środa, 11 maja 2022

Od Greka do Geigera – galimatias intryg

"Katharsis" Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©
"Katharsis" Maciej Siembieda


Niecałe trzy lata po "Gambicie" Siembieda wraca w stylu, o jakim twardo stąpający po ziemi pisarz pewnie nawet nie próbowałby marzyć. Tymczasem "Katharsis", niczym grecka tragedia – tyle że rozgrywająca się w pięciu częściach oraz różnych miejscach i czasach – targa emocjami czytelnika od pierwszej sceny. Historia zatacza koło, wierzyciele upominają się o spłatę długów, a bliżej nieokreślona siła wyższa śledzi, co na kim odciśnie piętno. Powieść-przeżycie: uczy, wyzywa, wzbogaca. Jedna z tych książek, w których się tkwi.


Mętlik o wymiarze historycznym, w wydaniu Macieja Siembiedy, ma tym razem siłę rażenia bomby atomowej, oddziałującą na czytelnika przez całą powieść. Akcja obejmuje prawie cały XX wiek, ścieżki bohaterów prowadzą z Grecji przez Albanię i Polskę po Egipt, drogą lądową, morską i powietrzną. Najpiękniejsze lata życia postaci zahaczają o najpotworniejsze wydarzenia ubiegłego wieku, ale też takie, o których długo obawiano się szeptać. Partyzanci podają sobie rękę z komunistami, a kontrabanda z bezpieką. Tajemnicami państwowymi handluje się niczym osławioną sacharyną. Przypadki nie chodzą po ludziach, one ich depczą. "Katharsis" staje się dla czytelnika skomplikowanym wyzwaniem, któremu musi podołać, żeby odkryć prawdę, tę właściwą.


Nie ma Jakuba Kani, ale – z całym szacunkiem – nie brakuje go, chociażby ze względu na życiorysy bohaterów, które doprawdy mogła napisać historia (a i wiele z nich napisała). Przeczytałam wszystkie powieści Siembiedy, i następne też będę czytać, ale nadal nie mogę się zdecydować, na czym polega ich fenomen. Autor ma warsztat, wiedzę i wyobraźnię, ale też nieprawdopodobnego "nosa". Żeby trafić na takie inspiracje, jak te opisane w posłowiu "Katharsis", to naprawdę trzeba być predysponowanym. Albo predestynowanym?


"Katharsis" Macieja Siembiedy we wrocławskiej oprawie, fot. paratexterka ©
Dla mnie "Katharsis" to absolutny top jak"Gambit" i "Miejsce i imię". Umiejętnie dawkowana sensacja i fakty współgrające z fikcją, wspólnie zajmujące wyobraźnię i pełną uwagę czytelnika, skłaniające go do chłonięcia wiedzy także wykraczającej poza karty powieści, aż w końcu zwracające się bezpośrednio do... sumienia. Dylematy albo przeżywa się razem z bohaterami, albo definitywnie od nich dystansuje. Kolejna książka tego autora staje się lekturą wysokiego zaangażowania, odczuwalnego wrażenia i tej charakterystycznej, nieodpartej chęci mówienia o niej, polecania, a nawet wciskania. No, tylko nie tego unikatowego egzemplarza, ma się rozumieć!

Zamówiłam swój pierwszy (niedoszły) egzemplarz "Katharsis" kilka minut po tym, jak autor zakomunikował przedsprzedaż na swojej stronie. Miałabym ją, nawet gdyby nie konkurs, na który się szarpnęłam – tyle że w okolicach 18 maja. Teraz nie wiem, czy mam się cieszyć z lektury, czy żałować, że to już za mną. Niczym bohaterka greckiej tragedii, wpasowałam się w temat. 



A może też…

“Gambit” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©

"444” Maciej Siembieda, fot. paratexterka © “Miejsce i imię” Maciej Siembieda, fot. paratexterka © “Wotum” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©
“Kukły” Maciej Siembieda, fot. paratexterka ©

2 komentarze:

  1. Widać że książka wyczekana i wytęskniona, a tytuł po recenzji sądząc trafiony. Coraz trudniej wywołać z czytelniku katharsis, bo też i nie lubimy obecnie przyglądać się nam samym i tak jak piszesz możliwe są tylko dwie drogi: z jednej strony można się w tej szansie zatracić a z drugiej kompletnie ją stracić. Umiejętne oddanie tragizmu życia w ujęciu tragedii greckiej jest sporym wyzwaniem chociaż scenariuszy zdaje się nie brakować. Świetnie i przemyślanie opisane, natchione lekturą słowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, żeby moje wrażenia skłoniły Cię kiedyś do sięgnięcia po którąś z powieści Siembiedy i - mimo że to nie Twój gatunek - żebyś przeżyła lekturę jak ja. Dziękuję za wczytanie się, przejrzenie przekazu i ciepłe słowa!

      Usuń