziewczynę, dorastającą pod silnym wpływem matki (z krwi i kości arystokratki), potrafiącą wyrazić się dopiero w tańcu. Nastolatka doświadczyła okropieństw wojny, które nabierają zupełnie innego wyrazu, jeśli relacjonuje je ktoś z pierwszej ręki. Wojna naznaczyła Hepburn, jej osobowość, a nawet zdrowie. Te straszne lata wpłynęły na to, jak dobrym człowiekiem była ta legenda, ikona i gwiazda; córka, żona i matka, aż w końcu osoba, która po prostu chciała być kochana.


wojenne losy pewnej holenderskiej dziewczyny, czyli “Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” Robert Matzen, fot. paratexterka ©Dlaczego ta książka?

Audrey Hepburn rzuciła na mnie czar już w dzieciństwie. Całe życie kojarzę ją z Nataszą z “Wojny i pokoju”, która stała się jedną z moich ukochanych historii – najpierw filmowych, potem książkowych. Oglądałam inne jej filmy, jednak największe wrażenie wywarł na mnie dramat biograficzny z Jennifer Love Hewitt w roli głównej. Trafiłam na ten film zupełnie przypadkiem, dawno temu. Losy Hepburn wydały mi się wręcz niewiarygodne… Naturalną koleją rzeczy było sięgnięcie po tę biografię.


W moim guście


Chyba żadna biografia nie zafascynowała mnie do tego stopnia, co książka Matzena. Napisana jest tak, że momentami wciąga niczym przejmująca powieść. Mimo ogromu faktów historycznych nie czułam się przytłoczona, wręcz przeciwnie: chciałam więcej, sprawdzałam, doczytywałam, konsultowałam… Autor i bohaterka przemówili do mnie do tego stopnia, że często zastanawiałam się, jaka ja bym była, żyjąc w tamtych czasach. Byłabym silna, czy sparaliżowana z przerażenia? Odznaczyła się odwagą, czy poddała? Bliskie mojemu sercu niespełnionej tancerki, która zrezygnowała z jednego marzenia dla innego, było też zafascynowanie Hepburn baletem. Z własnego doświadczenia wiem, ile może dać ciężka praca i żelazna dyscyplina. Wiem też, ile znaczy rodzina, nawet, a może szczególnie – ta niekompletna. Dzięki tej biografii wiele się dowiedziałam, ale też wiele przeżyłam wewnętrznie. Widzę w niej potencjał na moją książkę roku, bo wiem, że tej lektury nie zapomnę. Ile ja się już o niej zdążyłam naopowiadać w ostatnich dniach! Piękny prezent. I wspaniała postać, którą podziwiać można bez granic.


Albo i nie (dla mnie) 


Rzadko czytam o wojnie, choć po raz kolejny widzę, jak wciągają mnie te tematy. Zapewne wkład mają to moi przodkowie, zafascynowani wojnami światowymi przynajmniej dwa pokolenia wstecz. Nie czytam też biografii, poza kilkoma, ale jak się okazało na tym przykładzie: niekoniecznie są one nie dla mnie. W “Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” pojawił się np. Ben albo somalijski czternastolatek, którzy wryli mi się w wyobraźnię, ale czym jest to w obliczu okropieństw, jak przeżyła Hepburn?


Komu polecam?


Polecam wszystkim, którzy Audrey Hepburn znają i kochają, bo w książce “Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” zobaczą ją na jedynej w swoim rodzaju scenie wojny. Matzen naszpikował swoją opowieść ciekawostkami nie tylko na temat Holendrów, fryzyjskich arystokratów czy nazistów, ale też związkami Hepburn z Anne Frank czy filmem “O jeden most za daleko”. To biografia, która trafia do serca, co z mojej perspektywy wydaje się co najmniej osobliwe. Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie polecam, jeśli ktoś nie chce zmagać się z wojną, nawet bezpośrednio, bo niektóre obrazy mogą utkwić w pamięci czytelnika. Autor wplata migawki z życia Hepburn po wojnie, kilka momentów z jej wielkiej kariery, jednak skupia się na najstraszniejszym okresie jej życia. To lektura nie dla efektu wow, ale dla wzmożonego szacunku i podziwu dla dobra, jakie ta hollywoodzka legenda czyniła, a którym nigdy się nie chwaliła.  


A może też…


  

2 komentarze:

  1. Bardzo ładnie opisane! Osobiście trudno mi się zagłębiać w świat wojny, jednak Hepburn budzi mój zachwyt i z radością przeczytałam że i Ciebie jej niezwykłe dobro zachwyciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ciągle jestem pod wrażeniem! Gdybyś kiedyś miała się zagłębić w świat wojny, to myślę, że Hepburn wyciągnie do Ciebie pomocną dłoń...

      Usuń