wtorek, 5 kwietnia 2016

Wiosenne wzloty

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes


Kolejna książka, której nie chce się odłożyć… Są historie, o których głośno było i będzie, które gdzieś kiedyś obijają się o uszy i których szkoda nie znać. Ta do nich należy. Rzuca wyzwanie pokazując, jak można wręcz pożądać życia, a równocześnie ucząc, że niekoniecznie to, co znamy od zawsze, jest dla nas najlepsze. Rekin biznesu z wyższych sfer kontra kelnerka z miasteczka, w którym każdy zna każdego; właściwie to nawet nie powinni się spotkać. Sztampowe? Nie w wykonaniu Jojo Moyes. "Zanim się pojawiłeś" to jedna z tych współczesnych historii miłosnych, które trafiają tam, gdzie trzeba, po czym zostają zapamiętane i wspominane są z błyskiem w oku, jakby przytrafiły się nam samym.


Dawno mi się nie zdarzyło, żeby od skończenia książki minęło kilka wieczorów, a ja ani nie mogłam się zdecydować, co o niej myśleć i napisać, ani nie chciałam sięgać po następną. Moyes rozkłada na łopatki, a tego trudno się spodziewać, podchodząc do jednej z jej najpopularniejszych powieści jak do romansu z wyższej półki, choć jednak babskiego czytadła. 

Całe pół roku


26-letnia Louisa Clark traci pracę i codzienność, w której jej było dobrze. W malutkim miasteczku w ogóle trudno znaleźć pracę, co dopiero dzielnie wspinać się po szczeblach kariery. Ona jednak, jako jeden z głównych żywicieli rodziny, nie ma wyjścia i podejmie się wszystkiego. 35-letni William Traynor dwa lata temu uległ wypadkowi i jest tetraplegikiem bez szans na wyzdrowienie. Czym może się skończyć konfrontacja dziewczyny, która nawet swój rażący strój potrafi przebić pozytywnym usposobieniem, i jeszcze niedawno odnoszącego niebywałe sukcesy - jak sam o sobie mówi - dupka z wyższych sfer, który nie z własnej winy wylądował na wózku inwalidzkim…? Nie da się zgadnąć, a wręcz nie warto. 

Lou zostaje zatrudniona przez matkę Willa na sześć miesięcy. Nawet nie przypuszcza, co tak naprawdę kryje się pod tą umową. Wystarczy jej wysoka pensja, bez której jej rodzina wylądowałaby na zasiłku - przynajmniej na początku. Will dystansem i sarkazmem szybko pokazuje, co sądzi o całym przedsięwzięciu. Aż żal śledzić początkowe starania Louisy, spalające na panewce. Osiem godzin dziennie szybko staje się koszmarem, bo jak pomóc komuś obcemu, kto tej pomocy w ogóle nie chce...?

I w którymś momencie dzieje się coś, co daje nadzieję tym, którzy o Willa boją się najbardziej. Nie to, że Moyes co rusz wymyśla atrakcje pełne pozytywnych wrażeń, dbając o rozrywkę czytelnika. Nie… Ona gdzieś między wierszami, codziennymi sytuacjami i ciągnącymi się codziennie godzinami splata losy dwojga głównych bohaterów tak subtelnie i jednocześnie silnie, że w pewnym momencie ich relacja wydaje się oczywista. Dopiero po chwili zastanowienia, porównując stan początkowy z tym aktualnym, można uświadomić sobie drastyczną różnicę. Ten aspekt to chyba jeden z największych walorów powieści: niby nie dzieje się nic wywracającego świat do góry nogami, a akcja płynie swoim stabilnym tempem, jednak coś jest inaczej, niezauważalnie się zacieśnia. Szkoda jednak czasu na rozdrabnianie, bo w obserwatorze - fabularnym czy realnym - kiełkuje zasiane ziarno, znikąd pojawia się pragnienie szczęścia i oczekiwanie na spełnienie… Myślę, że to niekwestionowany sukces autorki. 

On kontra oni, czyli decyzja i dylemat


Oczywiście, że "Zanim się pojawiłeś" to historia miłosna. Jej podstawą nie są jednak w pierwszej kolejności uczucia, a już na pewno nie cielesność, ale sposób, w jaki Lou i Will wzajemnie na siebie oddziałują. On przed wypadkiem wielbił życie i czerpał z niego garściami, ona cieszyła się tym, co miała, nie zastanawiając nad tym, co mogłaby odkryć poza granicami rodzinnego miasteczka. Kiedy on pokazuje jej możliwości, ona otwiera oczy, szukając opcji lepszej przyszłości dla niego. Im więcej się od siebie różnią, tym bardziej zaczynają na siebie wpływać, mimowolnie. Żadne z nich nie byłoby bez drugiego takie, jakim się stało. Na niektóre kwestie ani jedno, ani drugie nie ma jednak wpływu. 

Tetraplegia (paraliż czterech kończyn) jest na dzień dzisiejszy nieuleczalna. Podobnie jak w przypadku innych chorób, osoby przez nie dotknięte borykają się z problemami, o których zdrowi ludzie nie mają pojęcia. Są tacy, którzy pewnego dnia godzą się z tym, co zgotował im nieubłagany los, biorąc życie w swoje ręce, szukając alternatyw i ciesząc się nawet namiastką aktywności, będących wyznacznikiem życia 'po'. Po przeciwnej stronie są też inni: ci, którym odebrano sens życia, niemogący się pogodzić z nieszczęściem, przestający walczyć, a nawet decydujący się na eutanazję. Są chwile zwątpienia, bezsilności, depresja czy gorsze dni; pojawiają się promyki nadziei i sytuacje, w których życie o sobie przypomina. Z tym, że nic nie będzie już takie jak dawniej. Ile można żyć wspomnieniami? Ile fizycznego bólu można znieść, ile chorób zwalczyć, bez perspektywy na jakąkolwiek poprawę? Do jakiego stopnia wolno decydować o własnym życiu, o swojej śmierci…?

Jojo Moyes zupełnie niespodziewanie porusza temat, gdzie nie ma dobrego czy złego wyboru; debatę, przy której nikt nie pozostanie obojętny. Autorka nie ocenia, tylko bez słów skłania do refleksji. Daje głos każdemu, ale decyzję pozostawia tej jednej osobie, najważniejszej. Dylemat moralny to za mało powiedziane - można dyskutować, zasypywać się argumentami za i przeciw, skonfrontować fakty z życzeniami, racjonalizm z uczuciami. Jeżeli wzburza to krew, kiedy śledzi się losy bohaterów literackich, to co, gdy zacznie to dotyczyć nas samych, naszych bliskich…? Ktoś musi zdecydować, ktoś będzie z tą decyzją żył. W "Zanim się pojawiłeś" walka (o) Willa trafia w sedno i nie raz odbiera mowę, wzbudza podziw, szacunek i sztorm emocjonalny

Filmowe historie


"Zanim się pojawiłeś" to powieść piękna, poważna i poruszająca. Nie umywa się do literackich arcydzieł XIX czy XX w., ale w dzisiejszych czasach z powodzeniem można ją zaliczyć do kanonu tych romansów, które w czytelnika wrastają, które się pamięta i ceni, których szkoda nie poznać - podobnie jak "Pamiętnik","PS. Kocham Cię""Żona podróżnika w czasie"/"Zaklęci w czasie" czy "Jeden dzień". Powieść Moyes również doczekała się ekranizacji ("Me Before You", premiera w Polsce 10 czerwca 2016; w rolach głównych Emilia Clark i Sam Clafin), a sama autorka subtelnie umościła się na regałach czytelników, oczekujących od miłosnych historii więcej niż wzruszających wzlotów z oczekiwanym końcem.

Nie wiem, jak podsumować. Jestem zachwycona. Zatykało mnie z niedowierzania i ściskało w gardle, a niektóre sceny czytałam po kilka razy - żeby sprawdzić, czy na pewno nic nie przeoczyłam, czy naprawdę to się dzieje. Miałabym ogromny dylemat przy wyborze głównej, ulubionej postaci - bo ona bywa taka, jaką chciałoby się być, a on imponuje charakterem, na jaki stać rzadko kogo. Nie chciałam kończyć i się rozstawać, ale mogło być gorzej… Pierwszą styczność z Jojo Moyes uważam za strzał w dziesiątkę, a jak już pogodzę się z tą historią, to na pocieszenie zostanie ekranizacja… I druga część ("After you", oryginał ukazał się w 2015 roku). Polecam, bo to powieść prawdziwie piękna, a Moyes kradnie serca

+

  • powieść z tych, których nie chce się kończyć i do których kiedyś się wróci - jedna z najbardziej poruszających literackich love story XXI w.,
  • zderzenie sfer i światów: kształtowanie się relacji Lou i Willa, od niechęci, dystansu i sarkazmu na początku aż po rozmowy o tym, czego żadne z nich nikomu innemu nie mówiło,
  • to, jak rzeczy niewyobrażalne robią się oczywiste i naturalne,
  • fizyczność zgoła innego rodzaju - związek, w którym cielesność jest zalewie tłem, 
  • teksty taty i wszelkie rodzinne perturbacje, 
  • narastająca nadzieja i oczekiwanie na… ostatnie słowo..?
  • adaptacja filmowa,
  • c.d.n., czyli druga część! (choć zapewne lepiej przed nią ochłonąć)


-

  • nie ma dobrej ani złej decyzji, ale zdecydować trzeba… i trzeba żyć z tym, co nam po niej zostanie...


Komu polecam? 
"Zanim się pojawiłeś" nie jest bestsellerem o miłosnych euforiach, który czyta się dla rozrywki i zapomina po przewróceniu ostatniej kartki. Nie polecam delikatnym idealistom, wierzącym, że miłość zwycięża wszystko, ani tym, którzy w związkach więcej biorą niż dają. Mogliby nie zrozumieć… Moyes jest idealna jako zacisze, w którym spokojnie można rozprawić się ze sobą, śledząc losy bohaterów budzących skrajne uczucia. Nie znaczy to jednak, że w "Zanim się pojawiłeś" brakuje (zwrotów) akcji, a lektura potęguje spokój wewnętrzny - wręcz przeciwnie. Polecam tym, którzy chcą sprawdzić granice własnej empatii i wiedzą jak to jest, pewnego dnia otworzyć oczy na to, co kształtowało ich przez lata - patrzeć i nie móc się nadziwić…


A może też...

Filmowe wspomnienia

"Pamiętnik" Nicholas Sparks













Kiedy czas (nie) znaczy


"Żona podróżnika w czasie" Audrey Niffenegger

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz