wtorek, 27 października 2020

Wersja (nie)prawdziwa

“Saturnin” Jakub Małecki, fot. paratexterka ©
“Saturnin” Jakub Małecki


Marzenia marzeniami, a życie i tak napisze własne zakończenie. W kolejnej poruszającej powieści Małecki staje w szranki z losem. Wyposaża swoje postacie w niewolące pragnienia i przyrzeczenia determinujące ich decyzje. Pozwala im sięgać gwiazd, a porażki przeżuwać po kres ich dni. Prawdziwość nie do podrobienia czyni “Saturnina” nośnikiem prawd bliskich każdemu z nas. To jedna z historii, którą mogło napisać samo życie, choć o szczególnym znaczeniu dla autora. Tylko on mógł tchnąć w nią to ‘coś’.


O czym jest “Saturnin”?


Powieść wyrywkowo i z różnych perspektyw opowiada o losach pewnej polskiej rodziny z Kwilna, obejmujących trzy pokolenia i przynajmniej dwa światy. Wyrwany z warszawskiej codzienności tytułowy bohater wraca do domu rodzinnego i udaje się na poszukiwania dziadka, o którym właściwie nie wie nic, mimo że się z nim wychował. Kiedy ten boryka się z własnymi słabościami i wraca do wspomnień, których wcale nie chce wygrzebywać z odmętów pamięci, czytelnik zagłębia się w historię rodziny, w której coś się nie zgadza, i nie jest to jedynie zniknięcie dziewięćdziesięcioparoletniego dziadka… “Saturnin” jest o tym, o czym się nie opowiada, a co przeżywa głęboko, latami, w samotności i pokorze. To książka o nieodpartej potrzebie akceptacji i mimowolnym mijaniu się z najbliższymi; o koegzystowaniu z samym sobą w wersji, na którą nie do końca ma się wpływ, i życiu z innymi, widząc ich na swój, niekiedy lepszy sposób, choć nie zawsze przyznając się do patrzenia.  


Dlaczego ta książka?


Małeckie w kolejce, pierwszy “Saturnin” Jakub Małecki, fot. paratexterka ©
Od kiedy chwyciłam “Horyzont”, nie wypuszczę książek Jakuba Małeckiego z mojej prywatnej biblioteczki, planów czytelniczych i rekomendacji. On potrafi pisać tak, że do mnie trafia, mimo że ciężko mi określić, o czym pisze. Powiedziałabym, że pisze o przeżywaniu i dla niego. Dla tego tajemnego, nieuchwytnego, ale doświadczalnego ‘czegoś’. “Saturnin” ukazał się, zanim przeczytałam większość wcześniejszych powieści tego autora, więc sięgnęłam.


W moim guście


Małecki chwyta chwile w locie i tworzy z nich wrażenia, które pozostają na dłużej. Szybko porywa w stworzony przez siebie świat, pozwala usadowić się gdzieś z boku i obserwować, czerpiąc wieloma zmysłami. “Saturnin” nie wciągał, ale otulał, pozwalając przyjrzeć się wnętrza bohaterów i rozejrzeć wokół, po opisywanych czasach. Podobał mi się język i mnogość relacji dalekich od oczywistych, trudnych do zrozumienia. Poruszyły mnie motywacje postaci, które robiły coś z myślą o innych, nawet nieświadomych tych starań; wręcz krzywdząco ślepych. A już największe wrażenie zrobił na mnie powód napisania tej historii, źródło inspiracji.


Albo i nie (dla mnie)


Nie lubię smutku, rozgoryczenia i rozczarowania; współczuję nadaremnych starań i wyobrażeń, które mijają się z rzeczywistością. Żal mi postaci, które w siebie wątpią, same się osłabiając. Mój zapał zgasił nastrój “Saturnina”, choć wcale nie jest to powieść o niekończących się nieszczęściach.  


Komu polecam? 


“Saturnin” może spodobać się tym, którzy nie obawiają się patrzeć w przepaść między pokoleniami i potrafią cierpliwie doczekać momentu, w którym ktoś sam zdecyduje się na działania unikane od lat. Polecam amatorom książek nietypowych, a odradzam osobom bez dziwactw, pięty Achillesa i odwagi, żeby zmienić niestrawną sytuację istniejącą od lat - bo w świecie “Saturnina” mogliby się nie odnaleźć


A może też…

“Horyzont” Jakub Małecki, fot. paratexterka © “Nikt nie idzie” Jakub Małecki, fot. paratexterka ©

 “Jeszcze się kiedyś spotkamy” Magdalena Witkiewicz, fot. paratexterka ©  “Poszukiwacze muszelek” Rosamunde Pilcher, fot. paratexterka ©

“Koniec samotności” Janusz Leon Wiśniewski, fot. paratexterka © "Grand" Janusz Leon Wiśniewski, fot. paratexterka ©


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza