czwartek, 13 maja 2021

Co dwie... to nie jedna

“Mala M.” Paulina Świst, Lilka Płonka, fot. paratexterka ©
“Mala M.” Paulina Świst, Lilka Płonka


Duetów Świst sparowała już wiele, ale ten rozkłada dotychczasowe na łopatki. Przy współudziale przyjaciółki, pisząca pod pseudonimem prawniczka popełniła jedną z najlepszych książek: bezczelnie bezpośrednią, niezobowiązująco zabawną, doprawioną pikanterią i przestępczością zorganizowaną. Główna bohaterka jak nie daje ciała, to coś chlapnie, dzięki czemu sytuacje z jej udziałem zyskują zamierzenie wyskokowy charakter. Reasumując: dream team i drama queen – rewelacja!


O czym jest “Mala M.”?


Jeśli istnieje damski odpowiednik Piotrusia Pana z urokiem osobistym Czarodziejki z Księżyca, to Mala może mieć z nim wiele wspólnego. Lekkoduszna trzydziestoparolatka w krótkim odstępie czasu poznaje o jednego faceta za dużo. Zanim wybierze między bogiem seksu a panem idealnym, nieźle namiesza się w życiu jej i jej najlepszej przyjaciółki. A to dopiero początek! "Mala M." jest o babskich słabościach i męskich ego, urwanych filmach i powracających wspomnieniach, myśleniu po fakcie i planach całkiem serio tak dalekosiężnych, że strach się bać. Lilka Płonka z "Sitwy", na której wątek niecierpliwie czekały fanki pornosensacji Świst, występuje tym razem w roli autorki. Bez względu na to, która co napisała, musiały bawić się przednio. I niech się bawią.


Dlaczego ta książka?


Co rusz wybuchałam śmiechem przy serii prokuratorskiej ("Prokurator", "Komisarz" i "Podejrzany") i choć następne książki Świst już tak mnie nie rozkładały, to na tą skusiłam się po przerwie – i podobało mi się!


W moim guście


niech piszą nammm, a kto? “Mala M.” Paulina Świst, Lilka Płonka, fot. paratexterka ©
Taka przyjaciółka, z którą można przepłynąć (bądź wypić) ocean, jest na wagę złota, pokazującą wyłącznie niezbędne kilogramy. Widzę tak Świst i Płonkę, jak i Male i Zuzę. To są dopiero duety doskonałe... Liczę na dłuższą kolaborację, bo panie przypadły mi do gustu od razu. Mala M. to taka nieokrzesana niezdara, że momentami rozczula, a często bawi, choć chyba żadna laska nie chciałaby być do niej podobna. Podobało mi się lawirowanie bohaterki między dwoma przeciwieństwami i wątek kryminalny, który pojawił się jak grom z jasnego nieba. Dobrym pomysłem były fragmenty wyodrębnione kursywą, bo można je przelatywać albo czytać z wnikliwą uwagą, w zależności od preferencji. Za całość i na cześć autorek wznoszę toast kieliszkiem o pojemności ponad pół litra. Bo chyba każda taki ma...?


Albo i nie (dla mnie)


Kto nie przeklina, niech pierwszy rzuci kamieniem, jednak momentami Mala dowalała tak, że aż mi za nią było głupio. Wznosiła wulgaryzm na wyżyny znajdujące się już poza moim zasięgiem, ale dramatów nie było, bo wyszłam z tego bez szwanku. 


Komu polecam?


"Malę M." polecam czytać na leżąco – ze śmiechu albo żeby wspomóc wyobraźnię. Fani Lilki będą zachwyceni, widząc ją po drugiej stronie. Jak ktoś lubi dziarskie dialogi i latające wokół rykoszety, będzie czerpał radość z szeroko pojętych meandrów żywota Mali. Nie polecam tym, którzy szukają starej gwardii z pierwszych książek, bo coś mi się zdaje, że ta powieść otwiera nowy rozdział w rozrywce serwowanej przez Świst. Poczekamy, zobaczymy, choć ja już się cieszę.


A może też…

“Karuzela” Paulina Świst, fot. paratexterka © “Sitwa” Paulina Świst, fot. paratexterka ©“Przekręt” Paulina Świst, fot. paratexterka © 

 ”Prokurator” Paulina Świst, fot. by paratexterka © “Komisarz” Paulina Świst, fot. paratexterka © ”Podejrzany” Paulina Świst, fot. by paratexterka ©

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz