piątek, 16 kwietnia 2021

Angielski akcent

“Srebrna Zatoka” Jojo Moyes, fot. paratexterka ©
“Srebrna Zatoka” Jojo Moyes


Wyjątkowa sceneria z dala od rodzimej dla autorki Anglii: wybrzeże Nowej Południowej Walii, śpiew waleni, opowieści wielorybników – pojawienie się obcego wśród swoich sprawia, że czytelnik razem z bohaterem zaczyna wrastać w realia, choć odległe są one nie tylko na mapie. Wprawnym piórem Moyes kreśli niezwykle klimatyczną historię miłości do natury i inności, zaplątaną w sieć tajemnic, przed którymi nie ucieknie się nawet na końcu świata.


O czym jest “Srebrna Zatoka”?


Moyes stawia na drodze kobiety, która z Anglii uciekła przed przeszłością aż do Australii, mężczyznę, pojawiającego się tym dzikim zakątku z bardzo konkretną misją. “Srebrna Zatoka” opowiada o przeciwnościach, przepaściach, aż w końcu próbach porozumienia. Malowniczy krajobraz, dyskusje z drugim, niezbadanym dnem i bariery nie do pokonania poznać świata przedstawiony kawałek raju zarówno z perspektywy miejscowych, jak i przyjezdnych. W dodatku im głębiej wnika się w otoczenie, tym częściej napotyka na dowody, że coś wprawdzie pozostaje ukryte, ale próbuje wydostać się na powierzchnię. W powieściach Jojo Moyes miłość często jest tłem, a tu koegzystencja tudzież konfrontacja natury z człowiekiem bywa zdecydowanie głośniejsza.


Dlaczego ta książka?


Dawno nie czytałam nic Moyes, a na ostatnie urodziny dostałam wszystkie jej powieści, których brakowało mi w kolekcji. Potrzebowałam czegoś nastrajającego pozytywnie i odrobinę urlopowo, więc padło na “Srebrną Zatokę”.


W moim guście


Od razu zachwyciło mnie umiejscowienie akcji, bo Australia jest dla mnie terenem zupełnie nieznanym, literacko jak i życiowo. Wielorybia otoczka to już absolutny rarytas, ciekawiło mnie każde napomknięcie, a niektóry sceny oczywiście wzruszały. Z kobietami i ich tajemnicami nigdy nie wiadomo, ale jak to ja musiałam wiedzieć, co się kiedyś wydarzyło i co je tak połączyło. Tu i ówdzie Moyes pozostawiała wskazówki, a ja zapamiętywałam ślady, snułam domysły i czekałam, aż wszystko ułoży się w spójną całość. “Srebrna Zatoka” stała się jedną z moich ulubionych powieści Moyes (choć szczerze mówiąc dotychczas tylko “Światło, które utraciliśmy” nie do końca mi się podobało). Wielki plus za dopuszczenie wielu osób do głosu, zwroty akcji i kumulację twistów pod koniec. I dwuosobową mazdę, ma się rozumieć!


Albo i nie (dla mnie) 


U Moyes nigdy nic nie jest przesłodzone i najgorsze jest to, że podczas lektury można zapomnieć, jak słodko-gorzkie są jej historię, na jakie rozdzierające serce sceny ją stać… Kilka smutnych, choć rzeczywistych, opisów ze “Srebrnej Zatoki” ciągle jestem w stanie przywołać z pamięci. I znowu, zanim nie doczytałam, wierzyłam, że autorka jednak tego nie zrobi. A zrobiła. Nie mam Moyes tego za złe, bo inaczej jej książki nie byłyby tak życiowe. Pretensje jednak mam do autorów tekstu na okładce: ponownie (“Dwa dni w Paryżu”) wzbudza oczekiwania, których książka nie spełnia, i to nie dlatego, że z historią jest coś nie tak, tylko np. ucieczka przed wielkim miastem i korporacją sugeruje zgoła inną otoczkę. Chociaż może to tylko moja (nad)interpretacja?


Komu polecam?


Z całego serca polecam “Srebrną Zatokę” jako powieść obyczajową, traktującą o spotkaniu przeciwieństw, które nie mówią wszystkiego, wręcz ukrywają. Dociekliwi czytelnicy będą mieli w czym się doszukiwać prawdy, ale ci, którzy lubią nietypowe scenerie, też będą zachwyceni. Nie polecam nieodpornym na smutki, choć mnie Moyes tym razem do łez nie doprowadziła. Jeśli ktoś się spodziewa historii kobiety, która korporację zamieniła na dzikie odludzie, to nie ta książka.


A może też…

“Dwa dni w Paryżu” Jojo Moyes, fot. paratexterka ©“Światło w środku nocy” Jojo Moyes, fot. paratexterka ©“We wspólnym rytmie” Jojo Moyes, fot. paratexterka © 
“Ostatni list od kochanka” Jojo Moyes, fot. paratexterka ©
"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, fot. by paratexterka ©  "Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes, fot. by paratexterka © "Moje serce w dwóch światach" Jojo Moyes, fot. by paratexterka ©

“Das Schmetterlingszimmer”, czyli “Pokój motyli” Lucinda Riley, fot. paratexterka ©"Sekret listu" Lucinda Riley, fot. by paratexterka © "Das Mädchen auf den Klippen", czyli "Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley, fot. paratexterka © 

“Koniec samotności” Janusz Leon Wiśniewski, fot. paratexterka © "Bez słowa", czyli “The Man Who Didn’t Call”, wydanie niemieckie - ”Ohne in einziges Wort”  Rosie Walsh, fot. by paratexterka ©

4 komentarze:

  1. A już miałam nadzieję porzucić korpo na rzecz odludzia... Z pewnym wahaniem, ale chyba przeczytam (obawy mam o tę odporność na smutki, która u mnie nie rozwinęła się jak dotąd zbyt dalece). Jednak Moyes polubiłam od pierwszej książki, a Twoja recenzja mnie zaintrygowała, więc dopisuję na swoją listę "to read" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z takim podejściem zaczynałam czytać! Jednak podobała mi się mimo zgoła innych realiów. Myślę, że im więcej Jojo, tym większa odporność, ale 'wzrusz' czasem musi być, zwłaszcza u tej autorki - pozwala poczuć, że się żyje, bez względu na to, jak daleko nam do postaci...

      Usuń
  2. Nie zdążyłam jeszcze przeczytać tej książki, ale czeka na stosiku na swoją kolej :) Za mną
    "Wszyscy pragnęliśmy miłości, którą także polecam. Piękna i poruszająca historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za polecenie! Ja na stosie – bo jeszcze boję się mówić 'na regale' – mam jeszcze kilka Moyes i w planach ledwo zamówioną, która ukaże się na początku czerwca :)

      Usuń