czwartek, 6 czerwca 2019

Odlot, nie panikuj!

“Autostopem przez Galaktykę” Douglas Adams


“Autostopem przez Galaktykę” Douglas Adams, fot. paratexterka ©
Chyba każdy wie, jak to jest nie złapać aluzji, która rozbawia pozostałe towarzystwo. Nie? Nie…!? Od pierwszego wydania w 1979 roku książka Douglasa Adamsa zdążyła urosnąć do rangi kultowej i uplasować się wśród klasyki gatunku. Główny bohater, porwany z Ziemi w odpowiednim momencie, przemierza wszechświat z (za) dużą prędkością oraz - co chyba najważniejsze - w towarzystwie tworów tak absurdalnych, że nie tylko on nic nie łapie. Czytelnik powinien podejść do lektury na zupełnym luzie, dając się porwać fantazmatom autora, bo ten zdecydowanie wyprzedził swoje czasy. Choć niektóre z wykpiwanych właściwości naszego gatunku pozostaną niezmienne pewnie i za miliony lat.


Obcowanie z kanonem może być problematyczne, a książki kultowe to już w ogóle grząski grunt. Nierzadko może się okazać, że czytały je osoby, po których się tego nie spodziewało, a do tego po latach są w stanie rzucić tekstem, który komuś niewtajemniczonemu nie mów absolutnie nic… “Autostopem przez Galaktykę” zalicza się do grona takich powieści, a kto przebrnie przez kosmiczne czeluście, już nigdy nie zapomni ręcznika. 

Sfora szaleńców 


nie zapomnij ręcznika, czyli “Autostopem przez Galaktykę” Douglas Adams, fot. paratexterka ©
“Autostopem przez Galaktykę” to właściwie książka w książce, którą z powodzeniem można sobie wyobrazić jako Wielką Encyklopedię Wszechświata. Z namaszczeniem podejść do jej zawartości jednak nie sposób, zwłaszcza będąc przypadkowym autostopowiczem, zdeklarowanym Ziemiakiem i człowiekiem niemogącym mieć pomysłu na życie. Wyrwany ze swojego świata Artur skazany jest kogoś, kto go okłamał; kogoś, kto go nie chciał; kogoś, kto albo udaje głupiego, albo naprawdę nim jest; aż w końcu (mojego faworyta) malkontenta Marvina, którego towarzystwo grozi samobójstwem. I pomyśleć, że różne dziwne miejsca krzyczą do niego “Nie panikuj!”… Jak żyć? Bez ręcznika?!

Określiłabym tę książkę jako stan umysłu, którego się doświadcza. Nieszczególnie istotne jest to, co się dzieje. Za szalenie (hahaHA!) ważne uznałabym raczej to, jak wydarzenia są analizowane, uwewnętrzniane i akceptowane przez poszczególne postacie. Komentarze, reakcje, nawiązania, puenty…  nawet groszowe wtrącenia bohaterów wnoszą ‘to coś’ do niemożliwego klimatu, panującego w tej powieści. Widać poczucie humoru jest ponadczasowe. Mimo że Adams napisał “Autostopem przez Galaktykę” 40 lat temu (40!!!), wiele z jego zaszytych spostrzeżeń towarzyszy nam w dzisiejszej rzeczywistości. 

Nie wiem, czy nie byłam w odpowiednim nastroju, przegapiłam właściwy moment w życiu na tę lekturę (yes, "Friends"!), czy może poczułam presję, że tyle osób wokoło tę książkę zna, tylko nie ja. Buchnęłam śmiechem przy przejawach czarnego humoru, przyznam, ale boków nie zrywałam. Douglas Adams wprowadza w specyficzny stan umysłu, a określenie go jako ‘skołowanie’ może i nie byłoby wulgarne, ale na pewno niewystarczające.  Lektura dla wytrwałych, umiejących wyłączyć logiczne myślenie i dać się porwać. A to dla panikarzy nie lada wyczyn…

+

  • sarkazm wyższego zawoalowania,
  • przetwarzacze aliteracji, 
  • pokrętne złote myśli totalnie przestrzelające miejsce i czas, 
  • kamuflaż,
  • rozwiązanie zagadki - i wszystko jasne…

-

  • skomplikowane nazwy, na których można się potykać,
  • ryba w uchu, fuuuu!


Komu polecam?
Nie polecam komuś, kto nie znosi nie wiedzieć, o co chodzi, ani nie widzieć żadnego sensownego wyjścia z sytuacji. Jeśli poczucie humoru Adamsa nie zaiskrzy od razu, to chyba odradzam. Polecam za to wszystkim, którzy jeszcze nie czytali i mają problemy z pakowaniem się ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz