wtorek, 26 listopada 2019

Policyny pies, cz. 1

“Skaza” Robert Małecki


“Skaza” Robert Małecki, fot. paratexterka ©
Jeśli ktoś lubuje się w osobliwych, nieoczywistych i klimatycznych kryminałach, zapewne trafi na trop “Skazy”. Robert Małecki od samego początku dba o to, żeby zagęszczona, niekiedy kłująca atmosfera wokół dwóch niewyjaśnionych śmierci dała się odczuć - zupełnie jakby mijało się miejsce wydarzeń albo podążało ścieżkami komisarza Grossa. Poczynania tego starego wygi to więcej niż żmudne śledztwo, zmierzające do rozwiązania zagadki. “Skaza” łączy historie zakopane w przeszłości, wyparte ze świadomości i supłające języki. Do czasu. Reszta to koronkowa robota autora.


Nie dość, że ten kryminał ma klimat, to jeszcze mógłby scharakteryzować go konkretny kolor, i to wcale nie czerwony. Wszechobecną szarość widać na pierwszy rzut oka - rozjaśnianą bielą śniegu i przyciemnianą nocnym niebem; daje o sobie znać z głębi, z postaw bohaterów i w zmorach im towarzyszących. Światła zapalne są i gaszone, ale barwy pozostają przyćmione, umykają, niezapisane w pamięci. Dla “Skazy” ten właśnie wielopłaszczyznowy szary jest odcieniem wręcz idealnym. I z nudą nie ma nic wspólnego. 

Teatr jednego aktora?

autor wspierający akcję #czytajpl2019, “Skaza” Robert Małecki, fot. paratexterka ©
Komisarz Gross w Chełmży miał spokojnie doczekać emerytury, o ile to w jego zawodzie w ogóle możliwe. Jednak cisza polskiej prowincji może być złowieszcza, zwłaszcza gdy nijak nie można powiązać dwóch ciał, znalezionych późnym wieczorem na/w pobliskim jeziorze. Oficjalne śledztwo szybko spala na panewce, ale intuicja Grossa nie pozwala mu odpuścić. Doświadczony komisarz żyje samotnie, oddając się głównie pracy. Do codziennej rutyny należy rozpamiętywanie wydarzenia sprzed lat, które drastycznie zmieniło jego życie. 

Małecki potrafi wydobywać na światło dzienne drobiazgi, na podstawie których czytelnik stopniowo kompletuje własną wizję wydarzeń. Przy okazji tworzy też obraz głównego bohatera - człowieka poważanego, niepotrafiącego zamknąć przeszłości, niezadowalającego się pierwszymi lepszymi wytłumaczeniami, niezmordowanego w dążeniu do zrozumienia. Oprócz przyciągającego pomysłu na zgon, którego przypadkowi odbiorca będzie chciał się bliżej przyjrzeć, głównym nośnikiem (powodzenia?) kryminału jest właśnie główny aktor, a konkretniej jego głowa. Skonstruowanie postaci imponującej intelektualnie musi być nie lada wyzwaniem, a czasu na sprostanie mu autorzy mają niewiele. W “Skazie” wydaje się, że autor podszedł do tego z zimną krwią - i podołał

#czytajpl2019 wybór #3, “Skaza” Robert Małecki, fot. paratexterka ©Potencjał prowincji


“Skaza” nie jest bestialska, choć owianej tajemnicą zbrodni lepiej nie wyobrażać sobie w szczegółach. Przypadł mi do gustu brak pędu i dowodzenia swoich racji za wszelką cenę. Książka nie jest nużąca, ale stonowana. Mnogość postaci drugoplanowych, ich niedoskonałości, a nawet naiwności, ich prywatne pola walki, przebijające się niekiedy przez najważniejszy wątek, oraz systematycznie rozbudowywana sieć zaangażowanych sprawiają, że czyta się bez potknięć. Ostatnie sto stron planowałam przeczytać po przerwie na obowiązki domowe, ale nic z tego. Ograniczyć sie do jednego rozdziału się zdołałam, skoro akcja akurat przyśpieszyła. A w międzyczasie jeden akcent rozbraja - nie spodziewałam się, mimo że “Skaza” nie jest szczególnie oderwana od rzeczywistości. 

Po takiej pierwszej części mam ochotę obserwować Grossa. Chcę wiedzieć, czy odpuści, albo czy się przełamie i zrobi ten jeden decydujący krok do przodu. Ten facet jakoś wzbudził we mnie zaufanie, podobnie jak Robert Małecki. Będę mieć ich na oku.

  • nastrój, od prologu,
  • bibliotekarka,
  • przeczucie, któremu czytelnik podświadomie ufa,
  • bohaterowie (drugoplanowi), zdolni do gestów i czynów, o które by się ich nie podejrzewało,
  • odpowiednie dawkowanie wydarzeń z przeszłości, bez nadwyrężania cierpliwości czytelnika,

  • pęknięcia - przykre, choć (a może właśnie i dlatego, że) niezawinione,
  • niewierności i naiwność, że niektóre rzeczy (w małym miasteczku!) nie wyjdą na jaw, 
  • żwawe żucie gumy, ależ to irytujące.

Komu polecam?


“Skaza” to kryminał stworzony z wyczuciem i dbałością o detale, dlatego spodoba się czytelnikom mającym czas na wnikliwe oględziny. Nie polecam, jeśli ktoś preferuje duety albo poznał już za dużo doświadczonych komisarzy, żeby znieść dziwactwa kolejnego. Może też ewentualnie nie przypaść do gustu komuś, kto lubi szybką akcję i kawalkadę wydarzeń, bo lektura “Skazy” raczej przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Myślę, że książka spodoba się tym, którzy wierzą w intuicję - bez różnicy, czy wnika ona z doświadczenia, empatii czy wyobraźni. Mnie się podobała.



A może też...

“Raj” Marta Guzowska, fot. paratexterka © JP Delaney “W żywe oczy”, fot. by paratexterka © Michelle Richmond “Rok we mgle”, nowe wydanie, fot. by paratexterka ©
"Martwa jesteś piękna" Belinda Bauer, fot. by paratexterka © “Zapisane w wodzie” Paula Hawkins, fot. paratexterka © “Naśladowcy” Ingar Johnsrud, fot. paratexterka © 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz