piątek, 12 lipca 2019

Co z serca, to...

“Ich hab dich im Gefühl” Cecelia Ahern

[org. “Thanks For The Memories”]


“Ich hab dich im Gefühl” Cecelia Ahern, fot. paratexterka ©
Ahern potrafi wpleść w swoje powieści element tak nieziemsko magiczny, że jego czar prędzej czy później urzeknie i czytelnika. Ni stąd, ni zowąd zwykłym bohaterom przytrafiają się rzeczy niezwykłe. Niezrozumiałe z początku niuanse stają się nieodzowną częścią historii tak ciepłej, że chciałoby się, żeby wydarzyła się naprawdę. Nie inaczej jest z “Thanks For The Memories”, choć tym razem wstęp przytłacza aż do tego stopnie, że trzeba obdarzyć autorkę dużą dozą zaufania. W końcu w sytuacji głównej bohaterki trudno od ręki rozpierzchnąć cień, jaki padł na ‘resztę’ jej życia… Ahern ma jednak swoją czarodziejską różdżkę, a użytek, jaki z niej robi, otula czytelnika kojącą atmosferą.


Ta niewydana jeszcze w Polsce powieść poczytnej Irlandki może być dobrym pretekstem do lektury w obcym języku. Pisana językiem prostym i przystępnym, trafia dokładnie tam, gdzie oczekuje się od lektur tego rodzaju, a zwłaszcza tych pióra Ahern: je się czyta i czuje.  

Swoimi ścieżkami


małe, a cieszy.. “Ich hab dich im Gefühl” Cecelia Ahern, fot. paratexterka ©Po wyjściu ze szpitala niektóre nawyki Joyce ulegają zauważalnym, lecz niewytłumaczalnym zmianom. W tym samym czasie życie Justina rusza do przodu po rozwodzie, z którego konsekwencjami jeszcze do końca się nie uporał. Kompletnie obcy sobie ludzie, połączeni przez los niewidzialną nicią - bez ich wiedzy ani wyraźnej zgody. Czy któregoś dnia będą gotowi na konfrontację?

Kiedy zaczyna się mieć wrażenie, że nieszczęśliwy wypadek głównej bohaterki rzuci cień na całą historię, Ahern dorzuca szczyptę swojej charakterystycznej magii. Czytelnik od razu wie więcej niż bezpośrednio uwikłani, co nie oddziałuje jednak negatywnie na obserwację zawiłych zrządzeń ich losów. Drogi Joyce i Justina zbliżają się i rozchodzą, klucząc między absolutnymi przypadkami a znakami, które każde interpretuje na swój sposób. Żadna z postaci nie jest porywcza, ale obie są na tyle nieprzewidywalne, że komplikują akcję, i to mimo jak najlepszych intencji. 

Ciepło w wydaniu Cecelii


Wprawdzie od samego początku wiadomo, do czego wszystko zmierza, ale u Ahern - wbrew pozorom - nigdy nie jest cukierkowo. Nawet najbardziej zagorzały fan szczęśliwych przypadków może zwątpić w momencie, gdy zbiegają się nadinterpretacje.  

powieści Ahern, fot. paratexterka ©Nie jestem przekonana co do tego, że konieczne było wplecenie w fabułę tragedii, której nie życzy się żadnej kobiecie. Przecież wiele mniej traumatycznych wypadków mogło posłużyć jako pretekst do tej samej interwencji, aż w końcu doprawienia całości tą nutką nadzwyczajności…  Złe dobrego początki? Ważne, że przykre fragmenty można przetrwać i ani się spostrzeże, kiedy nastrojem powieści zaczynają rządzić tajemnicze przypadki. Ciepła, wsparcia i rozrywki dodają prawdziwe przyjaciółki, a przede wszystkim przynajmniej jeden poruszający ojciec, który ujmuje od pierwszej sceny. 

“Ich hab dich im Gefühl” trafia na podium w moim prywatnym rankingu powieści Ahern, tuż za niezapomnianym “P.S. Kocham cię” i wyciskającym łzy wzruszenia “Gdybyś mnie teraz zobaczył”. Wszystkie oczywiście polecam.


+


  • postacie drugoplanowe i dobrzy ludzie wokół - nawet, a zwłaszcza obcy,
  • sceny z dziedzin ‘z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach’ i ‘prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’,
  • ojcowie i córki,
  • mentalne zdjęcia,
  • liściki i pomysłowość nadawcy,
  • finał,

-


  • pozostałości tragedii,
  • tajemnica rodzinna, 
  • pusty dom.

Komu polecam?
“Thanks For The Memories” polecam wszystkim, którzy cenią powieści obyczajowe z nutką nieprawdopodobieństwa, która zamiast zaburzać życie, pokazuje jego piękno. Każda z powieści Ahern jest urokliwa na swój sposób. Nie namawiałabym jednak kogoś, kto leczy własne rany, bo cudze mu już niepotrzebne. 



A może też...

"Czarownice z Pirenejów" Luz Gabás, fot. paratexterka © "Papierowa dziewczyna" Guillaume Musso, fot. paratexterka © "Bez słowa", czyli “The Man Who Didn’t Call”, wydanie niemieckie - ”Ohne in einziges Wort”  Rosie Walsh, fot. by paratexterka ©

“Hundert Namen”, czyli "Sto imion" Cecelia Ahern, fot. paratexterka © "Die Frau des Zeitreisenden", czyli "Żona podróżnika w czasie" Audrey Niffenegger, fot. paratexterka © "Ein ganzes halbes Jahr", czyli "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, fot. paratexterka ©


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz