niedziela, 8 marca 2020

Z kwerend Kani, cz. 1

“444” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©
“444” Maciej Siembieda


Historia polskiego obrazu, który na przestrzeni wieków pojawiał się i znikał, wpleciona w niekończące się dialogi i scysje dwóch największych religii świata tworzy tło dla nietuzinkowego dochodzenia. W “444” Siembieda przedstawia prokuratora Kanię, który pewnie wkracza na scenę rodzimych śledczych literackich. Powieść wciąga dobitnym początkiem, a autor podtrzymuje zainteresowanie do samego końca, albo i dłużej. Lektura dobra, ale dopiero zapowiada coś lepszego.

Oprócz pióra, które momentalnie przenosi w czasy, o których akurat mowa, książki Siembiedy przyciągają polskością i nieoczekiwanym spojrzeniem na historię, ożywiając wybrane wątki dzięki akcji toczącej się współcześnie. Powieści tego typu wręcz aktywują czytelnika, który nie tylko czyta i kombinuje, ale wykracza poza książkę, próbując się dowiedzieć więcej, zweryfikować, zinterpretować na swój sposób, aż w końcu wymienić wrażeniami. W fikcji tego autora zawsze znajdzie się ziarno prawdy, zwykle zaskakujące, bo Siembieda zawsze ma coś do (do)powiedzenia. “444” to kolejna jego książka, która nie kończy się wraz z ostatnim zdaniem. 

Kod Matejki


Jakuba Kania w akcji, czyli “444” i “Miejsce i imię” Macieja Siembiedy, fot. paratexterka ©Co takiego kryje obraz, przez który jedni zabijają, a inni giną? Szereg zdarzeń zwraca uwagę gwiazdy IPNu, prokuratora Jakuba Kani, na “Chrzest Warneńczyka” Jana Matejki - obraz, którego ścieżki pozostają niewyjaśnione do dziś. Dociekliwy dochodzeniowiec trafia na akta sprzed lat, zamiecione pod dywan, i zaczyna węszyć tam, gdzie inni dawno dali(by) sobie spokój. Czytelnik zyskuje nad nim przewagę dzięki ekskursom do X, XV i XIX w., które dają wgląd w działalność elitarnego bractwa Bokira, interpretującego ochronę islamu w zależności od intencji ich aktualnego przywódcy. 

“444” łączy aktualność z wycinkami historii, o których niezainteresowany tematem czytelnik inaczej by się nie dowiedział. Maciej Siembieda potrafi podróżować po czasach historycznych tak wiarygodnie, że jego wyobrażenie (czy też wynik prac badawczych) bierze się za pewnik na kształt relacji świadka. Jest się tam, o czym się czyta, bez względu na to, który to wiek. Poruszając temat odwiecznych turbulencji między chrześcijaństwem a islamem, autor skłania czytelnika do refleksji, nie faworyzując żadnych racji. Co ciekawe, Siembieda wybiega też w daleką przyszłość, co dla wielbicieli pisarza jest kompletnie nowym doświadczeniem.

Prokurator z potencjałem


seria o Jakubie Kani, “444” i “Miejsce i imię” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©W fabule Jakub Kania jest już marką, jednak u czytelnika “444” na zaufanie i podziw dopiero musi sobie zapracować. Stara się od pierwszych stron, jednak nie potrafię wskazać momentu, w którym doprawdy zabłysnął, imponując mi. Brakowało mi wglądu w jego nietypowy sposób myślenia, swoistych oznak intelektu, który po- i przyciąga. Zachwyciła mnie natomiast ‘stara gwardia’, czyli pokolenie przed Kanią: jego ojciec, poprzedni prokurator i oczywiście żydowski agent. Przy takich osobowościach trudno zabłysnąć, myślę jednak, że Kania dopiero rozwija skrzydła.

Moja dość stonowana opina na temat “444” może mieć związek z tym, że pierwszą książką Siembiedy, którą przeczytałam, był niezapomniany “Gambit”, zasługujący na najwyższą ocenę. Nie zmienia to jednak faktu, że “444” czytałam w skupieniu, które pozwoliło mi nawet kręcić nosem na niektóre - wybijające mnie z rytmu - drobiazgi (jak konfundujący Jagiellończyk albo pewna mobilna metka). Dla mnie to niejaka ambiwalencja, bo z jednej strony nie pochłonęłam tej książki na bezdechu, ale z drugiej wczytywałam się, chłonąc szczegóły. Powieść mi się podobała, bo nie dość, że naszpikowana jest ciekawostkami historycznymi, to jeszcze rozpoczęła proces kreacji bohatera, mogącego któregoś dnia strącić z piedestału innych fikcyjnych polskich dochodzeniowców. "Miejsca i imienia"pokaże, czy moje przeczucie się sprawdzi.


  • efektowny początek,
  • postać, przy której chciałoby się być, kiedy rozwinie skrzydła,
  • multum ciekawostek historycznych, skłaniające do własnego researchu,
  • rok 2332 i polski model ustrojowy,
  • finalny fortel, choć oczekiwałam czegoś innego,
  • Post scriptum,


  • mimo wszystko brakowało (mi) tego czegoś, np. sceny zapierającej dech i kompletnie zbijającej z pantałyku,
  • początki Kuby i Kasi (wątek zrozumiały, ale jakiś taki nieporadny; we mnie wzbudzał skrępowanie, jakby jednocześnie miał rację bytu, ale chciał się prześliznąć niezauważony).

Komu polecam?

“444” polecam wielbicielom węszenia w zagadkach sprzed wieków, które w niejednoznaczny sposób przypominają o sobie w czasach współczesnych, choć pragnę podkreślić, że Maciej Siembieda to nie Dan Brown z polskiego podwórka - najpóźniej po lekturze pierwszej części przygód Kani każdy zrozumie, co mam na myśli. Nie polecam czytelnikom, którzy zamiast skupienia i kluczenia mają ochotę szybką akcję i głośną sensację, albo nie chcą krążyć między teraźniejszą akcją a wtrąceniami historycznymi. Siembieda zapewne skradnie serce tym, którzy uwielbiają tropić tajemnice ojczystych ziem. Moje zdążył już skraść “Gambitem”.



A może też...

“Gambit” Maciej Siembieda, fot. paratexterka © “Miejsce i imię” Maciej Siembieda, fot. paratexterka © “Wotum” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©

"Zaginiony symbol" Dan Brown, fot. paratexterka © “Przepowiednia” Gwendolyn Womack, fot. by paratexterka © "Początek" Dan Brown, fot. paratexterka ©

 Daphne Kalotay "Die Tänzerin im Schnee" (PL: "Rosyjska zima"), fot. paratexterka ©

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz