wtorek, 6 lutego 2018

Nowy (nie) znaczy inny

“Kiedy odszedłeś” Jojo Moyes


"Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes, fot. by paratexterka ©
Kontynuacja “Zanim się pojawiłeś” dzieli życie głównej bohaterki na przed i po - ponownie. Z tego powodu podświadomość czytelnika odruchowo plasuje obie powieści na dwóch przeciwległych biegunach. Porównania są nieuniknione. Podobnie jak w życiu, minione wydarzenia stanowią punkt odniesienia, który wpływa na wszystko. Dlatego “Kiedy odszedłeś”, postrzegane przez pryzmat poprzedniej części, może wypaść niekorzystnie. Tym razem Jojo Moyes nie szuka dylematów moralnych, z jakimi mało kto się zetknie, a porusza coś, co spotka(ło) każdego z nas. Powieść z przeszłością mierzy się ze swoją historią i próbuje stanąć na własnych nogach. Co z tego wyniknie? Na pewno nie to, czego można by się spodziewać. Moyes nie bez powodu należy do najbardziej poczytnych współczesnych pisarek. Choć potencjału jeszcze nie wyczerpała. 


Polski wydawca - Między Słowami - dołączył do premierowego egzemplarza notkę z obietnicą możliwości wymiany na inną powieść, gdyby “Kiedy odszedłeś” nie wzruszyło i nie rozbawiło. (Swoją drogą ciekawe, ile niezadowolonych zgłosiło się z pretensjami, i jakie miny mieli biedni księgarze…) Bez względu na to, czy odbierze się ten gest jako akcję marketingową, czy odważny krok, ten nietypowy tekst momentalnie wzbudza oczekiwania. Wizja energetyzującej powieści wprawdzie lekko kłóci się ze wspomnieniami związanymi z “Zanim się pojawiłeś”, ale czemu nie popłakać się tym razem ze śmiechu?

Ona, czyli całkiem nowe życie


Lou stara się żyć zgodnie z obietnicą, choć podróżowanie nie rekompensuje jej braku świata, do którego może wrócić w każdej chwili: swojego miejsca, rutyny, stabilizacji. Osiadłszy w Londynie, podejmuje pracę w lotniskowym barze i tak przeżywa dzień za dniem, byle dotrwać. Nawet się nie spodziewa, jaką niespodziankę szykuje dla niej ‘nowe’ życie… Starzy znajomi, znane kąty i pojawiająca się znikąd prawda, która wywraca ich codzienność do góry nogami. 

Trudno bardziej przybliżyć fabułę, nie zdradzając za dużo z tej ani z poprzedniej części. “Kiedy odszedłeś” powstało właśnie dzięki Lou, jak i rzeszy fanów, którzy błagali autorkę o dalszy ciąg. Problem z tą kontynuacją polega jednak na tym, że ciężko zaakceptować jej odrębność, a tylko to dałoby jej szansę zapunktować. Bohaterka bogatsza jest o doświadczenia, które kosztowały ją nieprawdopodobnie dużo, ale czy dalej jest tą, której chce się towarzyszyć w nieustających staraniach? Jest jej więcej, ale siłą rzeczy się zmieniła. Albo się to z nią zniesie, albo odpuści, a jeśli już się zdecydowało, szkoda zrezygnować…

"Ein ganz neues Leben" Jojo Moyes, fot. by paratexterka ©Czasem trzeba poczekać…


…albo przeczekać. W życiu dzieją się rzeczy piękne i potworne. “Kiedy odszedłeś” nie jest zwykłą lekturą do przekartkowania, i to nie tylko dlatego, że ciąży na niej odpowiedzialność jednej z najpiękniejszych historii miłosnych dzisiejszych czasów. Fabuła toczy się spokojnym torem, do pierwszego trzasku. Ma szansę wciągnąć po drugiej bombie, wymagającej jednak wytrwałości. Chyba nie każdego stać na taką wyrozumiałość, nawet czytelniczą. Kto jednak przetrwa większą część książki, nie zawiedzie się na Moyes. Przetrze oczy z niedowierzania, a nawet sprawdzi, czy to na pewno ta książka, ta historia, bo impet coś inny. I wtedy jest już stracony, bo nie oderwie się aż do ostatniego rozdziału. Czy warto? Jeśli strawi się namiastkę i z nadzieją popatrzy w przyszłość, to tak. Jeżeli rozpaczało się na pierwszej części, przeklinało autorkę po ostatnim zdaniu i zachowało historię Lou i Willa w sercu, to może lepiej nie

Nie każda kontynuacja jest dobrym pomysłem, ale Jojo Moyes tworzy tyle, że prawdopodobieństwo trafienia na wyjątkową historię wsród jej powieści jest dość wysokie. Dzięki niespodziewanemu zwrotowi akcji po kilkusetstronnych przejściach nie zawiodłam się na autorce, choć lekko rozczarowałam brakiem emocjonalnego wzburzenia, jakiego się po niej spodziewałam. Może następnym razem? “Still me”, czyli trzecia część perypetii Lou, ukazało się na początku 2018, w Niemczech po tygodniu zostało okrzyknięte bestsellerem. Nie byłabym sobą, gdybym sama nie sprawdziła, póki co poprzestanę na poleceniu “Zanim się pojawiłeś” - z całego ludzkiego i czytelniczego serca. Co dalej - czas pokaże… Oby niedługo!

+

  • przebłyski lekkiego dowcipu w stylu Lou,
  • rodzina, która drży w posadach, i próbuje się porozumiewać,
  • sałatka ziemniaczana i inne kulinarne katastrofy,
  • ostatnia akcja - jak nie z tej książki!


-

  • samotność i długofalowe cierpienie,
  • rozwydrzona nastolata, która nie da do siebie dotrzeć - nie na moje nerwy,
  • pakowanie się do karetki pędzącej na sygnale, naprawdę…?!



"Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes, fot. by paratexterka ©
Komu polecam?
Powieść “Kiedy odszedłeś” dała mi do myślenia, bo nie potrafię się zdecydować, czy przeczytałabym ją, wiedząc, jak się teraz czuję. Z jednej strony nie powinna zostać napisana, bo nie może być drugiego “Zanim się pojawiłeś”, podobnie jak “Żony podróżnika w czasie”. Z drugiej strony nie w porządku jest mierzyć (nową) historię miarką innej (minionej). Polecam zatem tym, którzy pokochali Lou i życzą jej szczęścia, jak i ciekawskim chcącym sprawdzić, co u znanych bohaterów. Nie polecam romanty(cz)kom, bo czasu się nie cofnie. Jeśli ktoś spodziewa się wybuchów śmiechu czy łez wzruszenia, to nie tym razem. “Kiedy odszedłeś” poruszy powolutku, ale apetyt na wielki finał może wzbudzić.  








A może też...


Wiosenne wzloty

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes










Filmowe wspomnienia

"Pamiętnik" Nicholas Sparks












Kiedy czas (nie) znaczy


"Żona podróżnika w czasie" Audrey Niffenegger



2 komentarze:

  1. Zgrabna recenzja świetnie obrazująca tę część. Ciekawa jestem jaki będzie trzeci tom. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Też jestem ciekawa #3 i odzdrawiam :)

      Usuń