poniedziałek, 8 marca 2021

Luka (d)ostateczna

“Cześć, co słychać?” Magdalena Witkiewicz, fot. paratexterka ©
“Cześć, co słychać?” Magdalena Witkiewicz


Tytułowe pytanie, niby zwykła fraza na porządku dziennym, skrywa moc wywrócenia świata do góry nogami, jeśli tylko adresat i nadawca mają wspólną (niedokończoną?) historię. Witkiewicz bierze na cel osławioną babską ciekawość i wprawdzie karmi ją przez większą część powieści, lecz gdzieś po drodze gubi umiar. “Cześć, co słychać?” przyciąga pomysłem, ale chęć poznania tej historii może odbić się czkawką jeszcze zanim wszystko wyjdzie na jaw. Cóż…


O czym jest “Cześć, co słychać?”?


Książka opowiada o komplikacjach wynikających ze skorzystania z jednej z tych kuszących okazji: okrągła rocznica, nagły powrót wspomnień i usilne skrzyżowanie po latach dróg, które dawno się rozeszły. To historia powrotów do przeszłości i gdybania, co by było, w sprzyjających okolicznościach kryzysu połowy życia. Główna bohaterka poniekąd odkurza wersję siebie sprzed 20 lat, a Magdalena Witkiewicz zwabia czytelnika do labiryntu kobiecej psychiki. Od potrzeby identyfikacji i zdolności do empatii odbiorcy zależy, czy i kiedy zechce z tej matni uciec.


Dlaczego ta książka?


“Cześć, co słychać?” mignęło mi u kogoś na Instagramie i sama jestem sobie winna, że postanowiłam poznać tę historię. Drugie moje spotkanie z Witkiewicz przebiegło gorzej, niż pierwsze, a co gorsza nic na to nie wskazywało, bo przeczytała tę książkę w jeden dzień, co rzadko mi się zdarza.


musiałam wiedzieć, czyli “Cześć, co słychać?” Magdalena Witkiewicz, fot. paratexterka ©
W moim guście


Po raz kolejny – po “Jeszcze się kiedyś spotkamy” – skusił mnie pomysł Magdaleny Witkiewicz na historię: migawki z przeszłości kontra szczęśliwa codzienność bez żadnego ‘ale’. Jak to pogodzić? Coś z tym zrobić, czy wyprzeć? Może i gdybanie nie jest dobrym sposobem na życie, ale rozmaite rzeczy w różnych momentach przychodzą człowiekowi do głowy i trzeba jakoś z tym funkcjonować. Lubię wyplątywanie się z mętlików myśli, a tu tego pełno.


Albo i nie (dla mnie) 


Nie mam jednak pojęcia, jak można było zniszczyć tę historię taką końcówką. Pomijam już narratora, który od początku obnosi się z tym, że wie więcej, albo komentarze odnośnie do zachodzenia w ciążę bądź porównywania męża do mebla. Trudno mi takie coś przełykać, jednak pomysł na ujawnienie wszystkiego przyćmił całą resztę (przy czym tym razem, poza kilkoma zdaniami z nieleżącym mi szykiem, nie czepiałabym się nawet dialogów). Szkoda. Dla mnie autorka posunęła się za daleko, wprowadzając kompletnie niewiarygodny sposób dotarcia do sedna sprawy, a później jej ‘przetworzenia’. Jestem zupełnie nieprzyzwyczajona do rozwiązań tego typu, ani nie obracam się w kręgach, w których pewnych słów nawet nie wypowiada się na głos. “Cześć, co słychać?” albo jest dla takich jak ja, czyli (prawie) rzucających tę książkę w kąt po przeczytaniu (a już na pewno w niepamięć), albo innych, którzy kryzysów tego typu nie doświadczają, są mądrzejsi i dojrzą głębszy sens.


Komu polecam?


Tę powieść polecam chyba tylko tym, którzy czują jakiś niewytłumaczalny wewnętrzny przymus poznania tej historii (tudzież teraz chcą wiedzieć, co mnie tak oburzyło - haHA!). Nie polecam jako powieści kobiecej z drugim dnem, bo tu przewidywalna płycizna, choć nie mnie oceniać, czy kobiecie w połowie życia “Cześć, co słychać?” przypadnie do gustu. Proza Magdaleny Witkiewicz polaryzuje. A mnie tym razem nawet zmroziła. 


A może też…

“Jeszcze się kiedyś spotkamy” Magdalena Witkiewicz, fot. paratexterka ©

 “Zanim zostaliśmy nieznajomymi” Renée Carlino, fot. paratexterka ©“Ostatni list od kochanka” Jojo Moyes, fot. paratexterka ©"Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo, fot. paratexterka ©

 Ángela Becerra "Przedostatnie marzenie", fot. paratexterka ©


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza