wtorek, 13 sierpnia 2019

Czas nie czeka

“Toń” Marta Kisiel


“Toń” Marta Kisiel, fot. paratexterka ©
Do owianego tajemnicami ‘Złota Breslau’ Marta Kisiel dokłada swoją sztabkę, która zgubi niejednego. “Toń” porywa niczym rwąca rzeka, i to w momencie, w którym czytelnik niekoniecznie tego się spodziewa. Dla niego czas przestaje się liczyć, dla bohaterów - wręcz przeciwnie. Mając autorkę za przewodnika trupy o szczególnych specjalnościach, można nastawić się na przednią rozrywkę, a ponadto historię o prawdach, które czasem warto zrewidować, choćby zaburzały dawno ustalony porządek. Kraków Pilipiuka miał “Kuzynki”, a na Wrocław Kisiel wypuściła swoją klikę. Fantastycznie!


Urokiem urban fantasy może być moment, w którym znane bądź istniejące miejsca przeobrażają się w pola do popisu dla pomysłowości autora i wyobraźni czytelnika. Marta Kisiel otwiera drzwi, zapraszając do środka swojego świata w świecie, i jeszcze przed przekroczeniem progu wiadomo, że odtąd nic już nie będzie takie samo. Więc wchodzisz. A potem nie chcesz wyjść.

Po drugiej stronie


“Toń” Marta Kisiel, fot. paratexterka ©
Przeprawa do rzeczywistości z drugim dnem zaczyna się już w prologu. Niby na powierzchnię wypływa swobodnie dryfujące ciało, a jednak kawalkada drobnych kroczków i kobiecych kąśliwości kieruje uwagę w zgoła inną stronę. Trzy panny Stern - każda inna, wszystkie “genetycznie obciążone obłędem” - zdołały przeżyć lata w swoim towarzystwie, trzymając się trzech prostych zasad. Jedno ustępstwo, a runą mury twierdzy, budowanej przez apodyktyczną ciotkę Klarę latami. Wtedy bohaterki zdane będą na łaskę (tudzież wystawione na pastwę) tych, którzy o Sternównach wiedzą znacznie więcej, niż obie bratanice razem wzięte. Rodzinna tajemnica sięga bowiem czasów, kiedy powojenne legendy Wrocławia dopiero się rodziły… 

“Toń” jest powieścią fantastyczną w obu tego słowa znaczeniach; żywiołową, dynamiczną i wyzywającą wyobraźnię. Postacie nie dają się do końca przejrzeć, nawet te najbardziej ekscentryczne i ekstrawertyczne. Prędzej czy później znajdą się w sytuacji, która zmusi je do spojrzenia z perspektywy kogoś innego, przełamania się, a nawet wyjścia z siebie i przejścia na stronę wtajemniczonych. Tajemnice wiszą przecież w powietrzu na długo przed początkiem właściwej historii. Aż korci, żeby się dowiedzieć, co wiedzą oni, czego jeszcze nie powinny się dowiedzieć one. Ale wszystko w swoim czasie. Nad “Tonią” to właśnie czas ma największą władzę - obok autorki.

“Toń” Marta Kisiel, fot. paratexterka ©

Ciąg dalszy nastąpi?


Widzę w “Toni” potencjał na serię, bo Kisiel potrafi porwać. Co prawda nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale z tymi bohaterami chętnie zgłębiłabym niejedną tajemnicę. Bawił mnie bączek na najwyższych obrotach i prawie rozczulała perfekcjonistka, której burzono plany. A postacie nie z tej ziemi… może dopiero rozwiną skrzydła? Pozostaje mieć nadzieję, że Marta Kisiel długo jeszcze nie powie ostatniego słowa o tej niezdrowo przyciągającej zgrai - zwłaszcza że “Toń 2” ma mieć premierę w marcu 2020!  

  • pomysł na fantastyczny Wrocław, ale też fragmenty jego prawdziwej historii,
  • język i poczucie humoru; wszystkie te słowne przepychanki, wyrażenia dosadne i wymiany złośliwości,
  • futerał, Pchlarz itp. epitety (tak, jestem psiarą),
  • zamiłowanie do gier słownych/wieloznaczności,
  • porozumiewanie się po latach niezrozumienia,
  • okładka do dotykania (tak, wiem, ale nic nie poradzę, takie skrzywienie),

  • niepohamowana chciwość i psychiczne pastwienie się
  • tylko jedna łacińska sentencja z tłumaczeniem.


Komu polecam?


Marta Kisiel to mus na fantastycznej mapie Wrocławia i Polski. “Toń” świetnie nadaje się na wieczorek zapoznawczy, więc polecam wielbicielom rodzimej fantastyki, którzy z autorką jeszcze nie mieli po drodze. Spodoba się przede wszystkim amatorom żonglerki językowej oraz posiadaczom paszczy przyzwyczajonym do połykania książek. Nie polecam tym, którzy lubią wiedzieć wcześniej, niż wszystko się wyjaśni, albo nie mają za grosz cierpliwości do skomplikowanych kobiet… Ja jestem zachwycona i czekam na kontynuację!


A może też...

“Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk, fot. by paratexterka © "Zaginiona" Andrzej Pilipiuk, fot. paratexterka ©  "Front burzowy" Jim Butcher, fot. paratexterka ©


2 komentarze:

  1. Nie miałem jeszcze okazji przeczytać nic Marty Kisiel, pewnie, za radą , zabiorę się najpierw za "Toń". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Ja też wcześniej nie miałam i zastanawiam się, jak mogłam ją przeoczyć. Teraz będę miała oczy otwarte :)

      Usuń