niedziela, 21 listopada 2021

Banda w rzeczy samej barwna, cz. 1

“Nie ma tego Złego” Marcin Mortka, fot. paratexterka ©
“Nie ma tego Złego” Marcin Mortka


Okładka przywołująca na myśl kultową Drużynę Pierścienia, blurb obiecujący ubaw i autor-tłumacz, próbujący swoich sił jako pisarz – czy to może się nie udać? Mortka wyposażył swoje postacie w przymioty pozwalające im się wybić nawet z tłumu wyrzutków. Wplątał ich w intrygę, zmusił do walki ze Złem, rzucał na pożarcie potworom i kazał brudzić nieczystymi zagrywkami. Niby nic nie brakuje, ale czy aby na pewno lektura wychodzi czytelnikowi na dobre...? Nie każdemu.


O czym jest “Nie ma tego Złego"?


O szóstce bohaterów wiadomo niewiele, a poznaje się ich w wirze akcji. Kuchmistrz i karczmarz Kociołek wraz z osobliwą kompanią ratują porwaną księżniczkę, aż konsekwencje ich bohaterskich harców zostają im rzucone w twarz niczym stek bluzgów. Ich ostatnia misja zbacza z toru, będąc początkiem przygodny przemyślanej, poplątanej i dopiętej na ostatni guzik. 

 

Dlaczego ta książka?


Czekając na skompletowanie "Dworu srebrnych płomieni" (notabene tłumaczonego m.in. przez Marcina Mortkę) i mając w pamięci książki, które w ciemno sprezentowałam fantastycznemu wyjadaczowi, postanowiłam jeszcze raz w tym roku skorzystać z akcji czytajpl i połknąć "Nie ma tego Złego". Niestety tak gładko nie poszło, choć przynajmniej obdarowany zadowolony bardziej niż ja. 


różne latające potwory u Marcina Mortki w “Nie ma tego Złego”, fot. paratexterka ©
W moim guście


Od razu rzucił mi się w oko dopracowany język, choć do stylu musiałam się przyzwyczaić. Napotykałam słowa, których nie rozumiałam, ale wcale mnie to nie zniechęcało. Obiecany humor zrekompensowałby mi potknięcia, ale zadowoliłam się nieprzewidywalnymi postaciami, z których guślarz, mówiący zdecydowanie mniej, niż wie, oraz milczący elf, mający zadatki na socjopatę tudzież zwyczajnie cierpiący na luki w inteligencji społecznej najbardziej przypadli mi do gustu. Podobało mi się, że cała banda trzymała się kupy, co by ich nie spotkało. 


Albo i nie (dla mnie)


Im bardziej się zastanawiam, tym mniej wiem, co pisać. "Nie ma tego Złego" do mnie nie trafiło, mimo dobrego warsztatu autora. Czekałam, aż się rozkręci, a jak już się trochę rozruszało, to straciłam zainteresowanie i czytałam tylko po to, żeby skończyć (bo nadal nie posiadłam zdolności z rezygnowania z lektury, która mi się nie podoba...). Nie mam problemu z tym, że motywy znane z literatury fantastyczne zostały skombinowane i opowiedziane inaczej. Szkoda mi tylko, że ta kompozycja ani mnie nie porwała, ani nie rozbawiła. Było, minęło i na razie nie planuję sięgać po następną część.


Komu polecam?


"Nie ma tego Złego" powinno się spodobać fanom Sapkowskiego ("Narrenrutum", nie "Wiedźmin"  ja przez to pierwsze nie przebrnęłam) czy Pilipiuka, męskiego towarzystwa, biwakowania w głuszy czy jedzenia/gorzały jako leku na całe zło. Nie polecam poszukiwaczom fantasy zmieniającego światy, choć nie wykluczam, że Mortka może coś jeszcze w tym temacie zdziałać. Pozostaję mu wdzięczna za polską wersję "Szklanego tronu" i będę mieć oko na jego twórczość. 


A może też…

"Zabójczyni” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©

 “Panie Czarowne" Jakub Ćwiek, fot. paratexterka ©   

“Virion. Wyrocznia” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka © “Virion. Obława” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka © “Virion. Adept” Andrzej Ziemiański - fot. paratexterka ©
 “Virion. Szermierz” Andrzej Ziemiański, fot. paratexterka ©

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz