wtorek, 5 lipca 2016

Od ostatniego wejrzenia

"Raz na zawsze" Andreas Pflüger


fot. Wydawnictwo Otwarte
Niewidoma agentka jednostki specjalnej, czynna zawodowo? Naprawdę? Tego po prostu nie można przyjąć ze stoickim spokojem. Prolog w Barcelonie, początek całego piekła, porywa i przekonuje, jednak dalej zaczynają się nieznane schody, po których czytelnik musi wdrapać się po omacku, zwłaszcza jeśli nie ma się pojęcia o echolokacji. I tu Pflüger staje na wysokości zadania: wyraźnie rysuje sceny, zdecydowanie nadaje kanty charakterom, cierpliwie opisuje detale, otwiera oczy na to, co nie od razu widoczne, a całą akcję rozkręca z rozmachem. "Raz na zawsze" to pierwsza wizyta Andreasa Pflügera na polskim rynku wydawniczym, ale idę o zakład, że nie ostania. Premiera 6 lipca 2016* - jest na co się rzucić!


Niemiecki autor, a przede wszystkim scenarzysta, nawet jeszcze nie doczekał się polskiego wpisu na wikipedii, ale ta luka pewnie zostanie wypełniona lada dzień. Studiował teologię (!), germanistykę i filozofię; zamiast skończyć, poświęcił się teatrowi. I się zaczęło… Od scenariuszy do seriali telewizyjnych już niedaleko do powieści - jego pierwsza książka ("Operation Rubikon") ukazała się w Niemczech w 2004 roku - jak nie doczekam się polskiego wydania, będzie trzecia recenzja przedpremierowa oryginału. Doświadczenie zawodowe Pflügera w "Raz na zawsze" widać jak na dłoni. Sposób opisywania scen i napędzania akcji przypomina serial kryminalny. Od razu skojarzyło mi się to z "Tatort" i proszę, co za niespodzianka: Pflüger napisał ponad 20 scenariuszy do jednego z najpopularniejszych niemieckich seriali, który od 1970 przyciąga przed telewizory tysiące widzów. Nie wyobrażam sobie mieć jakikolwiek związek z Niemcami czy ich kulturą i "Tatort" nie znać. A to tylko przedsmak…

Niech go zobaczy ślepa


Barcelońska akcja przed 5 laty zabiera głównej bohaterce praktycznie wszystko, co miała. Wychowana przez Jörga Aarona, człowieka legendę, najstarszego ówcześnie członka GSG 9, Aaron nie miała łatwego startu. Córeczka tatusia od najmłodszych lat musiała udowadniać, że godna jest noszonego nazwiska. Pierwszego browninga pokochała szybciej niż pierwszego chłopaka. Kolegów z Wyższej Szkoły Policyjnej najpierw powalała jej uroda, później sama Aaron na macie. Trafiła do jednostki specjalnej BIM (Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) i w wieku dwudziestu paru lat została wysłana na akcję do Moskwy przeciwko jednemu z największych bossów europejskiego półświatka. Zyskała sławę, ale nawet się nie spodziewała, jak to się kiedyś na niej zemści. A później nadeszła Barcelona… Oprócz kogoś wyjątkowo bliskiego, straciła wzrok i przede wszystkim honor, co dla kogoś żyjącego zgodnie z kodeksem samurajów równe jest końcowi.

fot. M. L.
I tu się wszystko zaczyna. Czytając blurb trudno się pozbyć wrażenia, że sytuacja Aaron jest absurdalna, że nie może mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Dano jej jednak drugą szansę jako analityczce spraw i specjalistce od przesłuchań - bo to, że niewidomy wyczuwa i słyszy rzeczy, których nie sięga wzrok, akurat nie podlega dyskusji. Przesłuchanie w berlińskim Tegel Boenischa, który zabił młodą psycholog w swojej celi więziennej, budzi w bohaterce koszmary, o których nie chce pamiętać. Po pięciu latach ktoś zaczyna się o nią upominać - bezwzględnie, brutalnie, nie licząc się z żadnym życiem. 

Socjopata z zasadami


Akcja "Raz na zawsze" obejmuje właściwie kilka styczniowych dni w Berlinie. Nie można się pogubić, bo nawet jeśli autor rzuci jakiś ochłap informacji, szybko nabiera się pewności, że prędzej czy później do niego wróci. Sytuacja wymyka się spod kontroli dużo wcześniej niż niewidoma Aaron znika z pola widzenia dwóm przydzielonym jej do ochrony kolegom z oddziału specjalnego. W pełnej gotowości jest policja i jednostka specjalna Wydziału, Berlin wstrzymuje oddech. A wszystko za sprawą faceta, który jako nastolatek zniknął z bratem bez śladu i którego nie ma w żadnej (!) niemieckiej (!) bazie danych. To ktoś, kogo nie sposób się nie bać. Aaron trafiła na 'godnego' przeciwnika, a Holm po pięciu latach doczekał się upragnionej okazji. Czarny charakter "Raz na zawsze" jest charyzmatyczny, oczytany, elokwentny i tak potworny, że krew tężeje na samą myśl. 

Dream team 


Jeśli ktoś z natury niechętnie akceptuje bohaterki płci pięknej, ten niemiecki kryminał go zaskoczy. Nie dlatego, że w Aaron (tak, nie Jenny) przeważa pierwiastek męski, wręcz przeciwnie. Samo wyobrażenie pierwszego damskiego członka Wydziału, który stawia czoło najlepszym strzelcom wyborowym Niemiec i zyskuje ich szacunek, wzbudza w czytelniku albo podziw, albo nutkę zazdrości. "Raz na zawsze", oprócz intensywnego kryminału, jest historią pięknych męskich przyjaźni w różnym wydaniu; psychologicznym studium przypadku osób z ponadprzeciętnymi zdolnościami i wystawieniem na próbę zasad panujących w środowisku tak hermetycznym jak elitarna grupa do zadań specjalnych. Czyniąc niewidomą kobietę główną bohaterką, Andreas Pflüger wiele zaryzykował. Kilka sytuacji jest wręcz niewyobrażalnych, nie da się ich zaakceptować i bez ale zaszufladkuje jako kino albo pic. Jednak śledząc akcję czytelnik często zapomina, że ona nie widzi, po czym jest zmieszany, że wpadł w pułapkę autora. Jak mu się to udaje…?! Rewelacyjne machlojki.

Pflüger przekonał mnie - o dziwo - znacznie szybciej niż osławione szwedzkie kryminały. Polecam czytać z szeroko otwartymi oczami, a później czekać na następną część. On doskonale wie, co robi. 

  • ślepota jako przewaga, w żadnym razie upośledzenie,
  • listy 10 rzeczy, mówiące o bohaterce więcej niż inne fragmenty,
  • czerwienie - mnóstwo nazw na określenie jednego koloru - oraz filmowe opisy obrazów, choćby śniegu, 
  • Barcelona i Kolonia (dla mnie lepiej być nie mogło), 
  • prawdziwe 'męskie' przyjaźnie,
  • Pavlik - snajper, którego chciałby się mieć na akcji za plecami, i przyjaciel, dla którego nie tylko warto umrzeć,  
  • świat, "w którym jakość człowieka mierzy się w ułamkach sekundy"


-

  • rozpraszana i co rusz wracająca niewiarygodność - niektórych scen się nie kupi, co jednak w ogólnej ocenie niewiele ujmuje całej historii.


Komu polecam?
"Raz na zawsze" Pflügera polecam fanom szybkich, zdecydowanych akcji, przeprowadzanych na przestrzeni kilkunastu godzin. To kryminał, który wzbudzi skrajne uczucia, jednak w żadnym wypadku rozczarowanie na koniec. Brutalny jest bardziej psychicznie niż fizycznie, dlatego spodoba się amatorskim malarzom portretów psychologicznych. Nie polecam czytelnikom doszukujących się we wszystkim odniesienia do rzeczywistości albo wiarygodności, którzy oglądając filmy sensacyjne krytykują każdą nieścisłość. "Raz na zawsze" wróżę jeszcze lepszy start niż "Naśladowcom", i to Pflügera nie spuszczę z czytelniczego oka.


*Drugi paratexterski egzemplarz recenzencki udostepniony przez Wydawnictwo Otwarte - dziękuję! 





A może też...

fot. Wydawnictwo Otwarte

Sekta, snajper, sekcje

"Naśladowcy" Ingar Johnsrud



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz