poniedziałek, 11 marca 2019

Na ostrzu przeznaczenia, cz. 1

“Szklany tron” Sarah J. Maas


“Szklany tron” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©
Książki są (m.in.) po to, żeby zapomnieć świat dookoła, przestać odczuwać upływ czasu i żyć opowieścią, którą pochłania się nie tylko oczami. To zdecydowanie rzecz gustu, ale fantasy rządzi się pewnym elementem, bez którego żadna historia nie zaistnieje. W Maas zdaje się drzemać ten sam pierwiastek, bo czyż nie “magia przyzywa magię”? Jej bohaterka dostaje propozycję nie do odrzucenia, która w rękach legendarnej zabójczyni staje się obosiecznym mieczem. Najszczersze ludzkie emocje zderzają się ze zjawiskami nie z tego świata. Zainteresowanie czytelnika niespostrzeżenie przeistacza się w zaangażowanie, aż w końcu zapomnienie, i chce się jeszcze. A to dopiero początek tej historii…


Jeśli w “Dworze cierni i róż” można się było dostrzec odniesienia do chociażby “Pięknej i bestii”, doszukiwanie się zbieżności między “Szklanym tronem” a “Kopciuszkiem” wydaje się nie na miejscu. Pierwszy tom serii Sarah J. Maas jest co najwyżej w takim samym stopniu wariacją wspomnianej baśni, co masy innych motywów, przewijających się w fantastyce od zawsze. Nie ma co się nastawiać, bo Celaena jest bohaterką oryginalną, a dalszego ciągu jej historii nie sposób przewidzieć

Wyzwanie - zaufanie


Kajdany czy wolność? Chyba nikt długo by się nie zastanawiał. Nawet jeśli obietnica wolności obwarowana jest warunkami nieakceptowalnymi jeszcze jakiś czas temu. Wyzwanie czekające główną bohaterkę wymagać będzie od niej wiele więcej niż zabójczych zdolności. Czy pohamuje swój temperament i ugnie przed potworem, którego nienawidzi od najmłodszych lat? 

w mgnieniu oka, czyli po “Szklanym tronie” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©Sarah J. Maas po raz kolejny posyła Celaenę w miejsce, w którym ta nigdy nie myślała się znaleźć, i to z ludźmi, którzy nie wzbudzają w niej za grosz zaufania. Odnajdująca się w nowej codzienności bohaterka staje się bardziej przystępna dla czytelnika - można pamiętać, kim/jaka była do niedawna, ale mimo wszystko starać się ją zrozumieć, a nawet jej współczuć. To obserwowanie, jak sobie radzi, jedynie pozornie usypia czujność, bo przecież na to autorka w życiu by sobie nie pozwoliła… W “Szklanym tronie” pojawia się też coraz więcej postaci, mających bezpośredni wpływ na rozwój wydarzeń; nie ma jednej, rozdającej karty. Do tego niełatwo wytypować, kto stoi po czyjej stronie. Przeciwstawienie światów to zawsze ciekawe doświadczenie, zwłaszcza gdy zestawia się charaktery ewidentnie sprzeczne, ukształtowane przez diametralnie różne doświadczenia i dążące do sobie tylko znanych celów. Już w pierwszej części autorka zaczyna pleść misterne sieci (swoich) intryg. 

Wielkie wow? 


Nie da się ukryć, że “Szklany tron” zrobił furorę na całym świecie. To dopiero początek, ale jeśli nie odłoży się tej książki po dwóch rozdziałach, przypuszczam, że do samego końca będzie się czytało z wypiekami na twarzy - po to tylko, żeby jak najszybciej zacząć następny tom. Nie dość, że Maas niezauważalnie zaraża czytelnika racją bytu świata przedstawionego i nieodzownością towarzystwa niektórych bohaterów, to jeszcze - podobnie jak w serii o Dworach - nie daje specjalnie dużo czasu na gdybanie, co będzie dalej. Owszem, rzuca przynęty, dzięki którym można pogratulować sobie sprytu, ale też nie omieszka dać po łapach, kiedy zbyt łatwo wpadnie się w jej sidła. A punkt kulminacyjny? Ta autorka potrafi go rozciągnąć w prostą łamaną i powyginaną, przemierzaną na bezdechu! Dla mnie jej książki zwyczajnie mają to “coś”. I wcale nie trzeba opisywać tego słowami. 

+

  • niezmienna narracja zamiast przeskakiwania między perspektywami co rozdział,
  • miasto z papieru obitego w skóry, faceci czytający książki i w ogóle mole książkowe w niespotykanym wydaniu,
  • przepychanki cynizmu z ironią, 
  • szczegóły, które z niewiadomych (?) przyczyn wpadają w oko - nawet jeśli pozostaje świadomość, że zapewne przeoczyło się coś, co autorka wyciągnie w najmniej spodziewanym momencie, 
  • kiełkowanie rozmaitych zjawisk międzyludzkich,
  • Inne Światy i zapowiedź tego, co jeszcze jest do odkrycia, 

-

  • magia wyjęta spod prawa (co jednak może się obrócić na korzyść), 
  • damy dworu, żałosne i irytujące, 
  • ciosy dokładnie tam, gdzie najbardziej zaboli…


cykl “Szklany tron” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©Komu polecam? 
“Szklany tron” zapowiada się na fantastyczną przygodę dla wielbicieli wyzwań, intryg, walk o wyższe cele i konfliktów interpersonalnych w świecie, który kryje więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Złożoność i różnorodność pierwszoplanowych postaci rozwija się wraz z tempem akcji, które Maas umiejętnie podgrzewaJednocześnie autorka otwiera wiele drzwi do skąpanych w ciemnościach korytarzy, gdzie palą się pojedyncze pochodnie - a te jej zabiegi działają na wyobraźnię i nęcą. Rewelacyjna rozrywka, znowu. Nie polecę chyba tylko komuś ze skłonnością do nałogów, bo przy tej lekturze łatwo zaniedbać przyziemne obowiązki. Gdyby na książkach oznaczano stopień zagrożenia przywiązaniem się, ta dostałaby ponadprzeciętnie wysoki - i to wśród plejady. Zanosi się coś więcej niż dobry początek.





A może też...

“Zabójczyni” Sarah J. Maas, fot. paratexterka © “Korona w mroku” Sarah J. Maas, fot. paratexterka ©

"Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas, fot. paratexterka© "Dwór mgieł i furii” Sarah J. Maas, fot. paratexterka© "Dwór skrzydeł i zguby” Sarah J. Maas, fot. paratexterka©
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz