środa, 31 lipca 2019

Wgrane wspomnienia

“Perfekcyjna żona” JP Delaney


“Perfekcyjna żona” JP Delaney, fot. paratexterka ©Każdy thriller Delaney zawiera element, którego istotność jest już na pierwszy rzut oka niekwestionowana, ale i wymaga akceptacji jako coś nietypowego, wręcz wątpliwego. Wizja świata wokół tego elementu musi być tak przekonującą, żeby czytelnik nie spasował na wstępie. W “Perfekcyjnej żonie”* ledwo uda się odbiorcy oswoić z osobliwy towarzystwem, a autor zaczyna wyciągać asy z rękawa. To wizja wygórowanych wymagań i wybujałych wyobrażeń, która wcale nie musi być aż tak odległa. Nie raz wzdryga, bo “co by było, gdyby” zmienia się w “co będzie, jeśli…”.


Jak pisze sam Delaney, “Perfekcyjna żona” nie jest thrillerem technologicznym, ale określenie psychologiczny też nie do końca pasuje, jeśli weźmie się pod uwagę namacalne konsekwencje, jakie dla bohaterów ma postęp. Futurystyczne fantazjowanie autora wymaga od czytelnika innej otwartości umysłu, niż jego poprzednie książki, co staje się wyzwaniem dla obu stron: Delaney - obserwując obserwującego - może przemówić do psychiki odbiorcy tylko wtedy, jeśli śledzący akcję - na podobieństwo bohaterów - przekroczy granice możliwego. Innymi słowy: na “Perfekcyjną żonę” trzeba być gotowym.

Zapis zgoła innego rodzaju


perfekcyjny wieczór, “Perfekcyjna żona” JP Delaney, fot. paratexterka ©
Tim to geniusz robotyki, tytan (i tyran w) pracy, pomagający swojej idealniej żonie wrócić do normalności po wypadku przed pięcioma laty. Abbie dysponuje jedynie strzępkami wspomnień, stopniowo uzupełnianymi przez męża z dnia na dzień. Aż pewnego dnia zaczyna odkrywać więcej, niż mówi jej Tim, zapisane gdzieś poza jego zasięgiem. I działa to wręcz odwrotnie niż uspokajająco, nie tylko na nią… 

Dziwna atmosfera, niedopowiedzenia i napięcie towarzyszą czytelnikowi od samego początku, zupełnie jakby udzielał mu się dyskomfort głównej bohaterki. Snuje on domysły, prowadzące donikąd. W przeciwieństwie do “Lokatorki” czy “W żywe oczy”, gdzie scena przykuwająca uwagę bądź wprowadzająca w konsternację rozgrywała się w jednym z pierwszych rozdziałów, a nawet w prologu, tu na podobny efekt trzeba poczekać. Może tym razem autor postawił na innowacyjny pomysł, który miał uśpić czujność? Do pierwszego twista, jednego z wielu.

Kunsztowne konstrukcje


Zanim wizja autora nabierze określonych kształtów, uderza konstrukcja samej książki. Większa część rozdziałów “Perfekcyjnej żony” to aktualna relacja w drugiej osobie, która sprzyja postawieniu się na miejscu głównej bohaterki, widzeniu jej oczami i odbieraniu jej zmysłami. W pozostałych rozdziałach do głosu dochodzą oni - ci, którzy przyglądali się pojawieniu artystki Abbie w życiu Tima i próbują zrekonstruować, co się naprawdę stało.

Delaney w komplecie: "Lokatorka", “Perfekcyjna żona”, "W żywe oczy", fot. paratexterka ©
Jak przystało na osadzenie akcji w Dolinie Krzemowej, są smsy, portale, prototypy, uploady i inne nowinki technologiczne, które albo już znamy z życia codziennego, albo możemy poznać niebawem. Nie wiem, czy zamierzeniem autora było wprowadzenie czytelnika w konsternację na temat tego, co z natury (nie)ludzkie, ale mi krążyły po głowie myśli, jakich przy lekturze thrillera bym się nie spodziewała. Zamiast gdybać, zaczęłam się głowić, jak będzie wyglądał nasz świat, jeśli postęp technologiczny zajdzie naprawdę tak daleko? Czy stanie się to za kilka lat, czy może w następnym pokoleniu? 

“Perfekcyjna żona” zdecydowanie zapunktowała u mnie pomysłem na główną bohaterkę i zwrotami akcji, do których Delaney ma dryg. Wydaje mi się, że wnikliwy czytelnik zdoła przejrzeć plany autora, jeśli zna jego poprzednie książki. Nie znaczy to jednak, że przewidzi każdy ruch, i w tym cała frajda. Szczerze mówiąc, bardziej podobały mi się dwa poprzednie thrillery, ale temu wróżę większy sukces - właśnie ze względu na przekraczanie granic i innowacje, jakie może i dzisiaj nie są na porządku dziennym, ale jutro mogłyby być. Bo przecież wcale nie jesteśmy aż tak perfekcyjni…

+

  • innowacyjny pomysł,
  • empatia tam, gdzie się jej nie spodziewa,
  • prawdziwość wyzwań, jakie stawia opieka na dzieckiem z zespołem Hellera, 
  • satysfakcjonujące słowa,
  • spostrzeżenia warte odnotowania,
  • Harry Potter,
  • ten moment, kiedy myślisz, że jesteś krok do przodu, a autor wyprowadza cię z błędu,


-

  • szef-tyran, bez względu na przyświecające mu idee, i stado jego owiec,
  • “swatka” i jej biznes, choć może i z życia wzięte,
  • umowa przedmałżeńska (przypominająca umowę najmu z “Lokatorki”), 
  • w przenośni: to, co nieludzkie.


Komu polecam?

Od razu podkreślę, że “Perfekcyjna żona” nie jest thrillerem o problemach małżeńskich, jakie mogłyby nam przyjść do głowy. Dlatego nie polecam komuś, kto oczekuje napięcia w związku sięgającego zenitu i lekcji, z której można wyciągnąć życiowe wnioski. Polecam za to tym, którzy nie obawiają się patrzeć w przyszłość, są otwarci na udoskonalenia i ciekawi wizjonerskiego myślenia. Dla fanów Delaney ten thriller będzie odmianą, jakiej nie mogli się spodziewać. 


*Premiera 18. września 2019
Dziękuję za kolejny frapujący egzemplarz recenzencki, Wydawnictwo Otwarte




A może też...

“Lokatorka" JP Delaney, fot. paratexterka © “W żywe oczy” JP Delaney, fot. by paratexterka © 

“Czasami kłamię” Alice Feeney, fot. paratexterka © “Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn, fot. paratexterka ©




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz